sobota, 15 października 2016

KENYON HALL FARM


                           Przepraszam, że tak dawno nie pisałam ale ostatnio działo się jednocześnie dużo i nic. Czasem tak jest, że czas przecieka nam przez palce a moje pozaczynane wpisy nie chcą się dokończyć, czegoś im brakuje, a przecież nie chcę wstawiać dla Was wybrakowanego tekstu więc troszkę mnie nie było. Ale już wracam z głową pełną pomysłów na nowe wpisy. :) Dzisiejszy piszę dla Was jeszcze przeziębiona a w sumie to nadal lekko chora, ostatnie dwa tygodnie borykam się z nawracającym przeziębieniem więc większość czasu po prostu przesypiam... Niejadek pomaga mi jak może, co chwile donosząc nową herbatkę z miodem, cytryną i imbirem, pilnuje też bym swoje odleżała pod kołdrą. Więc zaplecze medyczne mam idealne ale wystarczy jeden poranek na rowerze do pracy by cały nasz zapał lecznicy był na nic i katar i temperatura wracają :( Jeśli macie jakąś dobrą radę to chętnie ją przeczytam.



                         Wracając do tytułu dzisiejszego wpisu, mam dla Was kolejne miejsce, które warte jest odwiedzania cały rok. Jest to farma znajdująca się od Warrington około 20 minut. Kenyon Hall Farm jest wyjątkowym miejscem w którym możecie praktycznie przez cały rok zbierać sezonowe owoce i warzywa, pisząc zbierać mam dosłownie na myśli pożyczenie taczki/koszyka itp. udaniem się na pole, wybraniem tych konkretnych owoców czy warzyw po czym udaniem się do kasy i zapłaceniem za nie. Jeżeli nie przepadacie za podróżami po polach macie możliwość zakupu miejscowych owoców i warzyw w sklepiku przy farmie. Plusem tego miejsca jest na prawdę duży parking dzięki czemu w nawet najbardziej zatłoczone weekendy znajdziecie tu miejsce, dodatkowo na parkingu jest obsługa, która kieruje ruchem i pomaga szybciej rozładować dużą ilość samochodów. Jak duży jest cały teren ciężko mi powiedzieć bo byłam tam po raz pierwszy ale spokojnie zakładam, że taki wyjazd dostarczy całej rodzinie dużo świeżego powietrza i radości. Warto ubrać się w buty które możecie ubrudzić jeżeli macie kalosze to będą one najlepszym wyborem. :)



                             Przyznam się Wam, że cieszyłam się jak dziecko gdy Niejadek dziś zgodził się na tą wyprawę, oczywiście pod warunkiem, że się ciepło ubiorę i nie będziemy tam za długo. Więc ubrałam się dziś zgodnie z zaleceniami w ciepły sweter, który Niejadek podarował mi na zeszłoroczne Mikołajki, ciepłe skarpetki, płaszczyk, moją ukochaną czapkę uszatka i byłam gotowa na przygody. Dzisiaj pierwszy raz podróżowaliśmy z naszymi współlokatorami i wydaję mi się, że im też się bardzo podobało. Od naszego domku na farmę jest około 10 minut. Celem wyprawy był festiwal dyni i samodzielne zbieranie dyń z pola. Przyznam się Wam, że jak dojechaliśmy to cieszyłam się, że dziś nie padało, bo bez kaloszy to w deszczu lub przy mokrej ziemi ciężko było by się tam przemieszczać. Na farmie było dużo ludzi ale spokojnie nie czuło się ich natłoku czego można było się spodziewać po sobocie. Na samym polu małym minusem było to, że nie zrywało się dyń a jedynie zbierało się je z ziemi. Mimo to zabawa była świetna co chwile debatowaliśmy z Niejadkiem, która dynia będzie najlepsza na ciasto a która na wykrawanie w niej strasznej postaci. Do tego dużo radości dostarczał widok małych dzieci ledwo niosących z dumą swoją dynię, część z nich była nawet przebrana za księżniczki bądź w tematyczne dyniowe koszulki. Mamy wkładały dynie do dziecięcych wózków a tatusiowie pchali taczki pełne dyń z dumnymi pociechami na szczycie. Bajeczny widok. Nasze cztery dynie wyglądały dość samotnie wśród liczby dyń pozostałych uczestników. Ale dla nas była to liczba idealna, dwie na ciasta dwie do wykrawania i wystarczy. Za dynie zapłaciliśmy 10 funtów więc całkiem przystępna cena za taką dawkę radości. Zebrane dynie odnieśliśmy po zapłaceniu do samochodu i wróciliśmy jeszcze na pola słodkiej kukurydzy, tam również mieliśmy dużo radości z wybierania tych idealnych kolb dla nas. Wybraliśmy ponownie cztery kolby, które zjemy dziś ugotowane na kolację. :)



                          Po zakończonych zbiorach udaliśmy się do sklepiku, którego odwiedzenie bardzo Wam polecam. W sklepie jest również kawiarnia więc po czasie na świeżym powietrzu możecie wypić tutaj coś ciepłego oraz zjeść miejscowe słodkości. W samym sklepie znajdziecie miejscowe warzywa i owoce świeże i mrożone, świeże jajka, wędliny, sery, domowego wypieku chleby, mnóstwo przetworów słodkich i wytrawnych, przyprawy, napoje zwykłe i alkohole, miejscowe miody a do tego słodycze. Na pewno ominęłam jakieś produkty ale dziś chłonęłam te wszystkie widoki starając zapamiętać się jak najwięcej. W sklepie zakupiliśmy domowy chlebek - pachniał przepysznie, miejscowy miód - wypróbowałam, jest genialny oraz dżem z malinojeżyny - jeszcze nie wiemy jak smakuje ale dziś będę go próbowała z herbatą to postaram się Wam dać znać na facebooku jak smakował. Ceny w sklepie uznaję za odpowiednie, nie było tu tak tanio jak w supermarketach ale ceny za miejscowe dobra nie były wygórowane jeżeli pamiętamy o świeżości produktów.



                         Sam wyjazd oceniam bardzo dobrze, miejsce dobrze zorganizowane, pola odpowiednio duże, w ciągu roku możecie tu zbierać najróżniejsze owoce, a do tego zakupić zioła, kwiaty i rośliny do ogrodu, a zimą możecie udać się tutaj po choinkę. Ceny są bardzo przystępne, obsługa przemiła, sklepik i kawiarnia urocze, jedyny minusik za stan toalety, mogłoby w niej być czyściej ale przy całości można przymknąć na to oko. Na ich stronie możecie znaleźć wszystkie szczegóły kiedy jakie produkty są dostępne do zakupu i zbioru. Na samej stronie możecie również założyć kartę klubową i zbierać punkty itp. Zresztą znajdźcie ich stronę i zobaczcie sami jak tam fajnie. Zapraszam Was do oglądania zdjęć i zachęcam do odwiedzenia tego miejsca, my z Niejadkiem będziemy tu częstymi gośćmi. Miłego wieczoru i do przeczytania :)     









                 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz