Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hobby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hobby. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 stycznia 2018

URLOPOWO



           To dopiero trzy dni a mam wrażenie, że minęła wieczność od powrotu z krótkiego wypadu do Polski. Sam wyjazd trwał tylko cztery dni ale jak zawsze to u nas bywa naładowany był spotkaniami. Tym razem szczególnie, ponieważ na nasz wyjazd wypadał dzień babci i dziadka, rocznica ślubu moich rodziców, urodziny taty oraz imieniny mamy. Dzięki czemu nie chodziliśmy głodni bo wszędzie czekało na nas pyszne jedzenie. Razem z nami przyjechały również wykonane przeze mnie prezenty, jeżeli jesteście ciekawi co to było zapraszam do galerii pod wpisem.

            Mimo, że to tylko cztery dni udało nam się wyskoczyć do baraboo na przepyszny makaron. Do teraz na samą myśl robię się głodna. Niejadek poszedł bardziej w mięso ale kto go będzie winił za brak miłości do makaronów. Sam lokal przy malcie mogę gorąco polecić. Zaraz po przestąpieniu progu zalewa nas taniec świateł, ceglanych ścian, nęcących zapachów po prostu magia połączona z dobrym smakiem podawanych dań. Mimo że na antresoli jest odrobinę za gorąco to klimatem nadrabia ona tysiąckrotnie. Cenowo lokal wypada świetnie, dostępnymi smakami tym bardziej. Moim nieskromnym zdaniem idealne miejsce na randkę lub wypad z dziewczynami. Jeżeli mi czas pozwoli to będzie to odwiedzane przez nas ponownie miejsce. 

          Jak wypad do domu to obowiązkowo musiał pojawić się burger z pastwiska. Mimo że ceny dostawy do domu poszybowały tak wysoko, że nie opłaca się już zamawiać z dostawą. To i tak znalazłam sposób jak zjeść tak wytęsknionego burgera. Zaciągnęłam Niejadka na spacer prozdrowotny w celu zakupienia porządnego kawałka mięsa, w świeżej bułce, okraszonego sałatą, ostrą papryką oraz smakowitymi sosami. Nie ma niczego na co mam taką ochotę odwiedzając Poznań jak ten burger, nic na to nie poradzę cóż zrobić, miłość do smaków to miłość. A zjeść dobrze trzeba by było za czym tęsknić po powrocie do domu. Przyznam się Wam swoją drogą pisząc ten fragment zrobiłam się tak głodna, że czas na przerwę, czas na jakieś dobre papu. Dlatego też uprzedzam jeżeli reszta wpisu będzie nie składna to wybaczcie ale idę coś zjeść i powrócę niebawem...

         Z pełnym brzuszkiem nie tylko mężczyzna jest szczęśliwszy, kobieta również. Także wracając do wpisu. Wyjazd do domu wiąże się zazwyczaj z zakupami. Tak też było tym razem. Podróż tą zaliczyć można pod znakiem książek i popularyzacji czytelnictwa. Już przed wyjazdem zamówiłam sześć książek i tylko dzięki Niejadkowi nasza rodzinka nie musiała dźwigać ich więcej bo początkowo zamówić chciałam ich dziewiętnaście do pobliskiego kiosku ale jednak trochę taką paczuszkę giganta trzeba by potachać. W związku z czym postanowiłam domówić resztę za kilka tygodni. Jednak koniec końców na tych dziewięciu książkach się nie skończyło. Los chciał byśmy z Niejadkiem odkryli iż księgarnia Matras upada i ma wyprzedaż na wszystko do 90%. Mimo, iż samej księgarni mi żal bo bardzo ją lubiłam, obsługa zawsze była pomocna i oczytana to obok takiej obniżki nie dało się przejść obojętnie. W związku z czym za oszałamiającą kwotę 18 złotych dokupiliśmy kolejne siedem książek. Poza książkami zakupiłam kilka ciuszków na wyprzedażach które wytrawnym okiem szpiega będziecie mieli okazję zobaczyć tu na blogu ale również na moim instagramie. 

         Wyjazd w rodzinne strony to także dla nas spacery z moim psem, odwiedzanie przyjaciół, niekończące się spotkania z ukochaną i szaloną rodzinką, zanoszenie rzeczy wszelkiej maści do piwnic oraz naprawianie wszystkiego co wymaga naprawy z czego ostatnie dwa akapity zazwyczaj czekają na nieustraszonego ciężkiej pracy Niejadka. Jak każdy wyjazd tak i ten w końcu dobiegł końca kolejny już nie długo a póki co powróciliśmy do życiowych realiów, praca, dom, praca oraz inne rzeczy. Poniżej zapraszam Was na krótką fotorelację życzę jednocześnie miłego wieczoru i do przeczytania.










sobota, 2 września 2017

NO TO ZAGRAJMY W GOLFA



                      Przyznam się Wam na wstępie, że grę w golfa uważałam za nudną. Był to dla mnie jeden z tych sportów w którym w mojej opinii odbija się nudnie piłeczkę bez żadnego och i ach, jedyne co mogłoby zachęcić mnie do golfa to wpuszczenie mnie na pole z aparatem. Może wtedy biorąc pod uwagę otaczającą zieleń i krajobrazy wydałoby mi się to interesujące. Od dłuższego czasu sprzeczałam się z Niejadkiem w żartach, że owszem pojadę z nim poćwiczyć uderzenia ale będę tylko patrzeć i zapewne się zanudzę. No i pojechałam wypożyczyłam nawet dla siebie kij damski i po krótkim przypatrywaniu się Niejadkowi, uznałam, że wiem już wszystko co jest mi potrzebne by wykonać swoje pierwsze idealne uderzenie. I słowo idealne ma tu dość duże znaczenie, kto mnie zna wie że nie lubię próbować nowych rzeczy, w których nie będę dobra, nie lubię się ośmieszać, że coś mi nie wychodzi. Mam z tym dość duży problem ale że na miejscu nie było zbyt wielu ludzi, wszyscy uderzali prawo-ręcznie więc nie było szansy by ośmieszyć się na oczach pozostałych uczestników. No może tylko przed Niejadkiem ale sam dobrze on wie, że gromki śmiech z mojej porażki może poskutkować groźbą braku obiadu (nie ważne, że nie spełnioną bo jak porządna narzeczona zostawiłaby ukochanego bez posiłku). No i staję w końcu na wyznaczonym polu, naprężam się, wyginam jak ten węgorz, gotowa do skoku niczym Małysz na belce startowej, jednym słowem jestem spięta, zwarta i gotowa. Wyginam śmiało swe ciało i wtem słyszę, że źle, źle, źle. Że niby mam wykręcać kolana, pamiętając by były przy tym zgięte, plecy prostować a kijem to nie drapać się po dupce tylko zakręcić za głową jakoś bardziej z gracją. Gotując się w środku myślę, ja Ci jeszcze pokażę... próbuję raz drugi, trzeci ale zawsze moje ciało jakoś się dziwnie wykręca, ręce tańczą swoje cza-cza a nie pięknego walca jak to w golfie etykieta nakazuje. 
Jednym słowem impas głowa wie (tak jej się wmówiło) co ma robić a ciało ni w dziób nie chce tego wykonać i wtem jak ten grom z nieba, jak to jabłko z drzewa w głowę newtona, wpadliśmy z Niejadkiem na niegłupi pomysł. Mimo, że kij dostałam dla praworęcznych, dla leworęcznych nawet nie było. To spróbowałam zrobić zamach jak leworęczna i bach udało się. Tzn. ja nie oceniam, to Niejadek stwierdził, że w końcu, że za pierwszym razem ciało zgrało się z kijem i wykręciło tak jak powinno. Moja oburęczność zaskoczyła nas ponownie jak widać w golfa to ja jestem leworęczna i już... 
Kończąc to rozwodzenie się o moich początkach z golfem już wypatrujemy kupić mi pierwszy jeden tani kij dla leworęcznych kobiet, zapewne z elementami różu tak dla podkreślenia, że to mój. Pojedziemy ponownie razem poćwiczyć i zobaczyć jak mi będzie szło uderzanie dostosowanym do moich potrzeb kijem. Bo przyznać muszę niechętnie, że spodobał mi się golf. No dobra jego podstawy bo z golfem dzisiejsza przygoda nie miała nic wspólnego. Ale spodobało mi się, nawet ten rytmiczny hałas uderzania piłeczek, otaczająca przyroda, króliki biegające w oddali pola, samo ćwiczenie uderzeń no i fakt, że możemy to robić razem z Niejadkiem, dzięki czemu mamy szansę oboje bywać częściej na łonie natury. 

Życzę Wam miłego wieczoru i do przeczytania! 

sobota, 10 grudnia 2016

WSPÓLNE PASJE



                      Mam nadzieję że wiecie jak dobrze być z osobą z którą można dzielić wspólnie pasje lub chociaż gdy ta osoba nie neguje Twoich zainteresowań. Dzięki czemu w ramach zdrowego rozsądku można oddawać się własnemu hobby. Z tego co wiem niestety nie każdy ma to szczęście dlatego też bardzo się cieszę, gdy Niejadek nie ma nic przeciwko gdy godzinami siedzę nad blogiem, książkami lub ręcznie robionymi zabawkami. W drugą stronę myślę, że Niejadek też nie ma najgorzej bo na prawdę lubię gdy on gra na xboxie, nie raz siadam za nim na łóżku i wpatruję się w ekran i jego skupienie. Sam nie wiesz Niejadku jakie fajne miny strzelasz grając :P Ale nie jestem takim biernym podglądaczem, dobrym przykładem może być tu ostatnio rozgrywany Wiedźmin. Gdy Niejadek próbował ustalić co w danym momencie powinien zrobić ja już dawno wiedziałam bo zdążyłam wyszukać potrzebne informacje w internecie. Wiem wiem nie powinno się oszukiwać ale w końcu ja mogłam bo to nie ja byłam graczem. Ja przecież tylko zaspokajałam swoją ciekawość bo jak wiadomo jestem bardzo niecierpliwą osobą. 
                    Muszę się też do czegoś przyznać Niejadek dostał na ostatnie urodziny drugiego pada nie tylko dlatego że o nim marzył ale również bo ja też lubię grać. Chciałam zagarnąć starego pada dla siebie. Wybacz kochanie wydało się ale myślę, że domyślałeś się prawdy :D.
                   Jeżeli chodzi o mój sposób grania to cóż myślę, że jest z czego się pośmiać. Gram dopiero od roku i to z dużymi przerwami, upodobałam sobie gry wyścigowe. Myślę, że są one najprostsze dla początkujących. Chociaż każdy z moich samochodów po wyścigu wygląda tak, że do prawdziwego samochodu sama bym siebie nie wpuściła. Dodatkowo osoby przyglądający się mojej grze muszą przyzwyczaić się, że na każdym podjeździe podnoszę głowę by zobaczyć co jest dalej, przy każdym zakręcie przechylam się odpowiednio na prawo lub lewo jakby miało to jakkolwiek pomóc. Wiem, że takie zachowania mogą być śmieszne dla kogoś przyglądającego się z boku ale zbyt dużą radość sprawia mi uczenie się grania by się tym przejmować. Swoją drogą czy tylko ja tak późno zauważyłam, że w każdej grze z wyścigami na jezdni są takie strzałki które pokazują jak powinno się jechać? Masakra gdy Niejadek powiedział mi o nich w trakcie gdy już grałam nie wiedziałam o co mu chodzi tak przejęłam się całą resztą ekranu, że żadnej strzałki nie widziałam...
                  Dodatkowym elementem który jest nieodłączny przy każdym moim graniu (i przyznam się, że nie jestem z niego dumna) jest przeklinanie... Wiem kobiecie nie wypada ale w trakcie takich gier coś we mnie puszcza i nie mogę się pohamować. Może to jest mój taki wentyl emocji po całym stresie w pracy, sama nie wiem. Ale jeżeli miałabym wyobrazić sobie idealne zestawienie wieczoru z Niejadkiem to była by to: gra wyścigowa, rap w tle, wygodna bluza, bokserki i kocyk. Tylko czy Niejadek przeżyje ten rap? To się okaże, przy wspólnym wyborze muzyki do wyścigów ale nie będę się upierać bo wystarczająco mile jest móc coś porobić razem co obojgu nam sprawia przyjemność.
Zmierzając do końca wpisu życzę Wam udanego dnia i do przeczytania. 

środa, 30 listopada 2016

POCZUJ MAGIĘ TYCH ŚWIĄT



                         Myślę, że po przeczytaniu tytuł dzisiejszego wpisu część z Was domyśla się, że będzie on o reklamach. Dokładnie o reklamach świątecznych. Jako osoba mająca świątecznego bzika z ciekawością przyglądam się reklamą międzynarodowym. Przyznam się, że przypadły mi one bardziej do gustu od naszych polskich odpowiedników. Głównie dlatego, że nie ma w nich produktu danej firmy na pierwszym miejscu dzięki czemu czasem musiałam się ostro nagłowić jakiego produktu lub miejsca dotyczyła dana reklama. Warto zastanowić się jaki jest przepis na idealną reklamę świąteczną. Tak by uniknąć zniechęcenia i przesycenia odbiorców. Myślę, że idealna świąteczna reklama musi zawierać ciekawie opowiedzianą historię przepełnioną humorem lub sporą dawką wzruszenia. Jeżeli dodamy element wspomnień lub zaskoczenia to otrzymamy produkt który wprawi niejednego widza w uśmiech na twarzy połączony z lekko zaszklonymi oczami. Taka reklama nie będzie nachalna, podam nawet przykład: znana margaryna, ładna pani piekąca ciasto na TEJ margarynie a na koniec ta pani mówi nam jak pięknie pachnie w jej domu ciastem które upiekła na TEJ margarynie. Poniżej zamieszczam moje "obecnie - bo sytuacja ta zapewne jeszcze się zmieni" ulubione reklamy z krótkim opisem.

1. Waitrose "HomeForChristmas"

Póki co jeden z niesłabnących nr jeden na mojej liście. Przyznam się, że nie znam wszystkich sklepów znajdujących się w Wielkiej Brytanii i zapewne to jeden z powodów dla których tak lubię tą reklamę bo po jej obejrzeniu nie miałam pojęcia co reklamuje. Pokazując ją Niejadkowi myślałam, że może jest to reklama charytatywna lub coś w tym rodzaju. Reklama ukazuję historię powrotu do domu, w rolę główną wciela się przepiękny ptaszek o którego losy od pierwszej klatki zaczynałam się martwić by na koniec pozostać z uśmiechem na twarzy oraz wzruszeniem. 



2. Sainsbury's "The Greatest Gift"

Kolejną perełką na mojej liście jest dłuższa reklama znanej mi marki sklepów. Całą reklamę i jeszcze długo po jej obejrzeniu nucę piosenkę przewodnią. Po raz kolejny mamy historię, tym razem jest to głowa rodziny szukająca idealnego prezentu dla swojej rodziny. Czy udało mu się go odnaleźć? Zobaczcie sami! 



3. Heathrow Airport "Coming home for Christmas "

Krótko i zwięźle: historia pary misiów wracających na święta do domu. Jestem zdecydowanie na tak, wzruszająca, urocza, krótka, z nutką humoru, idealna na poszukiwanie świątecznego nastroju. 



4. M&S "Christmas with love from Mrs Clous"

Przepiękna świąteczna historia, wzruszająca, rozweselająca i pokazująca, że każda kochająca kobieta ma swoje małe sekrety. 



Jestem ciekawa Waszych wrażeń po obejrzeniu mojego krótkiego zestawienia. A czy Wy macie swoje ulubione świąteczne reklamy? Jeżeli tak napiszcie proszę w komentarzu jakie, chętnie je zobaczę. Jutro 1 dzień grudnia, święta zbliżają się wielkimi krokami warto więc powoli wprawiać się w świąteczny nastrój.
Życzę Wam miłego wieczoru i do przeczytania!

poniedziałek, 14 listopada 2016

CHRISTMAS DECORATIONS



                      Halloween już za nami, było cudownie o czym mogliście przeczytać w jednym z poprzednich wpisów. Czas po Halloween minął nam bardzo szybko, dni przelewają nam się ostatnio przez palce. Praca, dom, praca i tak w kółko. Normalnie ta rutyna przerażałaby mnie ale w towarzystwie Niejadka nawet tak jest przyjemnie. Mimo, że zazwyczaj pracujemy inaczej i to zazwyczaj to ja jestem tą bardziej zmęczoną to i tak uwielbiam ten moment gdy Niejadek wraca do domu, jemy razem kolację i mamy jeszcze tą mała godzinkę na pogaduszki. Dzięki tym małym rzeczom wszystko jest prostsze i przyjemniejsze. W ostatnich dniach zaczęłam powoli przygotowywać się do Bożego Narodzenia. Póki co robię małe kroczki, razem z Niejadkiem rozglądamy się za najładniejszymi ozdobami choinkowymi kupując pojedyncze sztuki. Wiemy jedno idziemy w kolor czerwony. I tak oto w trakcie poszukiwań idealnych ozdób świątecznych natrafiłam na dwa sklepy. O istnieniu pierwszego wiedziałam już od dawna jednak dopiero niedawno znalazłam czas by się tam wybrać. Na drugi natrafiłam całkowicie przypadkiem, klikając w reklamę na facebooku. Oba sklepy są cudowne ale ten drugi ma w sobie trochę więcej uroku, drewniane dedykowane ozdoby to idealny pomysł na małe podarunki. W końcu idą święta oraz Mikołajki więc jeżeli nie macie jeszcze pomysłu to liczę, że Was zainspiruję. :)




                     Pierwszy ze sklepów to Hobby Craft, sklep ten wyposażony jest w artykuły z których możecie stworzyć najróżniejsze cuda. Zaczynając od kartek okolicznościowych, obrazów, rysunków, makiet bojowych, skarbonek, przedmiotów które pomogą zamienić wypieki w prawdziwe arcydzieła, jak również w okresie świątecznym możecie tam znaleźć przedmioty z których wykonacie najróżniejsze ozdoby świąteczne dla Was i Waszych bliskich. Dodatkowo zakładając konto internetowe możecie liczyć na -20% na pierwsze zakupy co na pewno jest miłym gestem ze strony sklepu. Osobiście mam już za sobą pierwsze zakupy zarówno w sklepie jak i na stronie internetowej i przyznam się Wam, że z Niejadkiem zadecydowaliśmy kontynuować zakupy przez internet. Strona tego sklepu oferuje dużo więcej produktów, dodatkowo są one dużo lepiej posegregowane, czego niestety o ułożeniu w sklepie nie można powiedzieć. Ostatnio Niejadek szukał tam dla mnie pomponów i zajęło mu to stanowczo za dużo czasu. Pomijając te drobne minusy jest to na prawdę bardzo fajny sklep. Zakupiliśmy już tam kilka ozdób gotowych, jak również renifery które wykonałam sama. Możecie je zobaczyć na zdjęciu poniżej. Dużym plusem ozdób, które możecie wykonać sami jest fakt, iż są ładnie zapakowane, dzięki czemu będą idealnym prezentem dla najbliższych Wam osób, które lubią majsterkować. Sama mam już 3 osoby które jeżeli uda mi się wszystko załatwić dostaną od nas w okolicy świąt taki mały podarek. :) 


               Drugim sklepem którym chciałabym Wam polecić jest The Crafty Giraffe, w którym możecie zamówić przepiękne dedykowane ozdoby świąteczne wykonane z drewna. Nie jestem Wam w stanie opisać w jakim stanie przychodzą one do domu ale jestem już po pierwszym zamówieniu i sam proces wyboru produktów oraz zamawianie uznaję za miłe, łatwe i przyjemne. Wybierając produkt z możliwością personalizacji, otrzymujecie jasne informacje jak długi może być dodany przez Was tekst na ozdobie. Ceny za same produkty wydają mi się przystępne, tym bardziej gdy weźmie się pod uwagę iż są one drewniane. Dodatkowo w okresie świątecznym możecie liczyć na zniżkę w wysokości -20% jeżeli w pole zniżkowe wpiszecie "SANTA20". Dzięki tej zniżce koszty wysyłki wyszły mi na zero. Jak tylko przyjdą zamówione podarunki dam Wam znać jak oceniam ich stan. Zresztą co będę Wam opisywała, sami oceńcie oglądając poniższe zdjęcie. :)




               Oczywiście kupujemy ozdoby świąteczne też w innych sklepach. IKEA góruje w rankingu z racji na przystępne ceny, i fakt, że spędzam tam większość swojego tygodnia więc jestem na bieżąco z ich ofertą. Dodatkowo w ostatnim czasie zachwyciło mnie kilka bombek z ASDA (póki co kupiliśmy tylko jedną ale na pewno wrócimy tu po kolejne) dodatkowo szukam też innych sklepów w których można znaleźć przepiękne ozdoby świąteczne. Więc jeżeli znacie jakiś o którym tu nie napisałam to podzielcie się w komentarzu, chętnie sprawdzimy ich ofertę.
Miłego dnia i do przeczytania! :)


piątek, 28 października 2016

JESIENNE WIECZORY

                   


                     Jesienią wieczory są coraz dłuższe, są też coraz chłodniejsze co często owocuje zaziębieniami. Tak też stało się z moją osobą, cieszyłam się grzecznie czerwieniejącymi liśćmi, pięknymi zachodami słońca, dużym ruchem w pracy a tu nagle bach jestem chora. Wylądowałam w łóżku z herbatką z cytrynką i miodem, różnymi lekarstwami i pełnym troski sprawdzaniem Niejadka czy mam temperaturę, czy się dobrze przykryłam i może mi czegoś brakuje jeszcze. Za tą troskę dziękuję mu najbardziej, chyba postawiła mnie na nogi. I tak leżę ostatnie trzy dni w łóżku, pierwszego dnia nie za bardzo wiedziałam co ze sobą zrobić bo oczy piekły mnie na samo otwarcie książki czy laptopa. Dopiero od drugiego dnia mogłam jakoś funkcjonować, dzięki czemu z radością wróciłam do czekających książek, dokończyłam robienie jednej z ozdób na święta a to wszystko przeplatane uroczym apsik. :) Swoją drogą muszę podzielić się z Wami przemyśleniem, dotyczącym robienia takich ozdób na święta samemu. Daje mi to bardzo dużo radości, póki co trwa to bardzo długo z prostej przyczyny nieposiadania maszyny do szycia ale i tak jest cudownie. Mimo, że pierwsze efekty są dalekie od moich zawyżonych oczekiwań i tak jestem duma. Bo zaczęłam coś robić i skończyłam to a dodatkowo Niejadek na wszystkie te moje zajęcia "Kochanie graj ile chcesz ja umiem się sobą zająć" jest bardzo ucieszony. Myślę, że to dobrze gdy mieszkając ze swoją drugą połową umie się być razem a jednak robić coś swojego, nie oczekując, że ta druga połowa zaanimuje nam czas wolny. Dzięki umiejętności zajmowania się sobą samemu bardziej docenia się ten czas spędzony wspólnie. 



                  Na całe szczęście czuję się już na tyle dobrze by nasze pierwsze Halloween obchodzić z domownikami a nie w łóżku. W niedzielę będziemy wykrawać dynie a w poniedziałek ozdobimy dom, uszykujemy słodycze oczekując poprzebieranych dzieci. Do tego wszystkiego w domu będzie rozchodził się zapach ciasta dyniowego (przepis znajdziecie w etykiecie desery). Z najbliższych planów mogę Wam zdradzić, iż pojawią się na blogu nowe przepisy, przyjazne instruktarze z cyklu zrób to sam. Więc zapraszam Was do śledzenia bo będzie się działo. Oczywiście bliżej świąt pojawią się wpisy o przygotowaniach świątecznych, z przepisami na dania wigilijne ale wszystkiego Wam nie zdradzę w końcu nie może być za nudno. 



                 Ja wracam do odpoczywania przy ozdobach świątecznych a Wam życzę cudownego weekendu.
Do przeczytania. 

piątek, 8 lipca 2016

POCZĄTKUJĄCY OGRODNICY



          Jakiś czas temu rozpoczęłam pracę w dużej sieci sklepów wyposażenia domu (ale o tym wpis innym razem) po kolejnym dniu pracy zrobiliśmy z Niejadkiem małe zakupy, w tym zestaw początkującego ogrodnika w którym do zasadzenia znajdowała się bazylia i pomidory. Produkt ten kupiliśmy na przecenie gdyż termin zalecanego wysiewu już minął ale nie zniechęca nas to i liczymy, że chociaż bazylia urośnie :)



         W zakupionym zestawie jak widać na zdjęciu znajdowała się worek - doniczka na wyrośnięte już roślinki oraz małe pudełeczka mające posłużyć za mini szklarnie, za zadanie sadzenia naszego pierwszego ogródka zabraliśmy się na poważnie. Rozpoczynając proces od czytania instrukcji, w której znaleźliśmy o dziwo tylko w j. polskim drobny błąd sugerujący, iż zakupiliśmy chili i tymianek :P Po przeczytaniu instrukcji wspólnie zasiedliśmy na podłodze i rozpoczęliśmy proces sadzenia. Efekty widać na zdjęciach.



Teraz pozostaje nam tylko utrzymywać ziemię mokrą i wyczekiwać pierwszych malutkich roślinek. Czekamy z niecierpliwością i jak małe dzieci zaglądamy co dziennie do mini szklarni oceniając postępy. Obiecuje dać Wam znać jak nam idzie ogrodnictwo a tymczasem życzę Wam miłego wieczoru.


poniedziałek, 9 marca 2015

GRY PLANSZOWE



Od kilku lat motywem przewodnim spotkań ze znajomymi są gry planszowe. Jak długo to trwa? Myślę, że będą to z 4 lata. Jak to wszystko się zaczęło? Kilka lat temu na spotkaniu u znajomych ktoś rzucił coś w stylu: "ostatnio dostałem grę, chcecie zagrać?". Zagraliśmy i tak już zostało, później co jakiś czas ktoś wysuwał podobne stwierdzenie, bo jak się okazało gry planszowe są teraz również dla dorosłych. Później tą pasją zaraziliśmy inne grupy znajomych i tak teraz gdzie byśmy się nie umówili każdy ma jakąś fajną grę. Razem ze znajomymi staramy się by w naszych zbiorach gry się nie dublowały (w końcu zawsze można grę pożyczyć).  


 Jeżeli mogę Wam coś polecić to na pewno PUERTO RICO, CARCASSONNE  - które jest dosyć krótkie ale pozwala na grę zarówno w dwie jak i więcej osób. DIXIT - jest świetny ale niestety szybko kojarzy się karty i gra z tymi samymi osobami robi się lekko przewidywalna. Na grupowe wieczory genialna będzie KOLEJKA - czyli powrót do PRL i kolejek zakupowych. Jeżeli szukacie gier ekonomicznych oraz ciut dłuższych to bardzo polecam ORA ET LABORA, AGRICOLA oraz LE HAVRE są to gry droższe ale za to bardzo ładnie wykonane, mają dużo drewnianych elementów a dodatkowo w każdej rozgrywce można przyjąć nowe strategie. Poniżej zamieszczam zdjęcia z niektórych naszych planszówkowych wieczorów. 









 


niedziela, 1 marca 2015

DIY BRANSOLETKA SHAMBALLA


Jakieś dwa lata temu uświadomiłam sobie ile radości sprawia mi tworzenie tych bransoletek. Dzięki nim szybko się odprężam a dodatkowo zawsze łatwo mogę zrobić prezent dla bliskich mi osób. W internecie znajdziecie baaardzooo dużooo tutoriali pokazujących jak w kilku krokach wykonać taką bransoletkę samodzielnie. Ja wykonuję ja na agrafce przypiętej do poduszki, siadam "po turecku" z poduszką między nogami i zaczynam wyplatać. :) 
Poniżej zamieszczam jedne z moich ulubionych tutoraili z których uczyłam się wyplatać. Jestem ciekawa czy zainspirowałam kogoś do wykonania swojej pierwszej bransoletki.



Poniżej niektóre z moich bransoletek :)




JEDEN Z PREZENTÓW DLA RODZINKI :)


ZAPOWIEDŹ KOLEJNEJ BRANSOLETKI :)

czwartek, 13 listopada 2014

JESIENNE WIECZORY


Wieczory są coraz dłuższe a pogoda za oknem nastraja bardziej do drzemania niż aktywności. Idealnie ukazuje to zdjęcie powyżej... Dzisiejszy wpis jest walką z jesienną chandrą! Warto z nią walczyć, np czytając książki, grając w gry (dla niedowiarków gry planszowe są super), oglądając filmy, układając puzzle (swoją drogą muszę zrobić wpis na ten temat), lub jak ja długo po Halloween wycinając dynię ;) Sezon dyniowy trwa całą jesień, chociaż po Halloween coraz trudniej dostać je w sklepach, na szczęście z roku na rok jest coraz lepiej. Osobiście lubię jesień, drzewa stają się kolorowe, mam więcej czasu na czytanie książek pod kocem, przy ulubionej gorącej herbacie. 
Poniżej efekty mojej zabawy:)
Jednym słowem życzę wszystkim udanych jesiennych wieczorów :)



środa, 21 maja 2014

DIY zakładki do książek

Witam, ostatnio rzadziej piszę ponieważ mój laptop postanowił udać się na rehabilitację więc zmuszona jestem korzystać z komputera mamy. Ale już nadrabiam swoją nie obecność:)
Chcę zaproponować Wam by tegoroczne wycieczki z książką miały akcent rękodzieła. Chodzi mi o zakładki, mimo, iż w sklepach można kupić na prawdę ładne zakładki to fajnie zrobić je własnoręcznie co jest baardzo proste. Wystarczy wyciąć z kolorowej tektury ciekawy kształt, skleić wnętrze przedziurkować i zawiązać kolorową wstążkę. 
Możecie również użyć tekturowych cen z ubrań, na zdjęciach możecie zobaczyć dwie takie zakładki zrobione przeze mnie, ta dwu kolorowa jest już lekko sfatygowana ale bardzo ją lubię :) Fajnie jest również przypiąć kilka przypinek które jeszcze bardziej personalizują zakładkę, możliwości same się mnożą. Dodatkowo możecie podarować taką zakładkę mamie w jej święto, które już 26 maja :) Dajcie znać cz podoba Wam się ten pomysł, lub co chcielibyście zobaczyć w kolejnych postach.
Życzę Wam miłego dnia :)