środa, 15 czerwca 2016

ŚWIĄTECZNA GORĄCZKA

        Tak, tak tytuł wpisu się zgadza. Chodzi oczywiście o Bożonarodzeniową gorączkę, która w UK zaczyna się jakoś we wrześniu i będę z Wami całkowicie szczera NIE MOGĘ SIĘ JEJ DOCZEKAĆ... Jak dziecko co roku cieszę się na święta, od kwietnia planuje prezenty świąteczne i ozdobienie mieszkania. A teraz mam do ozdobienia caaaalutki dom (Tak wiem nie zaczyna się zdania od "a" a kropkę daje się na zewnątrz nawiasu.) Dzisiaj ustaliłam z Niejadkiem gdzie będzie stała choinka i jaka ma być duża i rozłożysta i że ma być żywa (wiem za dużo "i" i ta kropka w złym miejscu nadal się przewija.) W sumie to oznajmiłam Niejadkowi jaka ma być ta moja wymarzona choinka i że pojedziemy po nią razem i że fajnie by było samemu ją ściąć (chociaż tego mu nie mówiłam - Kochanie właśnie rozwinęłam nasze plany świąteczne.) Wiem, że większość ludzi ma dosyć świąt już w połowie listopada ale dla mnie Michael Buble i jego świąteczne utwory w czerwcu to całkiem normalne zestawienie. W tym całym moim szaleństwie (bądźmy szczerzy jestem lekko szalona (może za dużo razy za dzieciaka uderzyłam się w głowę) świątecznym najcudowniejsze jest to, że jestem z kimś kto się tym cieszy ze mną, albo chociaż akceptuje moje odchyły i cieszy się z mojej radości. Bądź co bądź na dzisiejszą rozmowę o choince i zakupach ozdób Niejadek z uśmiechem stwierdził "dobrze, byle na prezenty starczyło", żartował też coś o tych okropnych plastikowych choinkach - tak Niejadek takie preferuje - które potem chowa się do piwnicy w worku jak trupa do szafy brrryyyy... Na szczęście w jego życiu pojawiłam się ja i całkowicie zmieniam jego niechęć do świąt w pozytywne nastawienie. A kto wie może za parę lat będzie ze mną od czerwca nucił "All i want for christmas is you " :P 
         Niejadek jeżeli chodzi o święta ma do mnie na prawdę dużą dozę wyrozumiałości, moje świąteczne planowanie kończy się zazwyczaj ucałowaniem mnie w czoło, nos, albo polizaniem ucha, takie nasze okazywanie uczuć, liżemy się po uszach - nie no żartuje - tylko Niejadek mnie tak zaczepia. Ale wracając na ziemię cieszę się, że Niejadek nie neguje moich szaleństw a wręcz przeciwnie spełnia moje marzenia. W zeszłym roku marudziłam coś o jarmarkach w Berlinie, że nigdy nie byłam a tam taka magia i co i po godzinie znalazł bilety i oświadczył jedziemy Kruszynko. 
Przed samymi świętami pomagał mi robić pierniki takie nie zdrowe, słodkie czyli pełne świąt. Które później praktycznie sama zjadłam, no cóż udawałam św. Mikołaja tylko mleka w szklaneczce zabrakło. Jakie będą tegoroczne święta na pewno Wam opowiem. W swoim czasie opowiem Wam również o Niejadku bo to bardzo ciekawa osoba. 

        Tymczasem życzę Wam udanego tygodnia i wakacji, do Świąt  Bożego Narodzenia zostało 191 dni a ja dzisiaj będę oglądała jeszcze Listy do M 2, tym samym kończę dzisiejszy lekko humorystyczny wpis.
Dobranoc ;)   




czwartek, 9 czerwca 2016

WALTON HALL AND GARDENS

         Tak jak Wam obiecałam jeden z pierwszych wpisów o Anglii poświęcę tematyce co zwiedzić. Bo co innego robić gdy nagle dowiadujesz się w pracy że masz wolne a samochód aż czeka by poprowadzić Cię w przepiękne miejsca? Oczywiście zwiedzać i to najlepiej w dobrym towarzystwie. Niejadek jest świetnym towarzyszem przygód dużych i małych. Zawsze przygotowuje trasę i mapy, ma zapas dobrego humoru w kieszeni i aparat którym rejestruje wszystko co warto zarejestrować. :) Po mojej stronie leży przygotowanie przekąsek, wody, napojów energetycznych i jeszcze większej dawki dobrego humoru. 



        Pierwsze miejsce niedaleko Warrington, które chciałabym Wam polecić to Walton Hall and Gardens. Z Warrington do tego miejsca podróżuje się samochodem ok 15-20 minut. Wstęp do samego parku jest bezpłatny, jedyna opłata jaką napotkacie, to opłata za parking. Możecie ze sobą zabrać swojego psiaka ponieważ zwierzęta są tam mile widziane. Polecam zabrać ze sobą duży koc, jedzenie i napoje. W samym parku jest wiele atrakcji rodzinnych, duży bezpieczny plac zabaw, karuzela, golf, zoo - również bezpłatne. Przed wejściem/wyjściem z zoo znajdują się toalety w których spokojnie można myć dłonie sobie i swoim pociechom po głaskaniu zwierząt. W zoo znajdziecie kozy, wiewiórki, kaczki różnych odmian, papugi, guźca, lamy, oraz pawie które są największą atrakcją ponieważ puszczone są one luzem po zoo jak i parku więc macie dużą możliwość by paw spacerował przy waszym kocu, leciał obok Was, przechadzał się obok Was, bądź siedział na ogrodzeniu i spoglądał na Was z góry. W zoo i parku naliczyłam ok 15 pawi ale nie jestem pewna czy nie jest ich więcej. 







        Oprócz części w dużej mierze kierowanej do rodziców z dziećmi, pozostaje duża część parku gdzie można spokojnie odpocząć, poleżeć na kocu i oddać się czytaniu książek. Dodatkowo w samym parku posadzona jest bardzo różnorodna roślinność ułożona między pięknymi alejkami dzięki czemu możecie zarezerwować część czasu na podziwianie kolorowych kwiatów i krzewów. W samym parku znajdziecie dodatkowo kawiarenkę, mobilne lodziarnie oraz kilka toalet dzięki czemu nie musicie martwić się o zaplecze sanitarne. 




         
          Czy mogę dodać coś więcej by zachęcić Was do odwiedzenia tego miejsca? Na pewno dostaje ono ode mnie duży plus za to że jest darmowe, nie licząc ok 2,5 za parking na cały dzień. Sam park mieści się na bardzo dużym terenie więc każdy znajdzie tu miejsce dla siebie. W obiekcie tym jest mnóstwo zieleni dzięki czemu na prawdę da tu się odpocząć bądź wręcz przeciwnie wyszaleć się z dziećmi, psem, partnerem, lub samemu. Dodatkowy atut to fakt, że z okolic Warrington jest tutaj bardzo blisko dzięki czemu nie poświęcamy zbyt wiele czasu na dojazd. 




Mam nadzieję, że chociaż trochę zachęciłam Wam do tego miejsca, ja z Niejadkiem byliśmy nim zachwyceni i wrócimy tutaj na pewno. 



poniedziałek, 6 czerwca 2016

ANGLIA

       Witam wszystkich, dawno mnie tutaj nie było ale w życiu każdego jak w filmie przychodzą różne zwroty akcji. U mnie było podobnie jeszcze kilka miesięcy temu mieszkałam w Polsce i regularnie jadałam cebulę a teraz mieszkam w Anglii i cebulki nie jadam. Omawiany zwrot akcji wyrwał mnie dość mocno z życia codziennego oraz pisarskiego. Tym razem wracam mam nadzieję na dobre. Na blogu oprócz zmiany nazwy i przepisów bez cebuli, pojawi się również kilka innych rzeczy. Mianowicie podzielę się z Wami przemyśleniami nad życiem w UK, opowiem Wam o odwiedzanych przeze mnie miejscach, postaram się doradzić jeżeli ktokolwiek będzie rozważał rozpoczęcie życia na wyspach. 




         Na początek obalam mit angielskiej pogody, jestem tutaj trzy miesiące i wcale tak dużo nie pada. Jest baaardzo zielono a Anglicy są przemili i pomocni. Nie będę pisała, że wszystko tutaj jest cudowne, że jest to kraina mlekiem i miodem płynąca ale na prawdę nie ma co narzekać. Myślę, że z upływem czasu uda mi się część z Was przekonać chociaż do odwiedzenia Anglii a kto wie może kogoś z Was przekonam do przeprowadzki. Na koniec mogę dodać, że tak jak na początku nie byłam pewna czy mi się tutaj spodoba, to teraz razem z moim niejadkiem cebulowym bardzo dobrze się tu czuję, powiedzmy na spokojnie, czuję się jak u siebie. Życzę miłego wieczoru i do usłyszenia.