sobota, 27 sierpnia 2016

NIEJADEK


              

               Drogą wprowadzenia: od dziecka marzyłam o księciu z bajki, na białym koniu, który będzie o mnie zabiegał, przynosił kwiaty, zaskakiwał, rozśmieszał, będzie moją drugą połową. Przez większość mojego życia uważałam, że oglądanie tych wszystkich bajek dla dziewczynek przynosi więcej szkody niż pożytku. Zapytacie zapewne dlaczego, już odpowiadam - bo życie to nie bajka, ma wiele zakrętów i upadków. Co najważniejsze książę z bajki nie istnieje tak jak i ja nie jestem księżniczką. 
              Większość życia wybierałam za swoich towarzyszy bardziej lub mniej odpowiednie osoby. Po okresie dzieciństwa, przejęłam kolejną wspaniałą myśl "przeciwieństwa się przyciągają" - kolejna lekko pisząc bzdura. Jeżeli jest to prawda to chyba tylko w sprawach ciała lecz nie duszy. Bo o ile przyznać trzeba każdy jest różny ma swoje przyzwyczajenia i poglądy to jeżeli związać by się ze swoim totalnym przeciwieństwem za dobrze to nie wróży. Możecie pomyśleć młoda i się mądruje. No fakt mam dopiero 26 lat ale swoje już przeżyłam i mogę wyciągać z nich wnioski. Jeśli wy jesteście szczęśliwi z Waszym totalnym przeciwieństwem to gratuluje, bo u mnie kończyło się to zawsze kiepsko. Kończąc wstęp przejdźmy do sedna.
              Niejadek to Mateusz, jest rok starszy ode mnie, jest idealnie wyższy ode mnie - na tyle bym mogła oprzeć swoją głowę na jego piersi, ma niebieskie oczy, hipnotyzujący uśmiech, uwielbia bezcelowe podróże samochodem w środku nocy, nie lubi cebuli, jest wredny - nie mniej ode mnie i czuje, że chce być ze mną tak jak ja chcę być z nim. Niejadka poznałam w pracy. Przyznam, że to nie było wielkie wow, początkowo nie przypadł mi do gustu, wydawał mi się zbyt poważny i zbyt przejęty pracą. Zawsze w nienagannie wyprasowanej koszuli, z doskonale przygotowanym śniadaniem do pracy, które od mojego różniło się jak dzień do nocy - ale o tym później. Jednak osiem godzin razem w jednym pokoju sprawiło, że polubiłam Niejadka. Bardzo długo był zwykłym kolegą z pracy, z którym miło było wyjść na spacer wokół miejsca pracy w ramach przerwy i ponarzekać na szefa, klientów, naszych obecnych partnerów. Z czasem został moim przyjacielem, z którym świetnie się żartowało, rozważało decyzje mniej lub bardziej życiowe. Ot co nawet moje wesele z nim omawiałam (tak jestem po rozwodzie). Nic nie ukazywało, że któraś ze stron może myśleć o drugiej na poważnie. Ale czy na pewno? Teraz nie jestem tego tak pewna, bo cofając się wstecz widzę tą nić porozumienia która zacieśniała się z każdym dniem, przypominam sobie to "zing" gdy pierwszy raz spojrzałam na niego inaczej gdy wszedł któryś raz spóźniony do biura. Tak to był jego rytuał, zaczynał pracę gdy inni zdążyli zjeść już drugie śniadanie :) I tak przyjaźń zrodziła robienie sobie nawzajem kawy w pracy - wspominam bardzo miło ten rytuał, lub jak w późniejszym czasie Niejadek zabierał dla mnie śniadanie bo moje wypadało przy jego hmmm biednie. Jeżeli kanapkę bez masła, z plastrem żółtego sera można nazwać w ogóle śniadaniem. 
           Nasze razem zaczęło się po tym jak moje małżeństwo zaczęło się rozpadać z niezwiązanych z Niejadkiem powodów. Po prostu po wspólnym zamieszkaniu okazało się jak ogromnym przeciwieństwem do mnie był mój były mąż. Tyle. Więc ogromna rada: mieszkajcie ze sobą przed ślubem! Wracając do tematu, po rozpoczęciu procedur rozwodowych rozpoczęły się rozmowy przy kawie, w trakcie których okazało się, że Niejadek jest mi bardziej bliski niż kiedykolwiek przypuszczałam, marzyliśmy o tych samych koncertach, lubiliśmy podobne filmy, książki, oboje uwielbiamy podróże i tak to się zaczęło. Tak zamieszkaliśmy razem a teraz mieszkamy w Anglii budując małymi kroczkami swoją przyszłość. 
         Niejadek osoba z natury radosna, potrafi rozśmieszyć mnie do łez jednym spojrzeniem. Docenia mnie taką jak jestem, bez makijażu, z rozczochraną burzą włosów której nie da się ogarnąć. Dla niego jestem piękna taka jaka jestem, nie muszę na siłę chudnąć, farbować włosów bo każdy pojawiający się siwy włos wita z radością na tym świecie. Niejadek jest też opiekuńczy, jeszcze nikt nigdy nie chodził za mną z lekarstwami, nie szukał po sklepach ziół które doradziła kupić babcia, nie zabierał prawie siłą do lekarza gdy ja jeszcze twierdze, że nie muszę nigdzie się ruszać. Niejadek szanuje mnie jako osobę, szanuje moje zdanie i liczy się z nim. Niejadek jest prawdziwym mężczyzną ubóstwiającym naprawianie w domu - dzięki bogu bo ja nie mam o tym pojęcia - ma kolekcję narzędzi, którymi bez problemu naprawi rower, który zdążyłam już zepsuć np. gdy ostatnio odpadł pedał. Niejadek jest moim pogromcom pająków. Kiedy ja biegam w kółko wrzeszcząc i piszcząc paaaaajjjjjjąk o 2 w nocy, on ze stoickim spokojem wstaje z łóżka, schodzi na dół, bierze odkurzacz i ratuje mnie przed tym włochatymi straszydłami. Mam swojego pogromcę duchów z turbo odkurzaczem na plecach zabijającego wszystkie pająki. Niejadek ma umiejętność wyczuwania moich nastrojów, dzięki czemu nawet w pochmurny dzień, sprawia, że świeci słońce wyciągając mnie na zwykły spacer, który okazuje się wielką przygodą, lub kupi mi moje ulubione ciastki by na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Niejadek jest pomocny; w domu ratuje mnie od zmywania, którego całym sercem nie cierpię, prasuje dużo lepiej ode mnie. Zjada ze smakiem gotowane potrawy, jedyny warunek nie może być w nich cebuli i jak się z czasem okazuje innych rzeczy też :) Niejadek jest dla mnie niebieskookim lwem broniącym swojej rodziny bez namysłu. Jest dla mnie mądrą sową na którą zawsze mogę liczyć w najtrudniejszych momentach. Niejadek jest też strasznym nerwusem, do perfekcji opanował przechodzenie ze stanu spokój w stan furia (dotyczy to wszystkich rzeczy na ziemi poza mną) i wtedy zaczyna się moja rola spokojnej kobietki z 160 cm wzrostu w kapeluszu i na drabinie by go z tego stanu ładnie i szybko wyciągnąć. Niejadek jest moim największym przyjacielem, z którym mogę porozmawiać o wszystkim, nawet o głupotach ale i tak najpiękniejsza jest cisza, ten moment tuż przed zaśnięciem gdy mogę popatrzeć w jego oczy i nic nie mówić bo jest dobrze, bo czuję się szczęśliwa, szanowana, kochana bo czuję, że jestem na właściwym miejscu z właściwą osobą.  

1 komentarz: