niedziela, 5 marca 2017

LENIWA NIEDZIELA


               Leniwe niedziele to dni które lubię najbardziej, chociaż w moim życiu zdarzają się one tylko dwa razy w miesiącu (bo w pozostałe dwie ciężko pracuję) to zawsze je doceniam i czekam na nie jak małe dziecko. I nie przeszkadza mi nawet gdy w te dni pada. No może czasami gdy jednak w zamiast leniwego spędzenia dnia zaplanuję nam wypad nad morze, który swoją drogą póki co jeszcze się nigdy nie udał z różnych przyczyn.A to wody nie było widać bo był odpływ ale był za to piasek, a to było morze ale nie było piasku, tylko beton lub gdy jak ostatnio nasz samochód odmówił jazdy nad morze jakieś 3 mile od celu... Fakt faktem przyzwyczajona do morza czyli woda i piasek jeszcze takiego tu nie widziałam ale spokojnie idzie wiosna więc liczymy że nadrobimy ten fakt. Ale wracając do bardziej leniwych niedziel co dwa tygodnia jest to u nas dzień nie typowy. Bo tylko ja mam wolne, Niejadek zawsze w ten dzień jest w pracy, Na szczęście pracuje od rana więc popołudnie jest nasze, leniwe, bez większego celu, niepretensjonalnie cudowne. Każdą wolną niedzielę rozpoczynam przed 8 rano, wstaję, niespiesznie schodzę po schodach do kuchni w piżamie, naciągniętej bluzie, skarpetkach założonych na lewą stronę, w ręku trzymając kubek z niedopitą zimną herbatą. Zaspana wlewam wodę do czajnika elektrycznego. Wstawiam dwie grzanki, jedna będzie z masłem i czekoladą (dla mnie) druga z masłem i obok położonym na talerzu jogurtem wiśniowym (dla Niejadka). Do tego herbata z cytryna i miodem razy dwa. Gdy śniadanie jest gotowe zabieram się za szykowanie drugiego śniadania. Trzy kanapki z czekoladą tym razem bez masła szybko zawijam w folię, sprawnie rozkrawam w ćwiartki grejpfruta, obieram go ze skórki, następnie krojąc go na mniejsze kawałki, całość ląduje w plastikowym pojemniczku z IKEA. Zaraz później wyciągam dwa energetyki z kuchennej szafki. Wszystkie przygotowane rzeczy trafiają sprawnie do plecaka, została tylko jedna rzecz. Wyjmuję butelkę z wodą, opróżniam ją i uzupełniam ją wodą z kranu. Tak z kranu, wiem wiem jest nie zdrowa ma bakterie ale co nam mamy mówiły przed zjedzeniem owoców? Umyj owoce pod kranem bo są brudne... Także tego uzupełniam butelkę wodą z kranu i dokładam ją do plecaka. Sprawdzam drugi raz czy wszystko jest w środku, dochodzi 8:10 pora więc wspiąć się po schodach tym razem już bez kubka. Budzę Niejadka i czasem jest to sztuka trudna. Obudzony ubrany schodzi za mną do kuchni. Jemy razem śniadanie, pogawędzimy kilka minut, tulimy się dając buziaka na miły dzień i tak Niejadek co niedzielę znika do pracy. Znajomi śmieją się, że wygląda to trochę jak szykowanie dziecka do szkoły i cóż jest w tym trochę prawdy. Przynajmniej mam już w tym wprawę. Szczerzę uwielbiam ten stały rytuał. Bo tym jak Niejadek zamknie za sobą drzwi i zniknie za zamkniętą furtką zazwyczaj przygotowuję sobie kawę i sunę w swoim odlotowo luźnym stroju do sypialni. Spokojnie dopijam kawę, przeglądam facebooka i instagram powoli zasypiając. Po przebudzeniu tak na prawdę zaczynam leniwą część niedzieli. Słodkiego nic nie robienia. Przeplatanego czytaniem książek, pisaniem bloga, piciem hetrolitrów herbaty i kawy, podjadaniem czekolady i krótkimi drzemkami. Tak aż do powrotu Niejadka, po jego powrocie jemy wspólnie obiad a później słodko dalej nic nie robimy. Czasem razem czasem osobno ale jednak niedaleko siebie. Często po obiedzie nasza niedziela rozdziela się na dwie odrębne niedziele nic nie robienia. W jednym pokoju spędzamy czas jednak nie uzależniamy się od siebie. Niejadek zazwyczaj gra na xboxie ja natomiast czytam książki lub piszę do Was słuchając przez słuchawki muzyki która gra stanowczo za głośno. Cóż najwyżej na starość będę ulubioną babcią dla wnuków tą która nic nie słyszy więc można robić co się chce. Dziś dla odmiany słucham najnowszej płyty Ed Sheerana i w tym miejscu Niejadku oświadczam Ci musimy wybrać się na jego koncert w końcu. Te dwie oddzielne niedziele splatają się w krótkich chwilach zejścia do kuchni po więcej herbaty, lub w próbach odebrania mi czekolady, którą opycham się aż mi nie dobrze. Ale moje motto mówi dobra czekolada to na raz zjedzona czekolada. Zresztą po co ją zostawiać na później jak można kupić nową. Poza tym czekoladę w tak dużych ilościach jem tylko raz w tygodniu więc mnie to nie utuczy czy mi nie zaszkodzi. Pomijając te krótkie chwile spędzamy te chwile osobno jednocześnie będąc razem, czując bliskość, miłość przeplatając je wysłaniem sobie całusa lub dopytaniem o grę lub książkę. Dzięki czemu nie męczymy się swoim towarzystwem, a cieszymy się nim i naszymi leniwymi niedzielami. W które bezkarnie nic nie robimy, zbierając energię na kolejny tydzień. 
Jestem ciekawa jak wyglądają Wasze niedziele, czy spędzacie je sami, czy z waszymi partnerami, a może Wasze niedziele to bardzo napięte dni w które nadrabiacie cały tydzień? Będzie mi miło jeżeli podzielicie się ze mną w komentarzu jak to wygląda u Was. 
Tymczasem życzę Wam miłego wieczoru i do przeczytania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz