piątek, 1 lipca 2016

HOME SWEET HOME

        


         Na powrót do domu zawsze czekamy z utęsknieniem. A co jeśli nasz dom jest z dala od naszych przyjaciół, rodziny i właśnie to z wakacji w rodzinnym mieście wracamy do domu odległego o setki kilometrów? Powiem szczerze nadal czeka się na ten powrót z utęsknieniem. I to nie tak, że nie cieszy nas wizyta u rodziców/ dziadków/ przyjaciół, oczywiście, że cieszy, po prostu zazwyczaj na jeden wyjazd tych spotkań jest za dużo. Do rodzinnych spotkań dodajmy sprawy urzędowe, dentystę, zakupy i od razu otrzymujemy tygodniowy maraton zaczynający się każdego dnia o 8:00 a kończący się w godzinach nocnych. Nie ma się czasu na obiad, mimo, że mama nagotowała ulubione dania, słyszy się ciągle o niezdrowym trybie życia. Ale to nie prawda. W Anglii jem regularnie, sami z Niejadkiem gotujemy, przygotowujemy kanapki i przekąski do pracy. Tylko w domu po ustaleniu codziennej rutyny jest dużo łatwiej niż na przysłowiowych wakacjach w Polsce. Bo przecież z tyloma osobami chce się zobaczyć, i tyle rzeczy chce się pozałatwiać, że zwyczajnie na jedzenie nie ma czasu. 

            Mniej więcej po trzecim dniu człowiek zaczyna tęsknić za swoim kubkiem, książką i świętym spokojem. Może to co piszę dzisiaj dla Was jest brutalne, wyjdę na kobietę bez serca ale taka jest prawda. Jeżeli zapytać by o szczerą odpowiedź osób jadących na takie "wakacje" do rodzinnego miasta, myślę, że podzielili by oni moje zdanie. Dużo bardziej człowiek odpoczywa po powrocie niż w trakcie takiego wyjazdu. I to na prawdę nie tak, że nie chce się widzieć rodziny. Na każdego z osobna baardzo się cieszyłam, że mogę ich zobaczyć, przytulić, pośmiać się. Podobnie z najbliższymi znajomymi, od tygodni planowałam jak spotkać się z nimi a i tak z jedną bliską mi osobą spotkałam się nieplanowanie na 15 minut, żałując, że nie udało się spotkać na kawę i pogadać. Problem takich wyjazdów polega na tym, że zazwyczaj ma się tydzień czasu, a zobaczyć chce się z kilkunastoma osobami, w tym z rodziną z którą na jednym popołudniu się nie kończy, dodajmy wspomniane wcześniej dodatkowe sprawy i sami sobie tworzymy plan nierealny w wykonaniu. 



        Co można w takiej sytuacji uczynić, być szczerym, dalszym znajomym grzecznie odmówić spotkań bo nie ma na nie czasu, a najbliżsi przyjaciele zrozumieją, że czasem to 15 minut przelotem to i tak jest dużo. Prawdziwi przyjaciele zrozumieją że na piwie na którym w końcu udało się spotkać i masz tylko 2 godziny, zaczynasz ziewać, będą się z tego śmiali. Swoją drogą wyjazd za granicę bardzo przesiewa listę znajomych na tych co mają pretensje o Wasz wyjazd i na tych co z Wami się cieszą, kibicują sukcesom, tęsknią ale rozumieją, że szuka się swojego miejsca na świecie. Przecież zawsze można się odwiedzać. Czy planuję kolejny wyjazd do Polski, oczywiście, chociażby po to by przywieźć sobie nowe książki do czytania, kiedy to będzie, sami z Niejadkiem nie wiemy, ja zaczynam nową pracę, więc trzeba zsynchronizować urlopy, kupić bilety, zaplanować wszystko. Mimo tego zmęczenia miło jest usiąść z rodzicami przy kawie i ciachu i pogadać, pobawić się z psem. Jeżeli mogę Wam na koniec coś doradzić, to jeżeli jedziecie do domu na mniej niż 3 dni, nie mówcie o tym znajomym, zostawcie ten czas dla rodziny. Rodzina nacieszy się Wami a Wy nie zmęczycie się maratonem po mieście. Miłego popołudnia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz