Dokładnie rok temu przybyliśmy do Wielkiej Brytanii, późnym wieczorem byliśmy na miejscu, z lotniska odebrał nas kuzyn Niejadka ze swoją narzeczoną, wtedy były to da mnie ledwo znane osoby, po roku zajmują ważne miejsce w moim sercu przeznaczone dla rodziny. Bo tak właśnie ich traktuję. Przyjeżdżając tutaj nie wiedzieliśmy czego się spodziewać, nie mieliśmy nic załatwione, jedynie cudowne i przytulne miejsce do spania z wspaniałymi, troskliwymi gospodarzami. Jedyne co wiedzieliśmy, że jak my nie damy rady, to nikt inny nie da. Przekonani o wzajemnym wsparciu oraz szaleńczym zawzięciu by nam się udało dotarliśmy w piękną okolicę, którą teraz po roku oboje nazywamy domem, naszym miejscem na ziemi.
Zacznijmy jednak od początku. Jakieś kilka miesięcy przed wylotem wpadliśmy na pomysł, że może by tak zamieszkać w innym kraju, gdzieś gdzie życie jest spokojniejsze, wynagrodzenie adekwatne do wykonywanej pracy, ludzie są szczęśliwsi a okolica będzie nadal zielona. Dość szybko pomyśleliśmy o Anglii, mieszka tutaj rodzina Niejadka, a to bardzo dobra informacja myśląc o starcie w nowym miejscu, o którym prawie nic nie wiemy. Dodatkowo obowiązujące tu prawo jest normalniejsze, ceny o niebo przystępniejsze, po porównaniu kilku czynników szybko podjęliśmy decyzję gdzie jedziemy. Zajęło to nam mniej więcej tyle co wypicie jednej kawy. Ale osoby, które mnie znają wiedzą, że decyzje podejmuję stosunkowo szybko. Po kilku tygodniach mieliśmy już przygotowaną listę rzeczy do zabrania, oraz listę rzeczy do zrobienia przed wylotem. Jeżeli jesteście jej ciekawi dajcie znać, chętnie opiszę ją w innym poście. Po załatwieniu wszystkich rzeczy oraz po zakupieniu prawie wszystkiego co powinniśmy (jak się okazało na miejscu nasza lista była niedoskonała, po czasie udoskonaliłam ją dość mocno) zaczęliśmy się pakować. Samo pakowanie przysporzyło nam trochę zabawy bo jak szybko się okazało 3 walizki na dwie osoby to za mało nawet gdy bierze się tylko te najpotrzebniejsze rzeczy. Dość szybko dokupiliśmy 4 walizkę bo bez niej nie spakowali byśmy się nigdy. Mimo wybrania tylko najpotrzebniejszych rzeczy nie byliśmy w stanie się spakować. Po dokupieniu 4 walizki, spakowaniu naszych rzeczy, dopakowaliśmy rzeczy zakupione dla naszych gospodarzy - statystycznie wódka, papierosy i pasztet ze śliweczką - tak spakowani byliśmy gotowi do odlotu.
Po naszym przylocie spędziliśmy wspólnie Wielkanoc, później kilka dni spędziliśmy na zwiedzaniu, porównywaniu cen i odpoczywaniu lub jak kto woli obijaniu się. Ale jak wiadomo wszytko co dobre szybko się kończy. Przyszedł czas na znalezienie pracy, zadanie to wykonaliśmy dość szybko, dość szybko zaleźliśmy też wymarzony domek. Oczywiście tak jak oglądane wcześniej domy bywały straszne to tak, również pierwsza praca nie była idealna. Ale była, dobra na początek dała nam możliwość opłacenia rachunków oraz zakupu jedzenia. Dość szybko zmieniliśmy pierwszą pracę, zresztą zmienialiśmy ją kilkukrotnie z różnych powodów. Za to w wynajętym domu pozostaliśmy dłużej, znajdował się on w spokojnej okolicy, sąsiedzi byli przemili, jedyne co na mały minusik to odległość od pracy. Ale jak postanowiliśmy szukaliśmy plusów w minusach i tak dzięki dalekim odległościom do pokonywania bardzo szybko kupiliśmy samochód oraz dodatkowo rower, który znacznie ułatwił mi dojazd do pracy. Po zakupie samochodu rzeczy takie jak zakupy czy dojazd do pracy stały się dla nas przyjemności a dodatkowo mogliśmy w końcu zwiedzać okolicę na własną rękę co było dla nas ogromnym ułatwieniem i dawało nam zawsze dużo radości. Czas mijał, nasi współlokatorzy się zmieniali my trwaliśmy w tym samym domku. Z czasem ja dostałam się do IKEA gdzie jestem do teraz. Swoją drogą bardzo chwalę sobie to miejsce pracy, bardzo mili ludzie, dużo się tutaj nauczyłam, wiem, że jeszcze trochę w tym miejscu zostanę. Niejadek od dłuższego czasu też ma tą samą pracę, więc z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że nasze życie tutaj jest stabilne. Dużo spokojniejsze, przepełnione szczęściem i radością. I nie twierdzę, że nie można swojego miejsca na ziemi zbudować w Polsce, zapewne można ale my wybraliśmy jednak inny kraj, jest nam tu dobrze, jak wszędzie bywają trudniejsze dni czy sytuacje, jednak w ogólnym rozrachunku wyszedł nam ten wyjazd na dobre. Po roku w Anglii nasze plany są bardziej sprecyzowane, obecnie myślimy nad zakupem domu, kupieniu kota, pobraniu się oraz założeniu rodziny. Jesteśmy pewni, że całego tego planu nie zrealizujemy w kolejnym roku ale jednak poczynimy pewne kroki by być tych marzeń bliżej. Jedno jest dla nas pewne wszystko jest możliwe, trzeba tylko bardzo tego chcieć. A my bardzo chcemy.
Życzę Wam miłego wieczoru i do przeczytania.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz