
W tym roku obchodziliśmy nasze pierwsze Halloween i przyznam się Wam czekałam na nie jak dziecko. Od miesiąca mieliśmy kupionego dmuchanego kościotrupa. Zapachem przypominającego dmuchane koła ratunkowe, nagrzane w słońcu nad polskim morzem. Więc pierwsze moje wrażenie po wyciągnięciu go z opakowania i nadmuchaniu było dość dziwne, niby jesień, niby dynie a tu brak tylko nadmorskiej bryzy i gorącego piasku. :D Ale pomijając ten fakt, kościotrup był uroczo straszny czyli idealny dla małych dzieci na które czekaliśmy. Jak na dobrych gospodarzy przystało zakupiliśmy około 2kg cukierków różnej maści. Od owocowych pachnących tak, że aż nie chciało się ich oddawać a współlokatorka na sam ich zapach z uroczym spojrzeniem schowała jednego pod bluzkę (tak na wszelki wypadek gdyby miało ich zabraknąć). Zresztą nie byłam lepsza sama pochowałam kilka do kurtki (czekać tam będą pewnie do wiosny). Po małe paczuszki z m&m, magic stars, marsami itp. wszystkie prezentowały się smakowicie czekając na dzieciaki, które w strasznych przebraniach zabiorą je do domu pod groźbą psikusa. Mając już gotowe cukierki, oraz nadmuchanego kościotrupa, zostało się nam tylko wykrojenie dyni. Zakupiliśmy nawet specjalny zestaw zawierający nożyk do wycinania i łopatkę to wybierania wnętrza. Jak się przedwczoraj okazało był to pierwszy raz dla Niejadka. Czym bardziej cieszyłam się na sam proces wykrawania dyń. Uszykowaliśmy deski do krojenia mające ochronić stół przed naszym zaangażowaniem. Uszykowaliśmy miskę na wszystkie niepotrzebne elementy dyni, dodatkowo 4 noże tak by dać wybór i różne możliwości, łopatkę i dwie łyżki do wybierania środka tak na wszelki wypadek. Już na początku wykrawania poczuwając się by opowiedzieć Niejadkowi co jak i kiedy będziemy robić z dyniami, prawie wyłożyłam się na tym co sama zalecałam :P Mianowicie prawie przerosło mnie odkrojenie ogonka dyniowego, coś moja dynia nie chciała współpracować. Na szczęście później szło nam wszystko lekko i przyjemnie, czas upływał na żartach dotyczących kogo przypomina wykrawana dynia oraz na międzynarodowych plotkach z przyjaciółką. Po około godzinie dynie były gotowe na pierwszą próbę, którą przeszły bez problemu, dzięki czemu wczoraj przepięknie zachęcały do zapukania w nasze drzwi.

Mając już wszystko przygotowane około godziny 17:00 wystawiliśmy dynie, dodatkowo dostawiliśmy dwie latarenki, na drzwi przykleiliśmy kostka oraz straszne naklejki. Wsypaliśmy cukierki do szklanej misy, zamknęliśmy drzwi wejściowe i czekaliśmy. Czekaliśmy, czekaliśmy, już traciłam nadzieję, że ktokolwiek zapuka lub zadzwoni, żaląc się, że teraz będę musiała sama zjeść dwa kilo cuksów (no dobrze przyznam się ta wizja nawet mnie cieszyła - zbyt lubię słodycze) i nagle usłyszeliśmy pierwsze DING DONG naszego dzwonka - na dźwięk którego mało nie zabiłam się zbiegając z drugiego piętra domu - oraz radosne TRICK OR TREAT dobiegające z za drzwi gdy tylko ruszyliśmy kluczami w zamku. :D Po otwarciu drzwi naszym oczom ukazała się na oko 10 - letnia dziewczyna przebrana za kotka, myślę, napiszę więcej byłam bardziej podekscytowana niż ona. Ona wyglądała na przestraszoną - może to moja wina bo przypominałam rozemocjonowaną wiedźmę po dziesięciu kawach? Sama nie wiem, ale dziewczyna radośnie poczęstowała się kilkoma cukierkami, pożyczyliśmy jej owocnych łowów po czym zamknęliśmy drzwi. Myślę, że dziewczyna nie odeszła na dwa kroki od drzwi a ja już z za nich zaczęłam skakać i piszczeć jak na widok szczeniaczka. Na prawdę dawno nic nie sprawiło mi aż takiej radości i tak mnie nie ekscytowało. Muszę się Wam przyznać, że reagowałam tak na kolejne 10 grupek, dopiero potem zachowywałam się jak radosny dorosły. Swoją drogą Niejadek był równie radosny jak ja, nie jestem tylko pewna co go bardziej cieszyło dzieci i ich przebrania czy ja brykając po schodach jak Tygrysek z Kubusia Puchatka.

Tego wieczoru odwiedziło nas mnóstwo dzieci oraz ich rodzice, z jednymi pożartowaliśmy, innym trzeba było wkładać cukierki do torebek i koszyczków bo same skromnie częstowały się tylko jednym smakołykiem. Największe wrażenie zrobiło na mnie dwóch małych chłopczyków, do końca nie wiedzących po co pukają do cudzych domów (ale w końcu brat stoi obok i też jest przebrany i się cieczy to ja też się cieszę - tylko w sumie nie wiem na co). Jeden z nich był uroczym dinozaurem a drugi małym nietoperzem. Nietoperz w przeciwieństwie do rodzeństwa stał i patrzył się na mnie w trakcie gdy jego bracia wybierali cukierki, więc chciałam mu pomóc wkładając do jego uroczego woreczka kilka cukierków. W trakcie tej sytuacji nietoperek nie wiedząc że to będą jego cukierki zabrał mi jednego z radosnym stwierdzeniem "ten jest mój". Tego wieczoru odwiedził nas dużo wiedźm, wampirów, kotków, jeden tata kościotrup, oraz grupa nastolatków przypominających aktorów z nocy oczyszczenia i tu przyznam się otwarcie, gdybym była sama nie jestem pewna czy bym im otworzyła bo oni jedyni mnie przestraszyli. :) Cała zabawa trwała mniej więcej do 21:00, później pukanie ucichło dzięki czemu po zjedzeniu szybkiej kolacji mogliśmy wybrać się na spacer po okolicy w celu oglądania innych przystrojonych domów. Spacer uważam za bardzo udany, po pierwsze samo towarzystwo Niejadka byłoby wystarczające, ale dodatkowo naszym oczom ukazało się kilka na prawdę pięknie przystrojonych domów, w wiedźmy, dynie, pajęczyny i straszne lampki. Dzięki czemu spacerując w lekkiej mgle można było wczuć się w Halloween. W trakcie naszego spaceru doceniliśmy jeszcze bardziej mieszkanie w spokojnej, bezpiecznej dzielnicy dzięki czemu nie martwiąc się o nic mogliśmy skupić się na sobie i spacerowaniu.

Po powrocie do domu zaczęliśmy planować przyszłoroczne ozdoby, i sposób podania cukierków. Kto by pomyślał, że w wieku 26 lat znajdę drugie święto na które będę czekała jak dziecko (Oczywiście pierwszym jest Boże Narodzenie - czy podzieliłam się z Wami informacją, że w trakcie pisania tego wpisu w pokoju brzmią świąteczne utwory Michaela Buble?). Wszystkim Wam polecam uczestnictwo w Halloween jeżeli tylko miejsce w którym mieszkacie pozwala Wam na to. Widok uśmiechniętych dzieci i sam proces przygotowań daje bardzo dużo radości, pozwala się odprężyć i oderwać na moment od codzienności.
Tradycyjnie zbliżając się do końca tego wpisu życzę Wam udanego wieczoru, oraz tygodnia i do przeczytania!