Macie takie wrażenie, że ostatnio bardzo modne zrobiły się postanowienia noworoczne? Często tworzy się je z nastawieniem, że i tak się ich nie wykona, bo przecież na fb musi być widać, że nowy rok, nowa ja itp. Od stycznia większość siłowni jest przepełniona a trwa to zazwyczaj do końca lutego maksymalnie do połowy marca, ludzie prześcigają się kto jak się zmieni. Ten schudnie, ta będzie więcej czytała, tamten poświęci więcej czasu rodzinie a tamta zacznie medytować.
Dla mnie to jakaś kpina, nie wierzę by magicznie ta jedna noc zmieniła moje podejście do życia lub inaczej by należało czekać do końca roku i na początku następnego nagle zacząć żyć inaczej, lepiej tak by znajomy mógł nam zazdrościć noworocznej przemiany... Dlatego też odważnie już od kilku lat nie mam żadnych postanowień, nowy rok ta sama JA. A dlaczego? Odpowiedź jest prosta, założyłam swojego czasu, że od dziś jestem najlepszą wersją siebie dla siebie nie dla innych. Nie żebym nie starała się być najlepszą sobą dla Niejadka, oczywiście, że mam to na uwadze. Jednak mimo wszystko (jaka jestem stara zaczynam się mądrować...) wychodzę z założenia "jeżeli ja nie będę ze sobą szczęśliwa, jeśli siebie nie polubię to nikt tego nie zmieni, ja nikogo nie uszczęśliwię". Więc staram się akceptować siebie dzięki czemu Niejadek ma mnie w mam nadzieję miłym, troskliwym ale wiedzącym czego chce wydaniu. I tak cały czas uczę się lubić w sobie tą Małą.Mi, która jasno wyznacza sobie granice, nie przejmuje się światem, jedynie najbliższymi, uwielbia czekoladę, czasem przesadzi z alkoholem, jest wybuchowa, wredna i niemiła i przyznam Wam się ciężko jest ciężko tak akceptować siebie cały czas. Ale widzę w sobie swoje dobre cechy: jak wielkie serce dla najbliższej rodziny i znajomych których traktuję jak rodzinę. Dzięki takiemu podejściu jestem lwicą broniącą swojego stada, polującą na to na co ma ochotę, nie tracąc energii na osoby postronne. Jakby na to nie spojrzeć możliwe, że kilka lat temu miałam postanowienie noworoczne typu wyluzuje, skupię się na tym co ważne dla mnie i na tym co chcę robić i tak trwam w tym jednym postanowieniu już lata.
Pracując nad sobą raz mocniej, raz mniej. W zależności od samopoczucia ale staram się by na pracę nad sobą nie miało wpływu otoczenie. Tego Wam też życzę, jeżeli chodzi za Wami myśl by coś postanowić to zastanówcie się czy lubicie siebie i tu powinny zacząć się ewentualne zmiany. I nie dotyczy to tylko wyglądu, ale głównie waszej osobowości czasami wystarczy sobie tylko odpuścić, odsunąć osoby lub rzeczy które nas niszczą, gaszą nasze gwiazdy w oczach, tworzą z nas pustą czarną dziurę. Wiem to trudne bo każdy lubi swoją bezpieczną przystań niezależnie jak ocieka wewnętrznym nieszczęściem. Bo zawsze milej wiedzieć ile wpłynie na nasze konto bankowe, jakie są godziny naszej pracy lub z punktu osobowego lepiej mieć z kim obejrzeć film (chociaż samemu wybrałoby się może coś innego), zjeść obiad czy po prostu lepiej śpi się z kimś niż samemu. Ale to do nikąd nie prowadzi, siedząc puści w środku w tym samym miejscu nie będziecie szczęśliwi. Warto czasem podjąć ryzyko, opuścić bezpieczną przystań i dla przykładu rzucić pracę która nas wkurza, w końcu zawsze można iść pracować do McDonald's lub do IKEA (gdzie akurat w moim przypadku jest to na ten moment wyczekane miejsce pracy) do czasu aż znajdzie się swoje miejsce. Czasem lepiej zakończyć związek, który i tak sami od dawna skazaliśmy na przegraną ale nadal w nim tkwimy bo tak łatwiej. Czasem lepiej być jakiś czas samemu by spotkać kogoś dzięki któremu będziemy lepsi dla siebie i innych. W których może uda się Wam znaleźć odbicie samego siebie, podobne plany życiowe, marzenia o podróżach, rodzinie. Nie żebyście musieli mieć swojego klona, dla przykładu mnie rozluźnia słuchanie rapu, w trakcie jego słuchania najlepiej mi się pisze a Niejadek nie jest go w stanie znieść. Nie przeszkadza mi to bo nigdy nie chciałam być ze samą sobą. Mam wrażenie, że w dzisiejszym wpisie płynę po temacie rzucając tematami jak magik sztuczkami. Jeśli tak jest to wybaczcie ale mam tak z tematami które zahaczają o psychologię, poglądy na świat i życie. Postaram się skupić na jednym i doprowadzić ten wpis zwarcie do końca.
Wracając do postanowień noworoczno-życiowych jeżeli macie co do nich plany to proszę nie zmuszajcie się do zmiany całego siebie, wierzę że odpuszczając sobie bycie najlepszym we wszystkim na raz wystarczy na początek, później można zastanowić się czego nam w sobie brakuje i powoli to wprowadzać a jak się nie uda to trudno macie przed sobą całe życie a nie ten jeden rok. Pamiętajcie o tym. Jeżeli mogę Wam czegoś życzyć na ten nowy rok to życzę Wam odpuszczania sobie, nie wymagajcie od siebie zbyt wiele bo nikt nie jest idealny, życzę Wam byście nauczyli się nie przejmować się całym światem i jego opinią, życzę Wam skupienia się na rzeczach ważnych oraz małych dających Wam najwięcej szczęścia. Dla mnie to na przykład wieczorna herbata i patrzenie w niebo, słuchanie wiatru bycie tu i teraz a nie trwanie w planach. Co ma być to będzie, czas może pokazać, że plany zmienią się jak kalejdoskop. Życzę Wam uśmiechu i radości takiej na co dzień oraz mniej smutku. Ten świat jest i tak już dosyć smutny może postanowimy sobie razem więcej się uśmiechać do siebie w lustrze i do innych np na ulicach czy w autobusach? Co wy na to?
Wracając do postanowień noworoczno-życiowych jeżeli macie co do nich plany to proszę nie zmuszajcie się do zmiany całego siebie, wierzę że odpuszczając sobie bycie najlepszym we wszystkim na raz wystarczy na początek, później można zastanowić się czego nam w sobie brakuje i powoli to wprowadzać a jak się nie uda to trudno macie przed sobą całe życie a nie ten jeden rok. Pamiętajcie o tym. Jeżeli mogę Wam czegoś życzyć na ten nowy rok to życzę Wam odpuszczania sobie, nie wymagajcie od siebie zbyt wiele bo nikt nie jest idealny, życzę Wam byście nauczyli się nie przejmować się całym światem i jego opinią, życzę Wam skupienia się na rzeczach ważnych oraz małych dających Wam najwięcej szczęścia. Dla mnie to na przykład wieczorna herbata i patrzenie w niebo, słuchanie wiatru bycie tu i teraz a nie trwanie w planach. Co ma być to będzie, czas może pokazać, że plany zmienią się jak kalejdoskop. Życzę Wam uśmiechu i radości takiej na co dzień oraz mniej smutku. Ten świat jest i tak już dosyć smutny może postanowimy sobie razem więcej się uśmiechać do siebie w lustrze i do innych np na ulicach czy w autobusach? Co wy na to?
Kończąc ten wpis życzę Wam miłego wieczoru i do przeczytania!

Ciekawy punkt spojrzenia na sprawę. W pewnym sensie każdy z Nas ma w swoim życiu chwile, które bezpowrotnie odciskają na nim swoje piętno, swoiste - punkty zwrotne i tylko te mają prawdziwe znaczenie. Czasem nie trzeba niczego po za prawdziwą potrzebą zmian, a czasem musi ktoś przyłożyć do tego rękę i.. popchnąć.
OdpowiedzUsuń