sobota, 25 marca 2017

PIERWSZY ROK W WIELKIEJ BRYTANII


                         Dokładnie rok temu przybyliśmy do Wielkiej Brytanii, późnym wieczorem byliśmy na miejscu, z lotniska odebrał nas kuzyn Niejadka ze swoją narzeczoną, wtedy były to da mnie ledwo znane osoby, po roku zajmują ważne miejsce w moim sercu przeznaczone dla rodziny. Bo tak właśnie ich traktuję. Przyjeżdżając tutaj nie wiedzieliśmy czego się spodziewać, nie mieliśmy nic załatwione, jedynie cudowne i przytulne miejsce do spania z wspaniałymi, troskliwymi gospodarzami. Jedyne co wiedzieliśmy, że jak my nie damy rady, to nikt inny nie da. Przekonani o wzajemnym wsparciu oraz szaleńczym zawzięciu by nam się udało dotarliśmy w piękną okolicę, którą teraz po roku oboje nazywamy domem, naszym miejscem na ziemi. 
                        Zacznijmy jednak od początku. Jakieś kilka miesięcy przed wylotem wpadliśmy na pomysł, że może by tak zamieszkać w innym kraju, gdzieś gdzie życie jest spokojniejsze, wynagrodzenie adekwatne do wykonywanej pracy, ludzie są szczęśliwsi a okolica będzie nadal zielona. Dość szybko pomyśleliśmy o Anglii, mieszka tutaj rodzina Niejadka, a to bardzo dobra informacja myśląc o starcie w nowym miejscu, o którym prawie nic nie wiemy. Dodatkowo obowiązujące tu prawo jest normalniejsze, ceny o niebo przystępniejsze, po porównaniu kilku czynników szybko podjęliśmy decyzję gdzie jedziemy. Zajęło to nam mniej więcej tyle co wypicie jednej kawy. Ale osoby, które mnie znają wiedzą, że decyzje podejmuję stosunkowo szybko. Po kilku tygodniach mieliśmy już przygotowaną listę rzeczy do zabrania, oraz listę rzeczy do zrobienia przed wylotem. Jeżeli jesteście jej ciekawi dajcie znać, chętnie opiszę ją w innym poście. Po załatwieniu wszystkich rzeczy oraz po zakupieniu prawie wszystkiego co powinniśmy (jak się okazało na miejscu nasza lista była niedoskonała, po czasie udoskonaliłam ją dość mocno) zaczęliśmy się pakować. Samo pakowanie przysporzyło nam trochę zabawy bo jak szybko się okazało 3 walizki na dwie osoby to za mało nawet gdy bierze się tylko te najpotrzebniejsze rzeczy. Dość szybko dokupiliśmy 4 walizkę bo bez niej nie spakowali byśmy się nigdy. Mimo wybrania tylko najpotrzebniejszych rzeczy nie byliśmy w stanie się spakować. Po dokupieniu 4 walizki, spakowaniu naszych rzeczy, dopakowaliśmy rzeczy zakupione dla naszych gospodarzy - statystycznie wódka, papierosy i pasztet ze śliweczką - tak spakowani byliśmy gotowi do odlotu. 
                       Po naszym przylocie spędziliśmy wspólnie Wielkanoc, później kilka dni spędziliśmy na zwiedzaniu, porównywaniu cen i odpoczywaniu lub jak kto woli obijaniu się. Ale jak wiadomo wszytko co dobre szybko się kończy. Przyszedł czas na znalezienie pracy, zadanie to wykonaliśmy dość szybko, dość szybko zaleźliśmy też wymarzony domek. Oczywiście tak jak oglądane wcześniej domy bywały straszne to tak, również pierwsza praca nie była idealna. Ale była, dobra na początek dała nam możliwość opłacenia rachunków oraz zakupu jedzenia. Dość szybko zmieniliśmy pierwszą pracę, zresztą zmienialiśmy ją kilkukrotnie z różnych powodów. Za to w wynajętym domu pozostaliśmy dłużej, znajdował się on w spokojnej okolicy, sąsiedzi byli przemili, jedyne co na mały minusik to odległość od pracy. Ale jak postanowiliśmy szukaliśmy plusów w minusach i tak dzięki dalekim odległościom do pokonywania bardzo szybko kupiliśmy samochód oraz dodatkowo rower, który znacznie ułatwił mi dojazd do pracy. Po zakupie samochodu rzeczy takie jak zakupy czy dojazd do pracy stały się dla nas przyjemności a dodatkowo mogliśmy w końcu zwiedzać okolicę na własną rękę co było dla nas ogromnym ułatwieniem i dawało nam zawsze dużo radości. Czas mijał, nasi współlokatorzy się zmieniali my trwaliśmy w tym samym domku. Z czasem ja dostałam się do IKEA gdzie jestem do teraz. Swoją drogą bardzo chwalę sobie to miejsce pracy, bardzo mili ludzie, dużo się tutaj nauczyłam, wiem, że jeszcze trochę w tym miejscu zostanę. Niejadek od dłuższego czasu też ma tą samą pracę, więc z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że nasze życie tutaj jest stabilne. Dużo spokojniejsze, przepełnione szczęściem i radością. I nie twierdzę, że nie można swojego miejsca na ziemi zbudować w Polsce, zapewne można ale my wybraliśmy jednak inny kraj, jest nam tu dobrze, jak wszędzie bywają trudniejsze dni czy sytuacje, jednak w ogólnym rozrachunku wyszedł nam ten wyjazd na dobre. Po roku w Anglii nasze plany są bardziej sprecyzowane, obecnie myślimy nad zakupem domu, kupieniu kota, pobraniu się oraz założeniu rodziny. Jesteśmy pewni, że całego tego planu nie zrealizujemy w kolejnym roku ale jednak poczynimy pewne kroki by być tych marzeń bliżej. Jedno jest dla nas pewne wszystko jest możliwe, trzeba tylko bardzo tego chcieć. A my bardzo chcemy.
Życzę Wam miłego wieczoru i do przeczytania. 

środa, 15 marca 2017

OSTATNI TYDZIEŃ



          Ostatni tydzień minął mi na ciężkiej pracy i zasłużonym odpoczynku. Po kilku dniach spędzonych w pracy z niewyobrażalną liczbą klientów byłam bardziej niż zmęczona. Przyznam się, że jedyne co trzymało mnie na nogach to Niejadek oraz wyniki całego mojego działu. Można mówić o mnie różne rzeczy ale jednak w pracy daję z siebie 100% a dodaje dodatkowe 10% gdy wiem, że moja praca zostanie zauważona i doceniona a nie najzwyklejsze rób swoje i idź do domu. Miło wiedzieć, że ciężkie godziny pracy przekładają się do sukcesu całego zespołu, miło jest zauważać, że idzie nam coraz lepiej, dzięki czemu nawet w najbardziej zaludnione dni z super zespołem praca mija dużo milej wręcz chce się wracać do ludzi do pracy i razem podbijać świat. Ale nawet największe sukcesy nie zniwelują uczucia zmęczenia, które w ostatnim czasie tylko się nakładało i nakładało. Mimo prób chodzenia wcześniej spać, jedzenia większej ilości owoców i warzyw ja nadal byłam zmęczona. Zapewne swój udział w całej zbrodni miało moje ostatnie niekończące się przeziębienie które dobiło mnie do końca. Na szczęście mam już się dużo lepiej, a ostatnie trzy dni spędziłam odpoczywając w domu, dzięki czemu podładowałam trochę baterie. Fakt faktem dopiero dzisiaj poczułam, że odpoczywam i fajnie byłoby mieć jeszcze jeden dzień wolnego ale nie można mieć wszystkiego. Ostatnie kilka dni spędziłam na czytaniu książek oraz robieniu zabawki przy pomocy maszyny do szycia którą dostałam od Niejadka na imieniny. Dzięki czemu czas mijał mi na naprawdę dobrej zabawie. Samo szycie okazało się trochę trudniejsze niż przypuszczałam i jeszcze daleka droga przede mną zanim szycie będzie dla mnie łatwością ale już teraz sprawia mi to ogromną radość. Czas jaki zaoszczędziłam używając maszyny jest niewyobrażalny a efekt końcowy myślę całkiem dobry. Zresztą sami oceńcie. 



W ostatnim tygodniu wybraliśmy się także na naszą pierwszą krótką wycieczkę w tym roku. Pewnego dnia Niejadek odebrał mnie z pracy a że pogoda była ładna, bo nie padało i było trochę słońca to udało mi się go namówić na wypad nad morze. Wybraliśmy plażę w Crosby, którą wszystkim gorąco polecam. I uwaga udało się zobaczyć i morze i piasek razem :P Nad samą wodą trochę wiało ale nie odstraszało nas to za mocno. Popołudnie minęło nam bardzo radośnie, pozbieraliśmy kilka muszelek, obejrzeliśmy rzeźby na plaży - i przyznam się nie do końca rozumiem wstawianie nagich męskich posągów po całej plaży i morzu ale każdy lubi co innego - pospacerowaliśmy, dodatkowo w końcu mieliśmy czas zrobić kila ładnych zdjęć, których efekty możecie częściowo zobaczyć w tym wpisie - dodatkowo zamieszczam filmik na którym Niejadek przyłapał mnie jak próbuję zrobić zdjęcia ptakom - i wróciliśmy do domu, wypoczęci, szczęśliwi po pierwszym wypadzie, całkiem nieplanowanym co dodatkowo podbijało punkty szczęścia. Jestem ciekawa jak Wam minął ostatni tydzień. Ja powoli szykuje się do spania bo jutro wracam do pracy.
Życzę Wam miłego wieczoru i do przeczytania!




niedziela, 5 marca 2017

LENIWA NIEDZIELA


               Leniwe niedziele to dni które lubię najbardziej, chociaż w moim życiu zdarzają się one tylko dwa razy w miesiącu (bo w pozostałe dwie ciężko pracuję) to zawsze je doceniam i czekam na nie jak małe dziecko. I nie przeszkadza mi nawet gdy w te dni pada. No może czasami gdy jednak w zamiast leniwego spędzenia dnia zaplanuję nam wypad nad morze, który swoją drogą póki co jeszcze się nigdy nie udał z różnych przyczyn.A to wody nie było widać bo był odpływ ale był za to piasek, a to było morze ale nie było piasku, tylko beton lub gdy jak ostatnio nasz samochód odmówił jazdy nad morze jakieś 3 mile od celu... Fakt faktem przyzwyczajona do morza czyli woda i piasek jeszcze takiego tu nie widziałam ale spokojnie idzie wiosna więc liczymy że nadrobimy ten fakt. Ale wracając do bardziej leniwych niedziel co dwa tygodnia jest to u nas dzień nie typowy. Bo tylko ja mam wolne, Niejadek zawsze w ten dzień jest w pracy, Na szczęście pracuje od rana więc popołudnie jest nasze, leniwe, bez większego celu, niepretensjonalnie cudowne. Każdą wolną niedzielę rozpoczynam przed 8 rano, wstaję, niespiesznie schodzę po schodach do kuchni w piżamie, naciągniętej bluzie, skarpetkach założonych na lewą stronę, w ręku trzymając kubek z niedopitą zimną herbatą. Zaspana wlewam wodę do czajnika elektrycznego. Wstawiam dwie grzanki, jedna będzie z masłem i czekoladą (dla mnie) druga z masłem i obok położonym na talerzu jogurtem wiśniowym (dla Niejadka). Do tego herbata z cytryna i miodem razy dwa. Gdy śniadanie jest gotowe zabieram się za szykowanie drugiego śniadania. Trzy kanapki z czekoladą tym razem bez masła szybko zawijam w folię, sprawnie rozkrawam w ćwiartki grejpfruta, obieram go ze skórki, następnie krojąc go na mniejsze kawałki, całość ląduje w plastikowym pojemniczku z IKEA. Zaraz później wyciągam dwa energetyki z kuchennej szafki. Wszystkie przygotowane rzeczy trafiają sprawnie do plecaka, została tylko jedna rzecz. Wyjmuję butelkę z wodą, opróżniam ją i uzupełniam ją wodą z kranu. Tak z kranu, wiem wiem jest nie zdrowa ma bakterie ale co nam mamy mówiły przed zjedzeniem owoców? Umyj owoce pod kranem bo są brudne... Także tego uzupełniam butelkę wodą z kranu i dokładam ją do plecaka. Sprawdzam drugi raz czy wszystko jest w środku, dochodzi 8:10 pora więc wspiąć się po schodach tym razem już bez kubka. Budzę Niejadka i czasem jest to sztuka trudna. Obudzony ubrany schodzi za mną do kuchni. Jemy razem śniadanie, pogawędzimy kilka minut, tulimy się dając buziaka na miły dzień i tak Niejadek co niedzielę znika do pracy. Znajomi śmieją się, że wygląda to trochę jak szykowanie dziecka do szkoły i cóż jest w tym trochę prawdy. Przynajmniej mam już w tym wprawę. Szczerzę uwielbiam ten stały rytuał. Bo tym jak Niejadek zamknie za sobą drzwi i zniknie za zamkniętą furtką zazwyczaj przygotowuję sobie kawę i sunę w swoim odlotowo luźnym stroju do sypialni. Spokojnie dopijam kawę, przeglądam facebooka i instagram powoli zasypiając. Po przebudzeniu tak na prawdę zaczynam leniwą część niedzieli. Słodkiego nic nie robienia. Przeplatanego czytaniem książek, pisaniem bloga, piciem hetrolitrów herbaty i kawy, podjadaniem czekolady i krótkimi drzemkami. Tak aż do powrotu Niejadka, po jego powrocie jemy wspólnie obiad a później słodko dalej nic nie robimy. Czasem razem czasem osobno ale jednak niedaleko siebie. Często po obiedzie nasza niedziela rozdziela się na dwie odrębne niedziele nic nie robienia. W jednym pokoju spędzamy czas jednak nie uzależniamy się od siebie. Niejadek zazwyczaj gra na xboxie ja natomiast czytam książki lub piszę do Was słuchając przez słuchawki muzyki która gra stanowczo za głośno. Cóż najwyżej na starość będę ulubioną babcią dla wnuków tą która nic nie słyszy więc można robić co się chce. Dziś dla odmiany słucham najnowszej płyty Ed Sheerana i w tym miejscu Niejadku oświadczam Ci musimy wybrać się na jego koncert w końcu. Te dwie oddzielne niedziele splatają się w krótkich chwilach zejścia do kuchni po więcej herbaty, lub w próbach odebrania mi czekolady, którą opycham się aż mi nie dobrze. Ale moje motto mówi dobra czekolada to na raz zjedzona czekolada. Zresztą po co ją zostawiać na później jak można kupić nową. Poza tym czekoladę w tak dużych ilościach jem tylko raz w tygodniu więc mnie to nie utuczy czy mi nie zaszkodzi. Pomijając te krótkie chwile spędzamy te chwile osobno jednocześnie będąc razem, czując bliskość, miłość przeplatając je wysłaniem sobie całusa lub dopytaniem o grę lub książkę. Dzięki czemu nie męczymy się swoim towarzystwem, a cieszymy się nim i naszymi leniwymi niedzielami. W które bezkarnie nic nie robimy, zbierając energię na kolejny tydzień. 
Jestem ciekawa jak wyglądają Wasze niedziele, czy spędzacie je sami, czy z waszymi partnerami, a może Wasze niedziele to bardzo napięte dni w które nadrabiacie cały tydzień? Będzie mi miło jeżeli podzielicie się ze mną w komentarzu jak to wygląda u Was. 
Tymczasem życzę Wam miłego wieczoru i do przeczytania.

środa, 1 marca 2017

DOMOWY "SZPITAL"




                Zastanawialiście się kiedyś ile jest prawdy w żarcie, iż kobieta zrozumie jak to jest gdy mężczyzna choruje gdy będzie rodziła? Cóż początkowo uważałam go za typowy męski żart ale myślę, że jest w nim trochę prawdy. Ostatnie trzy tygodnie od powrotu z Polski na zmianę jesteśmy mocniej przeziębieni nasz stan nadal jest daleki od bycia ciężko chorym ale jednak uporczywy katar połączony z podwyższoną temperaturą i węzłami chłonnymi potrafi być bardzo męczący i dać w kość jeżeli trzeba w trakcie takiego przeziębienia ochoczo udawać się do pracy. Oczywiście to, że ta sytuacja ciągnie się trzy tygodnie mogłoby być niepokojące ale jednak trochę w tym naszej winy. Zarówno ja jak i Niejadek mamy problem by trzymać się w takim czasie z dala od siebie z okazywaniem uczuć. Ciągle myślimy, że zwykły całus nic nie pogorszy, lub picie herbaty z jednego kubka.. W ten właśnie sposób prawie już zdrowy Niejadek załatwił sobie ode mnie powiększone węzły chłonne, silny ból gardła połączone z podwyższoną temperaturą. Ja natomiast której już gardło nie bolało znowu je lekko odczuwam. Dotarło do nas dzisiaj, że musimy się postarać i koniec na najbliższy czas z okazywaniem uczuć, całus w czoło lub trzymanie za rękę musi wystarczyć. Ponieważ ile można w dni wolne próbować się doleczyć by potem znowu w dni pracujące się doprawić przebywaniem w chłodnych pomieszczeniach (tak w IKEA też może być czasem zimno, nie mówiąc już o miejscu pracy Niejadka). I tak ostatnia moja nieobecność na blogu spowodowana była, leżeniem w łóżku, kichaniem, smarkaniem, połykaniem tabletek na przeziębienie jak również piciem "herbatek" na grypę oraz naturalnego syropu z cebuli, oczywiście we wszystkich tych czynnościach uczestniczył Niejadek. Tak, tak w tej ostatniej również z czego jestem z niego bardzo dumna. Moja kochana osoba, która po znalezieniu najmniejszego kawałka cebuli w jakimkolwiek dani żądała rozmowy z kierownikiem restauracji w czasie choroby grzecznie (chociaż z miną skwaszonego i ubolewającego mężczyzny) pije dwa razy dziennie ten syrop. Oczywiście można się spierać na ile działają takie domowe leki więc na wszelki wypadek udaliśmy się też do apteki po pomoc. Tak wyposażeni mamy wspólny cel na najbliższe dni - wyzdrowieć. 
                  Wracając do początkowego pytania. Myślę, że w tym żarcie jest sporo prawdy, nie żebym chciała być nie miła i napiszę teraz, że mężczyźni gdy chorują stają się słabi, bezbronni i męczący z punktu widzenia kobiety. Ale coś w tym jest. Nie wiem czy to kwestia wychowania w czasie gdy kobiety były jeszcze dziewczynkami, czy wieloletnie obserwowanie naszych mam ale jakoś gdy my chorujemy świat się nie wali, no może przynajmniej nie tak mocno. Wiedząc, że i tak muszę iść do pracy (mimo tego kataru, temperatury i reszty nieprzyjemnych objawów mocnego przeziębienia), czując potrzebę ugotowania Niejadkowi obiadu, zrobienia prania i wielu innych rzeczy pozwoliłam sobie na jeden wieczór po pracy gdy na prawdę nie mogłam ruszyć się z łóżka, nadal byłam jednak miła i potulna wystarczyło mnie utulić i dać herbatkę bym rano była w stanie jako tako funkcjonować mimo tych samych objawów co wieczór wcześniej. Niejadek ma teraz ten sam ból gardła co ja i dobrze, że miał biedak dzisiaj wolne bo mógł cały dzień leżeć biednie w łóżku i przysłowiowo umierać. To że był przy tym nieznośny i markotny nawet mu wybaczę bo w końcu się poprawił gdy uświadomił sobie że przesadza. Fakt faktem to samo z czym ja lepiej lub gorzej funkcjonowałam jego powaliło chwilowo na łopatki. Ma jednak moje pełne wsparcie. Zaplecze leków i umówioną wizytę u lekarza. Także prognozy są powalająco dobre bo żadne przeziębienie nie trwa wiecznie a wspólnymi staraniami wyleczymy się szybciej. 
Miłego wieczoru i do przeczytania.