wtorek, 16 czerwca 2020

MIŁOŚĆ W CZASIE PANDEMII

 



                 Drogi czytelniku już na wstępie tego wpisu pragnę zaznaczyć, iż będzie on zawierał trochę rzygającej miłością tęczy za co z góry przepraszam. :) 
         
                  W ostatnim czasie znajoma z pracy wrzuciła na swojego fb post, iż jakoś w czasie pandemii mniej zdjęć zakochanych par, mniej postów o ogromnej miłości tak na resztę życia. Jakoś tak skrolując potok nudnych postów przystanęłam nad tym jednym i pomyślałam. Czy to faktycznie prawda? 
Osobiście nie wrzucam wielu postów o mnie i o Niejadku ale zaczęłam szukać w pamięci kiedy to ostatnio widziałam jakieś zakochane fotki wśród rzeszy moich znajomych z którymi nawiasem mówiąc w większości nawet nie mam kontaktu. Odpowiedź przyszła szybko, faktycznie jest tych fotosów rzygających tęczą mniej ale czy to oznacza że ludzie na lockdownie przestali się kochać, że obmyślają plany jak otruć lub udusić się wzajemnie? Mam nadzieję, że nie bo życie jest za krótkie na bycie z kimś kto nas wkurza i dręczy nas swoją obecnością lub jeszcze gorzej staje się nam obojętny. 
A takie czasowe zamknięcie razem mogło wiele co po niektórym uświadomić. Czytając wpis znajomej o mniejszej ilości zakochanych par na fb zaczęłam myśleć czym był dla mnie lockdown w świetle mojego małego świata.
                  I wiecie co byłam w domu 2 miesiące w tym 3 tygodnie raziem z Niejadkiem i uświadomiłam sobie jakie szczęście miałam gdy spotkałam go na swojej drodze w życiu. Dla mnie zamknięcie w domu mogłoby trwać wiecznie. Cudownie było się budzić w połowie dnia obok niego, wiedząc, że nic nas nie goni, wiedząc, że mogę się w niego wtulić, wsłuchać w bicie jego serca, popatrzeć jak słodko śpi. Przez cały czas zamknięcia w domu byliśmy drużyną która się wspiera a nie wrogami gotującymi się do walki. Lockdown pozwolił nam zrealizować wspólnie kilka projektów domowych jak taras, półka w ścianie czy remont łazienki. Czas w domu pozwolił nam wspólnie zająć się swoimi rzeczami, ja mogłam pogotować i poćwiczyć robótki ręczne a dokładniej tworzyć szaliki latem - bo kto mi zabroni. Niejadek natomiast mógł oddać się graniu na xboxie, czytaniu oraz planom budowlanym. Jak również pełnoprawnie ponabijać się przekornie z mojego medytowania co jeszcze bardziej zachęciło mnie do medytacji. I tu mała dygresja w czasie budowy tarasu nie było spania do późnych godzin. Niejadek co bardzo rzadko się zdarza, budził nas skoro świt bo trzeba napier*alać (Jak to mawiał jeden z naszych poprzednich szefów) a taras sam się nie zrobi. Tym razem to ja byłam osobnikiem próbującym zostać dłużej w pieleszach.  A piszę o tym w sumie nie dla was (jak pisałam nie raz wcześniej jestem samolubna) tylko dla siebie by kiedyś wracając do tych wpisów przypomnieć sobie , że Niejadek stale mnie zaskakuje i za to go kocham.
Wracając do wszystkich rzeczy które udało nam się zrobić razem w tak krótkim czasie, dokonaliśmy tego wszystkiego nie dla tego że nigdy się nie kłócimy ale raczej dlatego migo iż mimo że jesteśmy chyba dwójką najbardziej samolubnych ludzi na świecie, cenimy siebie na wzajem, szanujemy i kochamy. Staramy się rozmawiać a nie krzyczeć, tulić się zamiast walczyć, rozpalać ogień a nie go gasić.  Dlatego też szukając odpowiedzi na pytanie w owym poście mam nadzieję, że mniej pięknych fotek na pokaz oznacza więcej miłości w domowym zaciszu, więcej dbania o siebie na wzajem, więcej uwagi drugiej osobie a przede wszystkim więcej wdzięczności za jej/ jego istnienie bo jakie to życie byłoby nudne często w pojedynkę. Albo przynajmniej bo milej jest dzielić te wszystkie małe chwile z kimś kto jest dla nas ważny. I tego też wam życzę byście znaleźli swoją bratnią duszę na tą dalszą niezbadaną wędrówkę jaką jest życie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz