Tak, tak tytuł wpisu się zgadza. Chodzi oczywiście o Bożonarodzeniową gorączkę, która w UK zaczyna się jakoś we wrześniu i będę z Wami całkowicie szczera NIE MOGĘ SIĘ JEJ DOCZEKAĆ... Jak dziecko co roku cieszę się na święta, od kwietnia planuje prezenty świąteczne i ozdobienie mieszkania. A teraz mam do ozdobienia caaaalutki dom (Tak wiem nie zaczyna się zdania od "a" a kropkę daje się na zewnątrz nawiasu.) Dzisiaj ustaliłam z Niejadkiem gdzie będzie stała choinka i jaka ma być duża i rozłożysta i że ma być żywa (wiem za dużo "i" i ta kropka w złym miejscu nadal się przewija.) W sumie to oznajmiłam Niejadkowi jaka ma być ta moja wymarzona choinka i że pojedziemy po nią razem i że fajnie by było samemu ją ściąć (chociaż tego mu nie mówiłam - Kochanie właśnie rozwinęłam nasze plany świąteczne.) Wiem, że większość ludzi ma dosyć świąt już w połowie listopada ale dla mnie Michael Buble i jego świąteczne utwory w czerwcu to całkiem normalne zestawienie. W tym całym moim szaleństwie (bądźmy szczerzy jestem lekko szalona (może za dużo razy za dzieciaka uderzyłam się w głowę) świątecznym najcudowniejsze jest to, że jestem z kimś kto się tym cieszy ze mną, albo chociaż akceptuje moje odchyły i cieszy się z mojej radości. Bądź co bądź na dzisiejszą rozmowę o choince i zakupach ozdób Niejadek z uśmiechem stwierdził "dobrze, byle na prezenty starczyło", żartował też coś o tych okropnych plastikowych choinkach - tak Niejadek takie preferuje - które potem chowa się do piwnicy w worku jak trupa do szafy brrryyyy... Na szczęście w jego życiu pojawiłam się ja i całkowicie zmieniam jego niechęć do świąt w pozytywne nastawienie. A kto wie może za parę lat będzie ze mną od czerwca nucił "All i want for christmas is you " :P
Niejadek jeżeli chodzi o święta ma do mnie na prawdę dużą dozę wyrozumiałości, moje świąteczne planowanie kończy się zazwyczaj ucałowaniem mnie w czoło, nos, albo polizaniem ucha, takie nasze okazywanie uczuć, liżemy się po uszach - nie no żartuje - tylko Niejadek mnie tak zaczepia. Ale wracając na ziemię cieszę się, że Niejadek nie neguje moich szaleństw a wręcz przeciwnie spełnia moje marzenia. W zeszłym roku marudziłam coś o jarmarkach w Berlinie, że nigdy nie byłam a tam taka magia i co i po godzinie znalazł bilety i oświadczył jedziemy Kruszynko.
Przed samymi świętami pomagał mi robić pierniki takie nie zdrowe, słodkie czyli pełne świąt. Które później praktycznie sama zjadłam, no cóż udawałam św. Mikołaja tylko mleka w szklaneczce zabrakło. Jakie będą tegoroczne święta na pewno Wam opowiem. W swoim czasie opowiem Wam również o Niejadku bo to bardzo ciekawa osoba.
Tymczasem życzę Wam udanego tygodnia i wakacji, do Świąt Bożego Narodzenia zostało 191 dni a ja dzisiaj będę oglądała jeszcze Listy do M 2, tym samym kończę dzisiejszy lekko humorystyczny wpis.
Dobranoc ;)















