Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobieta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobieta. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 października 2018

BRUUUUM!


                       Witam Was serdecznie po tej długiej nieobecności. Sama nie wiem skąd się wzięła ale nic na nią nie poradzę. Czasem tak mam, że mimo planów na napisanie kilku postów do przodu, nie piszę przez bardzo długi czas. Ostatnio w naszym świecie sporo się dzieję i jakoś tak nie starczało czasu na pisanie. W tym roku czytam dużo więcej niż przez wszystkie ostatnie lata. Dodatkowo rozpoczęłam ostatnio kurs języka angielskiego, któremu obiecałam poświęcić więcej czasu. W końcu nikt mnie nie zmuszał by go rozpocząć, sama za niego płacę więc nie chce go "odbębnić" i byle jak zdać egzamin końcowy. Dodatkowo nadeszła jesień a wraz z nią wcześniej robi się ciemno i jest generalnie dużo chłodniej przez co nic mi się nie chce. Wszytko to spowodowało, że wraz z Niejadkiem ponownie zaczęliśmy szukać dla mnie samochodu. Tak bym w tym roku już nie jeździła na rowerze w deszczu i nie marzła a dodatkowo nie wykończyła się dojazdami na zajęcia z angielskiego. Tak jak to zawsze gdy ja szukałam samochodu to nic nigdzie nie było, ale gdy tylko Niejadek odpalił jedną stronę to od razu znalazł moją Hope (bo takie autko dostało imię) rezerwując ją po kolejnych 15 minutach. 
I tak oto od trzech tygodni jestem szczęśliwym posiadaczem swoich własnych uroczych czterech kółek. Przyznam się Wam, że początki były stresujące, nie lubię gdy ktoś mnie poprawia a tutaj jakby się nie dało inaczej. Bo nie da się pamiętać jak dobrze prowadzić po 4 latach nie prowadzenia wcale. W wyniku czego Niejadek musiał rozpocząć nierówną walkę z moją pamięcią i to po nowej właściwej stronie drogi. Ja jak to ja jak zawsze przez pierwsze dwie godziny ziałam ogniem niczym rasowa smoczyca, która przecież wie co robi, by po kolejnych dwóch stać się ponownie małym kotkiem który mruczy jak się go zacznie chwalić. 
Tak oto po trzech dniach krótkich przejażdżek z domu do pracy i z pracy do domu rozpoczęłam swoją pierwszą w pełni samodzielną jazdę moim własnym autkiem do pracy. Mimo początkowego stresu okazało się, że na prawdę lubię prowadzić po angielskiej stronie a
moja Hope jest cudowna. Mimo, że czasem przyspiesza wolniej niż bym chciała to w zupełności spełnia moje wszelkie zapotrzebowania. Teraz już spokojnie wstaje rano, nie stresując się jak jest zimno oraz czy pada, tak samo w pracy bez strachu spoglądam na przerwie przez szybę na moją deszczową okolicę. Nadal mam wiele do pokonania w szczególności parkowanie, które na zatłoczonych parkingach sprawia mi najwięcej trudności ale to tylko kwestia czasu jak i parkowanie będzie bezstresowe. Podsumowując bardzo się cieszę, że Niejadek znalazł to autko a ja stałam się jeszcze bardziej niezależna i otworzyły się przede mną nowe możliwości, które przy jeździe rowerem były nieosiągalne.
Życzę Wam miłego wieczoru i do przeczytania! 

sobota, 2 września 2017

NO TO ZAGRAJMY W GOLFA



                      Przyznam się Wam na wstępie, że grę w golfa uważałam za nudną. Był to dla mnie jeden z tych sportów w którym w mojej opinii odbija się nudnie piłeczkę bez żadnego och i ach, jedyne co mogłoby zachęcić mnie do golfa to wpuszczenie mnie na pole z aparatem. Może wtedy biorąc pod uwagę otaczającą zieleń i krajobrazy wydałoby mi się to interesujące. Od dłuższego czasu sprzeczałam się z Niejadkiem w żartach, że owszem pojadę z nim poćwiczyć uderzenia ale będę tylko patrzeć i zapewne się zanudzę. No i pojechałam wypożyczyłam nawet dla siebie kij damski i po krótkim przypatrywaniu się Niejadkowi, uznałam, że wiem już wszystko co jest mi potrzebne by wykonać swoje pierwsze idealne uderzenie. I słowo idealne ma tu dość duże znaczenie, kto mnie zna wie że nie lubię próbować nowych rzeczy, w których nie będę dobra, nie lubię się ośmieszać, że coś mi nie wychodzi. Mam z tym dość duży problem ale że na miejscu nie było zbyt wielu ludzi, wszyscy uderzali prawo-ręcznie więc nie było szansy by ośmieszyć się na oczach pozostałych uczestników. No może tylko przed Niejadkiem ale sam dobrze on wie, że gromki śmiech z mojej porażki może poskutkować groźbą braku obiadu (nie ważne, że nie spełnioną bo jak porządna narzeczona zostawiłaby ukochanego bez posiłku). No i staję w końcu na wyznaczonym polu, naprężam się, wyginam jak ten węgorz, gotowa do skoku niczym Małysz na belce startowej, jednym słowem jestem spięta, zwarta i gotowa. Wyginam śmiało swe ciało i wtem słyszę, że źle, źle, źle. Że niby mam wykręcać kolana, pamiętając by były przy tym zgięte, plecy prostować a kijem to nie drapać się po dupce tylko zakręcić za głową jakoś bardziej z gracją. Gotując się w środku myślę, ja Ci jeszcze pokażę... próbuję raz drugi, trzeci ale zawsze moje ciało jakoś się dziwnie wykręca, ręce tańczą swoje cza-cza a nie pięknego walca jak to w golfie etykieta nakazuje. 
Jednym słowem impas głowa wie (tak jej się wmówiło) co ma robić a ciało ni w dziób nie chce tego wykonać i wtem jak ten grom z nieba, jak to jabłko z drzewa w głowę newtona, wpadliśmy z Niejadkiem na niegłupi pomysł. Mimo, że kij dostałam dla praworęcznych, dla leworęcznych nawet nie było. To spróbowałam zrobić zamach jak leworęczna i bach udało się. Tzn. ja nie oceniam, to Niejadek stwierdził, że w końcu, że za pierwszym razem ciało zgrało się z kijem i wykręciło tak jak powinno. Moja oburęczność zaskoczyła nas ponownie jak widać w golfa to ja jestem leworęczna i już... 
Kończąc to rozwodzenie się o moich początkach z golfem już wypatrujemy kupić mi pierwszy jeden tani kij dla leworęcznych kobiet, zapewne z elementami różu tak dla podkreślenia, że to mój. Pojedziemy ponownie razem poćwiczyć i zobaczyć jak mi będzie szło uderzanie dostosowanym do moich potrzeb kijem. Bo przyznać muszę niechętnie, że spodobał mi się golf. No dobra jego podstawy bo z golfem dzisiejsza przygoda nie miała nic wspólnego. Ale spodobało mi się, nawet ten rytmiczny hałas uderzania piłeczek, otaczająca przyroda, króliki biegające w oddali pola, samo ćwiczenie uderzeń no i fakt, że możemy to robić razem z Niejadkiem, dzięki czemu mamy szansę oboje bywać częściej na łonie natury. 

Życzę Wam miłego wieczoru i do przeczytania! 

piątek, 10 lutego 2017

"30 RZECZY DO ZROBIENIA PRZED 30" CZYLI URODZINOWE PRZEMYŚLENIA


        Jakiś czas mnie nie było ale już jestem z nowym wpisem i kolejnymi pomysłami na wpisy więc mam nadzieję, że będziemy w regularnej interakcji. Kilka dni temu miałam urodziny pomysł na ten wpis narodził się już kilka miesięcy temu ale jakoś brakowało czasu na jego realizację. Dodatkowo urodziny spędziłam w Polsce co wpłynęło znacząco na ciszę na blogu. Jednakże już wróciliśmy z Niejadkiem do domu, (nadal jesteśmy zmęczeni bo urlop w Polce urlopem nie jest ale o tym w jednym z kolejnych wpisów) więc mam teraz więcej czasu na pisanie. 
        Urodziny to ważny dzień w życiu każdego z nas, niezależnie czy lubimy je obchodzić z znajomymi czy tylko z najbliższymi. Niektóre z urodzin wydają się bardziej znaczące niż inne i tak też narodził się pomysł na ten wpis. Chcąc nie chcą zbliżam się do trzydziestki. Jeszcze kilka lat temu ta myśl mnie przerażała bo czułam, że ucieka mi młodość, czas na beztroskie popełnianie błędów i upijanie się z koleżankami.Teraz podchodzę do trzydziestki całkowicie spokojnie nawet się na nią cieszę. Może to dlatego że od osiemnastki minęło prawie dziesięć lat? Sama nie wiem. W ostatnim roku bardziej doceniam "teraz" nie planując aż tak tego "później" bo zbyt dobrze wiem co świat robi z naszymi planami, zazwyczaj śmieje się nam w twarz, bo sam zaplanował nam zupełnie coś innego. 
To nie tak, że nic nie planuje, bo owszem planuję ale trochę w inny sposób, staram wyznaczać się sobie cele do których sama bądź z Niejadkiem pragnę dążyć. I tym też jest ta lista na najbliższe 3 lata. Czy uzbieram 30 pozycji dzisiejszego wieczoru. Szczerzę wątpię, myślę, że dobrze jest zostawić puste miejsca, tak by wypełnić je w trakcie tych trzech lat. Jeżeli nie uda mi się wypełnić wszystkich celów to nic się nie stanie. Myślę jednak, że dobrze wyznaczać sobie cele tak by nie zastać się za długo w jednym miejscu. Jesteście gotowi na moją listę? Jeżeli tak to zapraszam poniżej.


  1. Rozwinąć swój angielski
  2. Pisać wpisy dla was w dwóch językach (po polsku i angielsku)
  3. Pisać na blogu bardziej regularnie (na początek jeden wpis w tygodniu)
  4. Nauczyć się trzeciego języka (najprawdopodobniej niemiecki w końcu uczyłam się go wiele lat)
  5. Czytać więcej książek 
  6. Bardziej rozwinąć się w jodze (i nie chodzi tu by być bardziej rozciągniętą niż znajomi, chodzi mi bardziej o to błogie uczucie szczęścia w trakcie każdych zajęć)
  7. Nauczyć się medytować
  8. Bardziej dbać o swoje zdrowie
  9. Nauczyć się lepiej gotować (wiem Niejadku, że dobrze gotuje, ale dobrze się rozwijać i uczyć nowych rzeczy)
  10. Zwiedzać świat ten bliski i daleki z Niejadkiem (przyznam się wam, że podróżowanie z drugą osobą nigdy nie było tak przyjemne jak jest z Niejadkiem)
  11. Nauczyć się jeździć samochodem w UK (w Polsce jakoś to szło, tutaj cóż jeszcze długa droga do celu)
  12. Rozwijać się w pracy, co nie jest łatwe zważając na moją niecierpliwość
  13. Wyprowadzić się na swoje (bo bardzo dobrze mieszka się z współlokatorami ale cudownie byłoby mieć swój dom, swoje stałe miejsce)
  14. Zostać mamą
  15. Zostać żoną Niejadka
  16. Pogodzić się ze swoimi wadami i błędami (tutaj jestem na dobrej drodze ale jak na wszystko trzeba długo pracować, to na akceptację samej siebie myślę, że poświęcę jeszcze dużo czasu)
  17. Nauczyć się doprowadzać sprawy do końca (należę do osób mających dużo pomysłów, wiele z nich zaczynam realizować, niestety większość z nich nigdy nie doczekało się dokończenia)
  18. Dbać o swoją małą dwuosobową rodzinę jeszcze bardziej (i to nie tak, że reszta rodziny jest mniej ważna, dbam o nich równie mocno, chodzi tu głównie o pamięć o tym co jest w życiu ważne)
  19. ...
             Tak jak myślałam na ten moment nie jestem w stanie ukończyć tej listy a z biegiem czasu będę ten wpis aktualizowała o kolejne pozycje, tak by po trzydziestce móc usiąść przeczytać ten wpis i zastanowić się co z tej listy udało mi się zrealizować. Co było zbędne, a o czym zapomniałam. Jestem ciekawa czy wy macie swoje listy do wykonania przed jakimś terminem (i nie myślę tutaj o listach w pracy). Będzie mi bardzo miło jeżeli podzielicie się nimi ze mną w komentarzach.

Życzę Wam miłego wieczoru i do przeczytania!

niedziela, 18 grudnia 2016

I PO CO BYŁY MI TE STUDIA "2"



                        Przyznam, że ostatni wpis nie krzyczał radością ale był to swoisty protest młodej kobiety która stoi przed dość trudnym wyborem: inwestować w wiedzę czyli karierę czy w najbliższych i planowanie rodziny. Sam wpis moim zdaniem posiadał nutkę humorystyczną ale możliwe, że jedynie ja ją zauważyłam bo pisałam o sobie. 
                        W zasadzie to nie żałuję pójścia na studia, nauczyły mnie one bardzo dużo, nie tylko z zakresu ekonomii ale również o samej sobie. Przede wszystkim walki o rzeczy i osoby na których mi zależy. I jest to dość ważna umiejętność gdy na Twoim roku studiuje mnóstwo osób. Dzięki studiom posiadłam wiedzę z zakresu psychologi dzięki czemu łatwiej mi postępować z ludźmi, nie mówiąc już o wiedzy ekonomicznej dzięki, której łatwiej poruszać się w codziennym świecie. Poprzedni wpis nie zakładał również, że da się pogodzić rodzinę oraz rozwój zawodowy. Po dłuższym przemyśleniu tematu wydaję mi się, że jest to możliwe. Zakładam, że nie będzie tak idealnie by jednocześnie być osobą zarządzającą innymi a dodatkowo spełnioną mamą dwulatka. Liczę jednak, że uda mi się znaleźć sposób by po powrocie do pracy nadal się rozwijać, być wartościowym pracownikiem a nie mamą na pół etatu. 
                       Duże znaczenie ma tu nastawienie. Jeżeli z góry założy się przegraną to nie warto startować w wyścigu. A biorąc pod uwagę fakt, że planujemy z Niejadkiem powiększenie naszej radosnej dwuosobowej gromadki o jeszcze dwa m&m-sy to dobrze nastawić się pozytywnie na najbliższe lata. Zacząć muszę od siebie, bo Niejadek ma dużo pozytywniejsze nastawienie niż ja. Możliwe, że wynika to z faktu iż jego rozwój zawodowy jest mniej zagrożony. 
                      Naszą wspólną zmianę nastawienia zaczynamy od teraz dzięki czemu, gdy postanowimy starać się o potomstwo będzie nam dużo łatwiej a dodatkowo nie warto niczego odkładać na później. Zaczęliśmy od ustalenia faktu, iż nie chcemy być niedzielnymi rodzicami, czyli nie robimy kariery kosztem rodziny - i nie piszę tu tylko o dzieciach ale również o naszej dwójce. Po drugie będziemy siebie wspierać i po równo wypełniać obowiązki domowo - rodzinne, czyli w zasadzie nic się nie zmieni w tej kwestii bo już teraz całkiem dobrze sobie z tym radzimy. Umówiliśmy się również, że zarówno przed, w trakcie jak i po samej ciąży Niejadek będzie mi pomagał rozwijać moje pasje oraz podnosić lub utrzymywać na bieżąco umiejętności potrzebne do pracy dzięki czemu po powrocie z macierzyńskiego nie wypadnę z obiegu.I najważniejsze w tym zestawieniu, wiem, że Niejadek będzie świetnym tatą, ma ogromne poczucie humoru, nieskończone pokłady troski i opiekuńczości dla najbliższych, ogromne kochające serce a do tego potrafi być stanowczy, można na nim polegać w trudnych momentach a także zna się na sprawach domowo - budowlano - elektronicznych wyśmienicie co daje już teraz dla mnie zestawienie idealnego przyszłego męża i jestem pewna, że te wszystkie cechy stworzą z niego idealnego tatę i wzór do naśladowania. 
                      Mam nadzieję, że wszystkich zaniepokojonych poprzednim wpisem uspokoiłam troszeczkę tymczasem miłego wieczoru i do przeczytania  

wtorek, 20 września 2016

ABORCJA




                        Przyznam się, że obiecałam sobie, że nie zabiorę głosu w tej dyskusji, ponieważ większość osób wygłaszających swoje zdanie to osoby będące za całkowitym zakazem aborcji lub osoby będące za jej utrzymaniem ale wygłaszające dość nietrzymające się kupy argumenty. 
                      Na prawdę próbowałam nie zabrać głosu ale czytając wpisy osób chcących całkowitego zakazu aborcji w Polsce zaczynało się we mnie gotować. Może nie powinnam zabierać głosu bo wyjechałam mieszkać do Anglii ale przyznam się, że był to jeden z powodów wyboru akurat tego miejsca na nowy dom. Uważam, że całkowity zakaz aborcji w Polsce jest bzdurą i powrotem do na prawdę dawnych czasów. Odbieranie kobietom wyboru, lub dostępu do badań prenatalnych, bądź operacji jeszcze w trakcie ciąży jest poronionym pomysłem. Piszę ten post tylko dlatego bym z czystym sumieniem po zapadnięciu wszystkich decyzji mogła spojrzeć sobie w oczy w lustrzanym odbiciu. Pierwszy mój głos w tej dyskusji zabrałam dawno temu, jeszcze w liceum gdy z koleżanką przedyskutowałyśmy całą lekcję nie dochodząc do żadnych wniosków czy porozumień. Wtedy też uznałam, że nie zabiorę głosu nigdy więcej bo to nie ma sensu, gdy ja próbuję dyskutować z szacunkiem dla rozmówcy a druga strona zaczyna mnie obrażać. Ale jednak dziś coś mnie tknęło. Jutro zaczyna się w Polsce czarnyprotest w którym chcę wziąć udział. Dlaczego? Bo uważam, że każda kobieta powinna mieć wybór w przypadku zagrożenia jej zdrowia lub życia, możliwej ciężkiej choroby dziecka, bądź po gwałcie. Rozumiem, że są osoby które całkiem się z tym nie zgadzają, uważają, że to ciężki grzech i nie powinno być żadnej możliwość dopuszczania do aborcji. Rozumiem takie poglądy, szanuję je ale nie zgodzę się na to by te poglądy odbierały potencjalnie wybór mi, moim koleżankom, moim przyszłym dzieciom, lub kobietom z mojej rodziny. Bo to indywidualna kwestia sumienia, jeżeli Kobieta X podejmie się aborcji to jej sumienie może być splamione, to ona będzie stała przed tym wyborem. Przecież Kobieta X może być nie wierząca, może nie być w stanie psychicznie znieść ciąży z gwałtu i żadna modlitwa jej nie pomoże. Czy jestem wierząca? Tak, co nie znaczy, że nie chciałabym mieć wyboru w trzech opisanych wyżej przypadkach. Czy podjęłabym decyzje o dokonaniu aborcji. Na ten moment mówię nie, ale gdyby spotkała mnie jedna z wyżej wspomnianych sytuacji na pewno przemyślałabym to tysiąc razy zważając na uczucia moje i mojego partnera. Cały czas każda kobieta mieszkająca w Polsce ma wybór, i duża część kobiet nie wybierze aborcji w żadnym ze wspomnianych przypadków, ze względu na sumienie, wiarę, lub wewnętrzne przekonania. Uważam osobiście, że nie można odbierać nikomu wyboru, codziennie gdzieś na świecie kobiety tracą dzieci, chociaż błagają wszystkie siły rządzące we wszechświecie by istota mieszkająca w ciele przetrwała. Codziennie tysiące kobiet dokonuje również aborcji, czy mam tego świadomość, oczywiście, czy dotyka to mojego sumienia - nie. Bo osobiście mnie to nie dotyczy, w codziennym życiu zajmujemy się sobą i naszymi rodzinami i zdrowe jest nie wtykanie nosa w życie innych. W moim przekonaniu tak powinno pozostać. Bo danie wyboru nie oznacza przyzwolenia na cokolwiek, nie niesie to też za sobą konsekwencji, że każda kobieta dokona aborcji. Jestem przeciwnikiem decydowania za innych, bo człowiek to istota myśląca i umie decydować o sobie. Szanuję każdego kto w tej dyskusji zabiera głos, jestem przeciwna obrzucaniem się nawzajem błotem bo nie o to tutaj chodzi. To nie tak, że ktoś jest tu "BE" a ktoś jest tu "AJA". Dyskusja w której rozmówcy obrzucają się błotem do niczego nie prowadzi. Rozumiem poglądy przeciwników i zwolenników ale myślę, że czasem zapominamy o co się kłócimy bo nie kłócimy się o to kto ma rację a o pozostawienie na koniec końców jednostce wyboru z pełną gamą jej konsekwencji. Jeżeli po tym wpisie stracę część czytelników, ba wszystkich to zrozumiem to i przyjmę to na moją klatkę piersiową, Jeżeli ktoś będzie chciał mnie za niego zbesztać to to też zrozumiem. Dziś złamałam jedno ze swoich dawnych postanowień, zabrałam głos w dyskusji, najlepiej jak umiałam, z szacunkiem dla obu stron. Mam nadzieję, że moim wpisem zachęcę Was do przemyślenia tak ważnego tematu, nie mogłam dłużej siedzieć cicho czytając w internecie tą falę nienawiści. Bo napiszę po raz ostatni, nie chodzi tu o to kto ma rację, kto kogo jak zbeszta, chodzi o pozostawienie wyboru jednostce z pełną odpowiedzialnością i konsekwencjami idącymi za podjętą decyzją. Życzę Wszystkim dobrej nocy. Do napisania. 

Ps. grafika załączona do postu nie jest moja, znalazłam ją w internecie.