poniedziałek, 30 stycznia 2017

NAUCZMY SIĘ ODPOCZYWAĆ



                   Tytuł dzisiejszego wpisu może wydawać się dość banalny, bo przecież każdy z nas umie odpoczywać ale czy na pewno? Przyznam się Wam, że ja nadal mam z tym czasami problemy. Myślę, że kobiety mają z tym większe problemy. Cofając się w zakamarki mojej pamięci, przypominam sobie nie raz tatę, który po pracy zasiadał w fotelu z kawą lub herbatą, czytał ulubioną gazetę lub oglądał ulubiony kanał w telewizji, jadł obiad przygotowany przez mamę, później kolejna kawa, odpoczynek na kanapie, zabawa z psem i jakoś tak dzień po pracy mijał na odpoczynku. Mama natomiast zaraz po pracy leciała na zakupy, po powrocie do domu przygotowywała obiad, podawała go mi i tacie z uśmiechem, później pranie, pomoc w lekcjach, kolacja, przygotowanie do pracy i jakoś tak mijał dzień a odpoczynek był, przecież mama usiadła do kawy na dziesięć minut a dłuższy odpoczynek może jutro, pojutrze albo w weekend. I tak mam nieodparte wrażenie, że polki trwają tak cały rok, od porządków do przygotowywania posiłków, cały czas na 100% żeby przypadkiem nie wyjść na złą matkę, żonę, narzeczoną, dziewczynę, ogólnie rzecz biorąc na złą kobietę. I tak na wigilię czy wielkanoc przygotowania zaczynają się co najmniej tydzień wcześniej. Nie do pomyślenia w kanonie polskiej kobiety jest przeleżeć całe popołudnie tak nic nie robiąc (i dodam tu, że jednak coś się robi - odpoczywa), nauczyłyśmy się tego od naszych matek oraz babć i to nic złego na prawdę jednak tempo życia naszych babć było inne od tego teraz. 
 Obecnie kobieta (i przepraszam wszystkich mężczyzn że tak w tym wpisie skupiam się na kobietach)
oprócz przygotowywania posiłków, dbania o dzieci, porządek w domu no i oczywiście o męża dodatkowo zajmują się karierą zawodową, próbując dorównać mężczyzną oraz udowodnić szefowi, że kobieta jako matka wcale nie jest gorszym pracownikiem mimo iż czasem wcześniej musi wyjść z pracy bo dziecko zachorowało itp. I tak często gęsto zabieramy pracę do domu tylko dokładając sobie obowiązków, których w domu jest aż nadto. 
                  Pierwszy raz złapałam się że nie umiem odpoczywać kilka miesięcy temu gdy po kolejnym wolnym weekendzie od pracy złapałam się w poniedziałek, że wcale nie czuję się wypoczęta a przecież miałam cały weekend by znaleźć czas dla siebie. I tak postanowiłam cofnąć się pamięcią jak wyglądała moja sobota i niedziela i co się okazało sama dokładałam sobie obowiązków. Mimo iż pamiętam jak Niejadek wychodząc prosił mnie bym odpoczęła, że nie muszę nic robić. I co zrobiła przykładna matka polka. Wstała, uszykowała śniadanie, w międzyczasie wypiła zimną kawę bo na ciepła nie było czasu. Posprzątałam łazienkę, pokój, zrobiłam pranie, siadając do zimnej kawy w salonie uznałam, że okna na ogród są brudne (i oczywiście, że będą brudne bo nikt ich nie mył przez ostatnie 4 miesiące) i chodziłam wokół nich jak sroka wmawiając sobie, że nic im się nie stanie jak będą jeszcze brudne. Ugotowałam obiad, uszykowałam listę zakupów na poniedziałek, obmyśliłam listę dań na kolejny tydzień, zrobiłam jeszcze kilka rzeczy i tak przyszedł Niejadek. Jak się okazało nie odpoczęłam na własne życzenie. W tym momencie postanowiłam coś zmienić. 
               Od teraz w wolne dni uczę siebie że leżenie na łóżku z książką to nie jest marnotrawienie czasu to jest mój czas dla siebie, na odpoczynek. I nadal jest trudno bo ciężko przyznać się, że w sumie dziś nic nie robiłam (bo matka polka wewnątrz mówi mi że zmarnowałam dzień) ale przecież robiłam ładowałam baterie by być szczęśliwą, promienną dla siebie, dla Niejadka. Oczywiście form odpoczynku jest wiele, musicie tylko zastanowić się co dla Was jest najlepsze. 
             Do wyboru macie aktywny odpoczynek: bieganie, rower, siłownia, pływanie - przyznam, że wybieram tą formę wiosną i latem. Nigdy nie myślałam, że bieganie może tak wyciszyć, uwielbiam to uczucie gdy biegam 30 minut, słucham rapu i wracam mokra jak świnka do domu, zmęczona padnięta ale jednak lekka, szczęśliwa, wolna od trosk. Ta forma odpoczynku sprawdza się u mnie jednak tylko wiosną i latem. Zimną wolę spokojniejszą formę odpoczynku do której zaliczam leżenie na łóżku, czytanie książek, oraz jogę. Póki co odpoczywam najlepiej w trakcie jogi, proces wyjścia z domu na zajęcia jest zbawienny ponieważ nie mogę szukać w głowie co powinnam zrobić zamiast leżeć teraz na kanapie. Czy uda mi się kiedyś odpocząć bez wyrzutu sumienia nie wiem. Zazdroszczę Niejadkowi tej prostej umiejętności odcięcia się od obowiązków, chciałabym tak usiąść w fotelu odpalić konsolę i poświęcić się jej w 100% by po jej wyłączeniu czuć się wypoczętą bez poczucia winy, że tyle mogłam zrobić w tym czasie. Liczę, że kiedyś mi się uda bo przecież będzie tylko trudniej, w momencie gdy pojawią się u nas w rodzinie kolejne m&m będzie mi tylko trudniej. Wiec za cel ustawiłam sobie naukę odpoczynku, prostego i przyjemnego. 
Jestem ciekawa czy wy macie swój sposób na odpoczynek, czy wolicie odpoczynek aktywny czy raczej ten kanapowy. Będzie mi bardzo miło przeczytać w komentarzu jakie są wasze sposoby na zdystansowanie się do piegu o pierwsze miejsce w realizacji obowiązków codziennych. 
            Życzę Wam miłego wieczoru i do przeczytania!


poniedziałek, 23 stycznia 2017

OSTATNI TYDZIEŃ


                Ostatni tydzień minął mi pod znakiem nauki i egzaminów. I to na własne życzenie. Postanowiłam rozwinąć swoje kwalifikacje w pracy i spróbować zająć się zadaniami z zakresu pierwszej pomocy. Początkowo mój entuzjazm sięgał najwyższych szczytów górskich ale z biegiem i rozwojem zajęć zaczęłam uświadamiać sobie ile pojęć i zadań kryje się pod tym jakże pięknie brzmiącym FIRST AIDER. Ale co tam na zajęciach nie byłam sama więc grupowo się wspieraliśmy i jakoś nam to nawet zgrabnie poszło. W czwartek dotarliśmy to dnia egzaminów, zdaliśmy test pisemny i przeszliśmy to praktyki która, przyznam była na prawdę realistyczna, zaproszone osoby miały sztuczne skaleczenia okraszone sztuczną krwią a w połączeniu z ich krzykiem, lamentem człowiek porządnie się stresował. I mimo, iż dobrze wiedziałam, że to udawanie to starałam się zawijać poszkodowanego najdelikatniej jak mogę. Co w tym przypadku nie wiem czy świadczy o mnie najlepiej bo dałam się ponieść emocją. Jednak liczę, że jak w większości przypadków doświadczenie i opanowanie przyjdzie z czasem. Po powrocie do domu w czwartek przespałam całe popołudnie odreagowując stres. Na domiar złego okazało się, że zamówione przeze mnie książki dotarły do domu godzinę przede mną a co za tym idzie musiałam odebrać je z głównego punktu poczty bo biedne nie zmieściły się w otworze w drzwiach. Na szczęście udało się nam znaleźć czas w sobotę by je odebrać i mogę już spokojnie oddawać się czytaniu. Uwielbiam czytać, powiem więcej zawsze myślałam, że czytam dość dużo i dość szybko ale jak się okazało przy Niejadku wypadam na małego ślimaczka, który owszem dziarsko pnie się do mety ale jednak zostaje w tyle za innymi. I tak w tym roku przeczytałam już dwie książki, jestem w połowie trzeciej a Niejadek kończy już czwartą. Nie przejmuję się jednak tym za bardzo bo czytanie to dla mnie odskocznia od szybkiego tempa życia to czas na kawę lub herbatę, kocyk, jednym słowem odpoczynek. Myślę, że warto poszukać czegoś co pozwala nam się rozluźnić po pracy, po obowiązkach domowych czy zakupach.


            Co do zakupów to zrobiliśmy je w sobotę, łamiąc naszą umowę, że w sobotę to ew. po chleb na szybko można wyskoczyć. I tak namówiłam Niejadka do sobotnich zakupów, wiecej nadal są wyprzedaże i lodówka może jeszcze nie pusta ale jednak miło było by mieć większy wybór. Przyznam się Wam tak szybko jak wpadłam na ten genialny pomysł tak samo szybko zaczęłam go żałować. Nie żeby Niejadek był jakoś bardzo nieznośny, był raczej jak w każdą sobotę na zakupach, głodny, za dużo mu ludzi wokoło, za długie kolejki itp. nawet lubię go czasami w tym stanie bo przypominam sobie że kocham jego wszystkie wcielenia nawet tego małego marudę, który potrafi czasami dopiec. Na całe szczęście w momencie w którym uświadomił sobie jaki jest nieznośny uspokoił się i akurat wracaliśmy do domu. W domu jak to w domu, sprzątanie, gotowanie sami wiecie. Macie dzień wolny a jakoś tak odpocząć trudno. Dlatego też namawiam Was do zrobienia planu dnia na sobotę i niedzielę. I nie zalecam tu planu godzinowego. Rozpiszcie sobie co musicie zrobić, co chcecie zrobić lub ile chcecie nic nie robić. I tak dzięki takiemu planu przy śniadaniu szybko ustalicie kto czym się zajmie by później po wykonaniu wszystkich zadań mieć jeszcze trochę czasu dla siebie. Wraz z Niejadkiem nasz wolny czas zazwyczaj poświęcamy grze na konsoli lub czytaniu, w cieplejsze dni dokładamy spacery, bieganie, lub zwiedzanie okolicy. Dzięki czemu nasze wolne dni nie wydają nam się przeładowane zadaniami i jednak udaje nam się w nie trochę odpocząć. 
                Zbliżając się do końca tego wpisu chciałabym złożyć najlepsze życzenia wszystkim babcią i dziadkom, dużo zdrowia i uśmiechu.
                Życzę Wam miłego dnia i do przeczytania! 



piątek, 13 stycznia 2017

KAŻDY MA CZASEM GORSZY DZIEŃ


                       Każdego z nas to czasem dopada, jednych częściej niż innych ja mam nadzieję, że należę do tej grupy, którą dopadają one rzadziej. Mowa o gorszych dniach. Czasami budzimy się i zanim wstaniemy z łóżka wiemy, że to nie jest nasz dzień - nawet nie trzeba lewą nogą wstać z łóżka; od otwarcia oczu wiemy co jest grane. Też je czasem mam, zazwyczaj gdy w nocy dopadają mnie koszmary - a tyle razy mówiłam sobie - nie jedź tylu ciastków na noc bo będą koszmary - ale nic. Ryzykuje wciągając całą ich paczkę, licząc że przyśnią mi się tylko obłoczki i baranki. Budzę się rano i już wiem, że to nie mój dzień. Herbata z cytryną jest za kwaśna, ciaski za mało słodkie, ulubiony obiad smakuje nie tak, drapanie po pleckach nie takie jak powinno i tak dalej. Zdaję sobie sprawę, że takie nastroje nie są niczym złym, staram się jednak pamiętać by nie zepsuć przy okazji dnia Niejadkowi. Wybacz kochanie jeżeli nie zawsze mi to wychodzi. Dodatkowo staram się przekuć taki dzień w lepszy. Jeżeli nie idę do pracy to zazwyczaj układam sobie listę rzeczy do zrobienia w domu, zazwyczaj jest ona tak długa, że nie udaje mi się jej wykonać ale jednak zajmuje mi czas i odpędza pochmurne myśli. Zazwyczaj robię pranie, nie wiem co w tym praniu jest ale zapach czystych ubrań rozwieszanych na suszarce mnie odpręża, później biorę długą gorącą kąpiel, myję włosy by później więcej czasu zajęło mi doprowadzenie się do stanu używalności. Zazwyczaj się mocniej nie maluję, uważam, że naturalność jest dobra, wystarczy dobry krem do twarzy lub lekki makijaż. W swoje złe dni jednak bardziej przykładam wagę do wyglądu więc zazwyczaj robię staranny makijaż - nadal nie za mocny ale jednak widoczny - widok zadbanej siebie w lustrze poprawia mi humor. Staram się też znaleźć czas dla siebie, nadrabiając czytanie blogów lub książek na które w codziennym pędzie nie mam czasu. Jeżeli to wszystko nie pomaga tak jak powinno szukam pomocy w naturze, spacer lub siedzenie z nosem w oknie i patrzenie w niebo zawsze pomaga. Tak często nie zwracamy uwagi na pogodę, mówimy dziś jest brzydko bo pada a ja w te dni szukam tęczy lub liczę na piękny zachód słońca. Gdy po złym dniu uznaję, że nie był on najgorszy szykuję wisienkę na torcie. Mianowicie przytulaski, uwielbiam po trudnym dniu (co ja mówię codziennie to uwielbiam) wtulić się w Niejadka, schować się w jego ramionach, poczuć zapach jego skóry. Jest to nasz rytuał o którym nie zapominamy (przed czytaniem książek, oglądaniem filmów w necie i pójściem spać) pamiętamy, że po każdym dniu dobrze jest poczuć bliskość drugiej osoby tak po prostu, zwyczajnie. Jestem ciekawa jakie są wasze sposoby na ciężkie dni kto wie może macie jakieś lepsze od moich. :) 
Życzę Wam miłego wieczoru i do przeczytania! 

niedziela, 1 stycznia 2017

NOWY ROK TA SAMA JA


                 Macie takie wrażenie, że ostatnio bardzo modne zrobiły się postanowienia noworoczne? Często tworzy się je z nastawieniem, że i tak się ich nie wykona, bo przecież na fb musi być widać, że nowy rok, nowa ja itp. Od stycznia większość siłowni jest przepełniona a trwa to zazwyczaj do końca lutego maksymalnie do połowy marca, ludzie prześcigają się kto jak się zmieni. Ten schudnie, ta będzie więcej czytała, tamten poświęci więcej czasu rodzinie a tamta zacznie medytować. 
                 Dla mnie to jakaś kpina, nie wierzę by magicznie ta jedna noc zmieniła moje podejście do życia lub inaczej by należało czekać do końca roku i na początku następnego nagle zacząć żyć inaczej, lepiej tak by znajomy mógł nam zazdrościć noworocznej przemiany... Dlatego też odważnie już od kilku lat nie mam żadnych postanowień, nowy rok ta sama JA. A dlaczego? Odpowiedź jest prosta, założyłam swojego czasu, że od dziś jestem najlepszą wersją siebie dla siebie nie dla innych. Nie żebym nie starała się być najlepszą sobą dla Niejadka, oczywiście, że mam to na uwadze. Jednak mimo wszystko (jaka jestem stara zaczynam się mądrować...) wychodzę z założenia "jeżeli ja nie będę ze sobą szczęśliwa, jeśli siebie nie polubię to nikt tego nie zmieni, ja nikogo nie uszczęśliwię". Więc staram się akceptować siebie dzięki czemu Niejadek ma mnie w mam nadzieję miłym, troskliwym ale wiedzącym czego chce wydaniu.  I tak cały czas uczę się lubić w sobie tą Małą.Mi, która jasno wyznacza sobie granice, nie przejmuje się światem, jedynie najbliższymi, uwielbia czekoladę, czasem przesadzi z alkoholem, jest wybuchowa, wredna i niemiła i przyznam Wam się ciężko jest ciężko tak akceptować siebie cały czas. Ale widzę w sobie swoje dobre cechy: jak wielkie serce dla najbliższej rodziny i znajomych których traktuję jak rodzinę. Dzięki takiemu podejściu jestem lwicą broniącą swojego stada, polującą na to na co ma ochotę, nie tracąc energii na osoby postronne. Jakby na to nie spojrzeć możliwe, że kilka lat temu miałam postanowienie noworoczne typu wyluzuje, skupię się na tym co ważne dla mnie i na tym co chcę robić i tak trwam w tym jednym postanowieniu już lata. 
             Pracując nad sobą raz mocniej, raz mniej. W zależności od samopoczucia ale staram się by na pracę nad sobą nie miało wpływu otoczenie. Tego Wam też życzę, jeżeli chodzi za Wami myśl by coś postanowić to zastanówcie się czy lubicie siebie i tu powinny zacząć się ewentualne zmiany. I nie dotyczy to tylko wyglądu, ale głównie waszej osobowości czasami wystarczy sobie tylko odpuścić, odsunąć osoby lub rzeczy które nas niszczą, gaszą nasze gwiazdy w oczach, tworzą z nas pustą czarną dziurę. Wiem to trudne bo każdy lubi swoją bezpieczną przystań niezależnie jak ocieka wewnętrznym nieszczęściem. Bo zawsze milej wiedzieć ile wpłynie na nasze konto bankowe, jakie są godziny naszej pracy lub z punktu osobowego lepiej mieć z kim obejrzeć film (chociaż samemu wybrałoby się może coś innego), zjeść obiad czy po prostu lepiej śpi się z kimś niż samemu. Ale to do nikąd nie prowadzi, siedząc puści w środku w tym samym miejscu nie będziecie szczęśliwi. Warto czasem podjąć ryzyko, opuścić bezpieczną przystań i dla przykładu rzucić pracę która nas wkurza, w końcu zawsze można iść pracować do McDonald's lub do IKEA (gdzie akurat w moim przypadku jest to na ten moment wyczekane miejsce pracy) do czasu aż znajdzie się swoje miejsce. Czasem lepiej zakończyć związek, który i tak sami od dawna skazaliśmy na przegraną ale nadal w nim tkwimy bo tak łatwiej. Czasem lepiej być jakiś czas samemu by spotkać kogoś dzięki któremu będziemy lepsi dla siebie i innych. W których może uda się Wam znaleźć odbicie samego siebie, podobne plany życiowe, marzenia o podróżach, rodzinie. Nie żebyście musieli mieć swojego klona, dla przykładu mnie rozluźnia słuchanie rapu, w trakcie jego słuchania najlepiej mi się pisze a Niejadek nie jest go w stanie znieść. Nie przeszkadza mi to bo nigdy nie chciałam być ze samą sobą. Mam wrażenie, że w dzisiejszym wpisie płynę po temacie rzucając tematami jak magik sztuczkami. Jeśli tak jest to wybaczcie ale mam tak z tematami które zahaczają o psychologię, poglądy na świat i życie. Postaram się skupić na jednym i doprowadzić ten wpis zwarcie do końca.
                  Wracając do postanowień noworoczno-życiowych jeżeli macie co do nich plany to proszę nie zmuszajcie się do zmiany całego siebie, wierzę że odpuszczając sobie bycie najlepszym we wszystkim na raz wystarczy na początek, później można zastanowić się czego nam w sobie brakuje i powoli to wprowadzać a jak się nie uda to trudno macie przed sobą całe życie a nie ten jeden rok. Pamiętajcie o tym. Jeżeli mogę Wam czegoś życzyć na ten nowy rok to życzę Wam odpuszczania sobie, nie wymagajcie od siebie zbyt wiele bo nikt nie jest idealny, życzę Wam byście nauczyli się nie przejmować się całym światem i jego opinią, życzę Wam skupienia się na rzeczach ważnych oraz małych dających Wam najwięcej szczęścia. Dla mnie to na przykład wieczorna herbata i patrzenie w niebo, słuchanie wiatru bycie tu i teraz a nie trwanie w planach. Co ma być to będzie, czas może pokazać, że plany zmienią się jak kalejdoskop. Życzę Wam uśmiechu i radości takiej na co dzień oraz mniej smutku. Ten świat jest i tak już dosyć smutny może postanowimy sobie razem więcej się uśmiechać do siebie w lustrze i do innych np na ulicach czy w autobusach? Co wy na to? 

Kończąc ten wpis życzę Wam miłego wieczoru i do przeczytania!