Przyznam się, że obiecałam sobie, że nie zabiorę głosu w tej dyskusji, ponieważ większość osób wygłaszających swoje zdanie to osoby będące za całkowitym zakazem aborcji lub osoby będące za jej utrzymaniem ale wygłaszające dość nietrzymające się kupy argumenty.
Na prawdę próbowałam nie zabrać głosu ale czytając wpisy osób chcących całkowitego zakazu aborcji w Polsce zaczynało się we mnie gotować. Może nie powinnam zabierać głosu bo wyjechałam mieszkać do Anglii ale przyznam się, że był to jeden z powodów wyboru akurat tego miejsca na nowy dom. Uważam, że całkowity zakaz aborcji w Polsce jest bzdurą i powrotem do na prawdę dawnych czasów. Odbieranie kobietom wyboru, lub dostępu do badań prenatalnych, bądź operacji jeszcze w trakcie ciąży jest poronionym pomysłem. Piszę ten post tylko dlatego bym z czystym sumieniem po zapadnięciu wszystkich decyzji mogła spojrzeć sobie w oczy w lustrzanym odbiciu. Pierwszy mój głos w tej dyskusji zabrałam dawno temu, jeszcze w liceum gdy z koleżanką przedyskutowałyśmy całą lekcję nie dochodząc do żadnych wniosków czy porozumień. Wtedy też uznałam, że nie zabiorę głosu nigdy więcej bo to nie ma sensu, gdy ja próbuję dyskutować z szacunkiem dla rozmówcy a druga strona zaczyna mnie obrażać. Ale jednak dziś coś mnie tknęło. Jutro zaczyna się w Polsce czarnyprotest w którym chcę wziąć udział. Dlaczego? Bo uważam, że każda kobieta powinna mieć wybór w przypadku zagrożenia jej zdrowia lub życia, możliwej ciężkiej choroby dziecka, bądź po gwałcie. Rozumiem, że są osoby które całkiem się z tym nie zgadzają, uważają, że to ciężki grzech i nie powinno być żadnej możliwość dopuszczania do aborcji. Rozumiem takie poglądy, szanuję je ale nie zgodzę się na to by te poglądy odbierały potencjalnie wybór mi, moim koleżankom, moim przyszłym dzieciom, lub kobietom z mojej rodziny. Bo to indywidualna kwestia sumienia, jeżeli Kobieta X podejmie się aborcji to jej sumienie może być splamione, to ona będzie stała przed tym wyborem. Przecież Kobieta X może być nie wierząca, może nie być w stanie psychicznie znieść ciąży z gwałtu i żadna modlitwa jej nie pomoże. Czy jestem wierząca? Tak, co nie znaczy, że nie chciałabym mieć wyboru w trzech opisanych wyżej przypadkach. Czy podjęłabym decyzje o dokonaniu aborcji. Na ten moment mówię nie, ale gdyby spotkała mnie jedna z wyżej wspomnianych sytuacji na pewno przemyślałabym to tysiąc razy zważając na uczucia moje i mojego partnera. Cały czas każda kobieta mieszkająca w Polsce ma wybór, i duża część kobiet nie wybierze aborcji w żadnym ze wspomnianych przypadków, ze względu na sumienie, wiarę, lub wewnętrzne przekonania. Uważam osobiście, że nie można odbierać nikomu wyboru, codziennie gdzieś na świecie kobiety tracą dzieci, chociaż błagają wszystkie siły rządzące we wszechświecie by istota mieszkająca w ciele przetrwała. Codziennie tysiące kobiet dokonuje również aborcji, czy mam tego świadomość, oczywiście, czy dotyka to mojego sumienia - nie. Bo osobiście mnie to nie dotyczy, w codziennym życiu zajmujemy się sobą i naszymi rodzinami i zdrowe jest nie wtykanie nosa w życie innych. W moim przekonaniu tak powinno pozostać. Bo danie wyboru nie oznacza przyzwolenia na cokolwiek, nie niesie to też za sobą konsekwencji, że każda kobieta dokona aborcji. Jestem przeciwnikiem decydowania za innych, bo człowiek to istota myśląca i umie decydować o sobie. Szanuję każdego kto w tej dyskusji zabiera głos, jestem przeciwna obrzucaniem się nawzajem błotem bo nie o to tutaj chodzi. To nie tak, że ktoś jest tu "BE" a ktoś jest tu "AJA". Dyskusja w której rozmówcy obrzucają się błotem do niczego nie prowadzi. Rozumiem poglądy przeciwników i zwolenników ale myślę, że czasem zapominamy o co się kłócimy bo nie kłócimy się o to kto ma rację a o pozostawienie na koniec końców jednostce wyboru z pełną gamą jej konsekwencji. Jeżeli po tym wpisie stracę część czytelników, ba wszystkich to zrozumiem to i przyjmę to na moją klatkę piersiową, Jeżeli ktoś będzie chciał mnie za niego zbesztać to to też zrozumiem. Dziś złamałam jedno ze swoich dawnych postanowień, zabrałam głos w dyskusji, najlepiej jak umiałam, z szacunkiem dla obu stron. Mam nadzieję, że moim wpisem zachęcę Was do przemyślenia tak ważnego tematu, nie mogłam dłużej siedzieć cicho czytając w internecie tą falę nienawiści. Bo napiszę po raz ostatni, nie chodzi tu o to kto ma rację, kto kogo jak zbeszta, chodzi o pozostawienie wyboru jednostce z pełną odpowiedzialnością i konsekwencjami idącymi za podjętą decyzją. Życzę Wszystkim dobrej nocy. Do napisania.
Ps. grafika załączona do postu nie jest moja, znalazłam ją w internecie.