Miesiąc, dwa tygodnie, tydzień a może trzy dni. Nie ważne ile zostało do dnia przeprowadzki zawsze wiąże się ona ze stresem i wielką radością. Można by powiedzieć tak odmienne uczucia mieszkają w nas jednocześnie ale są one dość uzasadnione.
O przeprowadzce z Niejadkiem myśleliśmy od dłuższego czasu i o ile przeprowadzka z Polski do Anglii nie była wielkim wyzwaniem (jak się teraz okazuje) to już ta z jednego domu do innego w samej Anglii już nim jest. Jest tak dlatego, że wyjeżdżając do Anglii mieliśmy określoną ilość walizek które można było zapełnić i nie było tego aż tak dużo. Zabawa rozpoczęła się dopiero w nowym domku gdy nagle trzeba było dokupić mnóstwo niezbędnych rzeczy do życia codziennego i jeszcze więcej zbędnych, które miały sprawić, że w nowym miejscu będzie bardziej domowo, przytulnie. I tak razem z Niejadkiem nakupiliśmy tonę ramek, wazonów, kocyków, poduszek, pojemniczków i innych ozdób które teraz nie mam pojęcia gdzie i jak poupychać przy przeprowadzce. Został nam tydzień i ja już od dwóch tygodni najchętniej siedziałabym na opisanych kartonach.
Lubię planować to fakt czasem do przesady, więc cieszę się, że w tej kwestii Niejadek ma duże pokłady spokoju i cierpliwości, które hamują moje zapędy niemożności normalnej egzystencji przez dwa tygodnie :) Dodam od razu, że to nie tak, że nie jestem spontaniczna chętnie wybywam z domu bo akurat przeczytaliśmy, że coś jest warte poznania a akurat mamy czas wolny. Ale jeśli chodzi o pakowanie to mam na tym punkcie bzika. I tak oto dziś mając dzień wolny pierwszy raz od siedmiu długich dni zamiast leżeć do góry brzuszkiem spakowałam już pół pokoju. Drugie pół czeka na Niejadka (narzędzia, jego ubrania, kosmetyki) lub po prostu przez kolejne dni nadal będziemy tych rzeczy używać więc nie było sensu ich pakować. Przyznam się od razu - mam problem z tą drugą połową pokoju, moje małpie stado biega wokół ogniska wrzeszcząc "spakuj to, spakuj to, aaaaaaa, nie zdążymy, no spakuj to niedobra kobieto!". No ale cóż poczekam do kolejnego piątku i wszystko zapakuje a w sobotę wielki dzień. Trzymajcie kciuki by o niczym nie zapomnieć, by nic nie zniszczyć, by przeprowadzić się jak najszybciej :) Bo o ile walizki i siatki z ikea wypełnione po brzegi jakoś przewieziemy to już meble gorzej. Bo są dość dużych rozmiarów a nasze autko cóż kochane ale nie aż tak duże by je zmieścić. Na nasze szczęście mamy tu bliskie nam osoby, które przyjadą drugim samochodem i pomogą nam ogarnąć ten nieład :D
A po przeprowadzce standard: pizza dwa dni na obiad bo gotować się nie da, sprzątanie, dyskutowanie gdzie co położyć by pamiętać gdzie jest. I radość z nowego większego domku, do którego będzie można zapraszać gości z kraju, z domku w którym zamieszkamy ze znajomymi więc będzie zabawniej bo oni dopiero będą rozpoczynać swoją przygodę z Anglią, która jak Wam pisałam jest inna niż Polska pod wieloma względami. Jedno wiem na pewno - będzie zabawnie.
Tym radosnym i panikującym akcentem kończę na dzisiaj, może jeszcze coś dopakuję a może nie :P Jestem ciekawa jak tam Wasze doświadczenia z przeprowadzek, macie jakiś sposób by je bezboleśnie przeżyć? Trzymajcie się ciepło i do przeczytania!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz