Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 lipca 2018

SAMOCHODEM DO POLSKI CZ.2



                Tak więc szczęśliwie przespaliśmy noc, by wstać po 8:00 i ruszyć dalej w drogę. Przy wymeldowaniu nasz poziom niemieckiego uważam za prawie doskonały. Udało nam się dowiedzieć, że mama naszej gospodyni była z Poznania i jak myślicie jaka myśl naszła mnie od razu (pomijając kilka słów których dama nie wymawia), nosz kobieto kochana czemuś ty od mamy się po polsku nie uczyła tak byśmy sobie tu pogadały a tak co a tak nic. Oddaliśmy klucze, zapakowaliśmy się do samochodu i w drogę. Nie żeby jakąś daleką, raczej w stylu nawigacjo kochana na pierwszego maka poprosimy na śniadanko w stylu tosty z serem i szynką a do tego kawa, duża, mocna, czarna, taka że na sam zapach ciarki przechodzą z zachwytu. Po jakże zdrowym śniadaniu udaliśmy się na stację by dowiedzieć się że nasze trzy karty płatnicze to NEIN... nosz są bee, opętał je szatan i płacić nimi nie można ale za rogiem to można wypłacić w centrum handlowym.  Jednak gdybyśmy posiadali  kartę płatniczą IKEA FAMILY tosz nie ma problemu płacić można... I miało dziś nie być nic już o Niemczech ale no nie da się, ten etap podróży wywarł na nas takie wspomnienia, że muszę to z siebie zrzucić, bo co się przeczyta to się już nie odprzeczyta :-) Tak więc podsumowując etap do Polski pamiętajcie czytelnicy nocleg w Niemczech ustalamy przez wyjazdem. Po przebojach z podróży dość zmęczeni dotarliśmy do hotelu, który był w naprawdę dobrym standardzie, posiadał swoje spa, oraz dostępne dla gości sauny oraz jacuzzi. Jeżeli mogę doradzić Wam jak zaoszczędzić to polecam wyjazdy poza sezonem. Za pięciodniowy pobyt ze śniadaniem i obiadokolacją dostępem do rowerów oraz części spa zapłaciliśmy niecałe 700 złotych. A muszę przyznać że posiłki mieli bardzo smaczne i zróżnicowane. Obsługa bardzo miła i pomocna.Okolica cicha i spokojna, całkiem blisko do centrum i dobre podejście na trasy w góry. Czego chcieć więcej no tego spa bo jak względne mieszczuchy przyjadą raz na kilka lat w góry to po wejściu na Śnieżkę potrzebują masażu. No dobra Niejadek nie potrzebował maziania ale ja za to tak mój wewnętrzny kot pragnął masażu który rozluźni jego zmęczone gnatki i doda świeżości. Dlatego też mogę całej kobiecej części czytelniczek polecić masaże w tym obiekcie. Masaż świecą był obłędny.


      Na pobyt w Karpaczu zaplanowaliśmy sobie głównie zdobycie Śnieżki, której nie udało nam się zdobyć w 2015 roku. Poza tym zdobyliśmy znacznie mniejszy szczyt w samym Karpaczu, który potraktowaliśmy jako rozgrzewkę przed Śnieżką. Do tego zwiedziliśmy Zamek Książ, Zamek Czocha, oraz Podziemne Miasto Osówka, planowaną największą bazę Hitlera w Polsce. Dla przyjemności zajadaliśmy się oscypkiem z żurawiną oraz odwiedzaliśmy pizzerię poznaną przy ostatnim wyjeździe. Pizze podają tam na obłędnie cienkim kruchym cieście. Smak sosu pomidorowego idealnie zgrywa się z dodatkami, których jest na prawdę dużo na każdym kawałku. Jednym słowem niebo na talerzu. 




                        Sama Śnieżka okazała się dla nas nie małym wyzwaniem. Już na samym początku okazało się, że jedyny pieszy szlak jest nadal zamknięty ze względu na lawiny śnieżne. Na szczęście śniegu w górach już praktycznie nie było dlatego też razem z parą z Niemiec i jednym polakiem postanowiliśmy zdobyć ten szczyt. Przeszkody oraz trudy jakie napotkaliśmy na trasie były tego warte: przepiękne widoki, wszechobecna cisza, przerywana jedynie śpiewem ptaków. Samo wejście na Śnieżkę pamiętałam jeszcze przez kilka dni a dokładnie pamiętały moje mięśnie, które dawały się we znaki przy każdym małym kroczku. Ale raz jeszcze było warto, bo zdobyliśmy ją razem, okazując sobie wsparcie na trasie, spełniliśmy kolejne wspólne marzenie i udowodniliśmy sobie, że nie ma rzeczy niemożliwych jeżeli się tylko człowiek postara.  Jeżeli chodzi o zdobywane zamki to szczerze polecam wszystkim Zamek Czocha. Przepiękne miejsce, super przewodnik, odpowiadający na każde pytanie Niejadka, który kocha Zamki więc pytań zawsze ma mnóstwo. Zamek sam w sobie cudowny, nie jest ogromny ale pozwala nacieszyć się swoimi eksponatami oraz zakamarkami. Cenowo wychodził bardzo korzystnie szczególnie jeśli porówna się go z Zamkiem Książ którego nikomu nie polecam.



             Zamek Książ liczy sobie drakońskie kwoty za wstęp. By już na samym początku okazało się, że za toalety trzeba przy zamku osobno płacić nawet jeżeli sam bilet od osoby kosztował 40 zł. Już przy pierwszych krokach okazuje się że idziemy praktycznie przez puste pomieszczenia. W ponad połowie sal nie ma eksponatów bo były rozkradzione w czasie wojny, to samo z biblioteką. Przewodnik mimo, że bardzo miła to historię zamku opowiadała tylko z punktu widzenia rodziny go zamieszkującej. Całkowicie pomijając wątki wojenne. Samą wisienką na torcie był ochroniarz w sali z obrazami. Który doskoczył do nas z pretensjami i na nic nie zdały się tłumaczenia że nikt na starcie wycieczki nie informował o tym jak można trzymać własny plecak. Także dzięki ochroniarzowi który dziecka by nie okiełznał przez swój ogromny brzuch wyszliśmy z zamku wkurzeni prosto do biura zażaleń. Po jakże cudownym dniu na Zamku Książ uznaliśmy, że nasza noga więcej tam nie postanie i raczej nie będzie to polecane przez nas miejsce w Polsce.


                      Ostatnim miejscem które odwiedziliśmy było Podziemne Miasto Osówka. Które miało zostać największą bazą Hitlera w Polsce. Niejadek naciągnął mnie na trasę ekstremalną, którą gorąco wszystkim polecam. Jednak wybierając tą trasę warto mieć ze sobą chociaż małą latarkę która oświetli drogę w ciemności skał oraz wody którą będziecie przekraczać. Przewodnicy posiadali ogromną wiedzę, na temat wykopalisk prowadzonych w tym miejscu jak i o samej wojnie. Mimo, że samo miejsce wprawiało nas w pewien rodzaj zachwytu jak tak ogromne miejsce można wykuć w skale to po uświadomieniu sobie ile osób utraciło swoje życie w trakcie wykopalisk, ogarnęło nas przygnębienie. Mimo wszytko warto odwiedzić to miejsce jak i również pozostałe kompleksy znajdujące w okolicy dzięki czemu można lepiej poznać trudną ale fascynującą historię Polski.





                    Pozostały czas w Karpaczu spędzaliśmy na spacerach po mieście, zajadaniu się lokalnymi przysmakami praz korzystaniu z hotelowego spa. Drugą część wyjazdu spędziliśmy w rodzinnym Poznaniu na spotkaniach rodzinnych. Cały wyjazdu uznajemy jednogłośnie za udany, mimo że sama podróż samochodem była dość męcząca. Sam Karpacz oraz jego atrakcje polecamy wszystkim, jesteśmy przekonani, że każdy odnajdzie tutaj coś dla siebie.


piątek, 26 stycznia 2018

URLOPOWO



           To dopiero trzy dni a mam wrażenie, że minęła wieczność od powrotu z krótkiego wypadu do Polski. Sam wyjazd trwał tylko cztery dni ale jak zawsze to u nas bywa naładowany był spotkaniami. Tym razem szczególnie, ponieważ na nasz wyjazd wypadał dzień babci i dziadka, rocznica ślubu moich rodziców, urodziny taty oraz imieniny mamy. Dzięki czemu nie chodziliśmy głodni bo wszędzie czekało na nas pyszne jedzenie. Razem z nami przyjechały również wykonane przeze mnie prezenty, jeżeli jesteście ciekawi co to było zapraszam do galerii pod wpisem.

            Mimo, że to tylko cztery dni udało nam się wyskoczyć do baraboo na przepyszny makaron. Do teraz na samą myśl robię się głodna. Niejadek poszedł bardziej w mięso ale kto go będzie winił za brak miłości do makaronów. Sam lokal przy malcie mogę gorąco polecić. Zaraz po przestąpieniu progu zalewa nas taniec świateł, ceglanych ścian, nęcących zapachów po prostu magia połączona z dobrym smakiem podawanych dań. Mimo że na antresoli jest odrobinę za gorąco to klimatem nadrabia ona tysiąckrotnie. Cenowo lokal wypada świetnie, dostępnymi smakami tym bardziej. Moim nieskromnym zdaniem idealne miejsce na randkę lub wypad z dziewczynami. Jeżeli mi czas pozwoli to będzie to odwiedzane przez nas ponownie miejsce. 

          Jak wypad do domu to obowiązkowo musiał pojawić się burger z pastwiska. Mimo że ceny dostawy do domu poszybowały tak wysoko, że nie opłaca się już zamawiać z dostawą. To i tak znalazłam sposób jak zjeść tak wytęsknionego burgera. Zaciągnęłam Niejadka na spacer prozdrowotny w celu zakupienia porządnego kawałka mięsa, w świeżej bułce, okraszonego sałatą, ostrą papryką oraz smakowitymi sosami. Nie ma niczego na co mam taką ochotę odwiedzając Poznań jak ten burger, nic na to nie poradzę cóż zrobić, miłość do smaków to miłość. A zjeść dobrze trzeba by było za czym tęsknić po powrocie do domu. Przyznam się Wam swoją drogą pisząc ten fragment zrobiłam się tak głodna, że czas na przerwę, czas na jakieś dobre papu. Dlatego też uprzedzam jeżeli reszta wpisu będzie nie składna to wybaczcie ale idę coś zjeść i powrócę niebawem...

         Z pełnym brzuszkiem nie tylko mężczyzna jest szczęśliwszy, kobieta również. Także wracając do wpisu. Wyjazd do domu wiąże się zazwyczaj z zakupami. Tak też było tym razem. Podróż tą zaliczyć można pod znakiem książek i popularyzacji czytelnictwa. Już przed wyjazdem zamówiłam sześć książek i tylko dzięki Niejadkowi nasza rodzinka nie musiała dźwigać ich więcej bo początkowo zamówić chciałam ich dziewiętnaście do pobliskiego kiosku ale jednak trochę taką paczuszkę giganta trzeba by potachać. W związku z czym postanowiłam domówić resztę za kilka tygodni. Jednak koniec końców na tych dziewięciu książkach się nie skończyło. Los chciał byśmy z Niejadkiem odkryli iż księgarnia Matras upada i ma wyprzedaż na wszystko do 90%. Mimo, iż samej księgarni mi żal bo bardzo ją lubiłam, obsługa zawsze była pomocna i oczytana to obok takiej obniżki nie dało się przejść obojętnie. W związku z czym za oszałamiającą kwotę 18 złotych dokupiliśmy kolejne siedem książek. Poza książkami zakupiłam kilka ciuszków na wyprzedażach które wytrawnym okiem szpiega będziecie mieli okazję zobaczyć tu na blogu ale również na moim instagramie. 

         Wyjazd w rodzinne strony to także dla nas spacery z moim psem, odwiedzanie przyjaciół, niekończące się spotkania z ukochaną i szaloną rodzinką, zanoszenie rzeczy wszelkiej maści do piwnic oraz naprawianie wszystkiego co wymaga naprawy z czego ostatnie dwa akapity zazwyczaj czekają na nieustraszonego ciężkiej pracy Niejadka. Jak każdy wyjazd tak i ten w końcu dobiegł końca kolejny już nie długo a póki co powróciliśmy do życiowych realiów, praca, dom, praca oraz inne rzeczy. Poniżej zapraszam Was na krótką fotorelację życzę jednocześnie miłego wieczoru i do przeczytania.










wtorek, 20 września 2016

ABORCJA




                        Przyznam się, że obiecałam sobie, że nie zabiorę głosu w tej dyskusji, ponieważ większość osób wygłaszających swoje zdanie to osoby będące za całkowitym zakazem aborcji lub osoby będące za jej utrzymaniem ale wygłaszające dość nietrzymające się kupy argumenty. 
                      Na prawdę próbowałam nie zabrać głosu ale czytając wpisy osób chcących całkowitego zakazu aborcji w Polsce zaczynało się we mnie gotować. Może nie powinnam zabierać głosu bo wyjechałam mieszkać do Anglii ale przyznam się, że był to jeden z powodów wyboru akurat tego miejsca na nowy dom. Uważam, że całkowity zakaz aborcji w Polsce jest bzdurą i powrotem do na prawdę dawnych czasów. Odbieranie kobietom wyboru, lub dostępu do badań prenatalnych, bądź operacji jeszcze w trakcie ciąży jest poronionym pomysłem. Piszę ten post tylko dlatego bym z czystym sumieniem po zapadnięciu wszystkich decyzji mogła spojrzeć sobie w oczy w lustrzanym odbiciu. Pierwszy mój głos w tej dyskusji zabrałam dawno temu, jeszcze w liceum gdy z koleżanką przedyskutowałyśmy całą lekcję nie dochodząc do żadnych wniosków czy porozumień. Wtedy też uznałam, że nie zabiorę głosu nigdy więcej bo to nie ma sensu, gdy ja próbuję dyskutować z szacunkiem dla rozmówcy a druga strona zaczyna mnie obrażać. Ale jednak dziś coś mnie tknęło. Jutro zaczyna się w Polsce czarnyprotest w którym chcę wziąć udział. Dlaczego? Bo uważam, że każda kobieta powinna mieć wybór w przypadku zagrożenia jej zdrowia lub życia, możliwej ciężkiej choroby dziecka, bądź po gwałcie. Rozumiem, że są osoby które całkiem się z tym nie zgadzają, uważają, że to ciężki grzech i nie powinno być żadnej możliwość dopuszczania do aborcji. Rozumiem takie poglądy, szanuję je ale nie zgodzę się na to by te poglądy odbierały potencjalnie wybór mi, moim koleżankom, moim przyszłym dzieciom, lub kobietom z mojej rodziny. Bo to indywidualna kwestia sumienia, jeżeli Kobieta X podejmie się aborcji to jej sumienie może być splamione, to ona będzie stała przed tym wyborem. Przecież Kobieta X może być nie wierząca, może nie być w stanie psychicznie znieść ciąży z gwałtu i żadna modlitwa jej nie pomoże. Czy jestem wierząca? Tak, co nie znaczy, że nie chciałabym mieć wyboru w trzech opisanych wyżej przypadkach. Czy podjęłabym decyzje o dokonaniu aborcji. Na ten moment mówię nie, ale gdyby spotkała mnie jedna z wyżej wspomnianych sytuacji na pewno przemyślałabym to tysiąc razy zważając na uczucia moje i mojego partnera. Cały czas każda kobieta mieszkająca w Polsce ma wybór, i duża część kobiet nie wybierze aborcji w żadnym ze wspomnianych przypadków, ze względu na sumienie, wiarę, lub wewnętrzne przekonania. Uważam osobiście, że nie można odbierać nikomu wyboru, codziennie gdzieś na świecie kobiety tracą dzieci, chociaż błagają wszystkie siły rządzące we wszechświecie by istota mieszkająca w ciele przetrwała. Codziennie tysiące kobiet dokonuje również aborcji, czy mam tego świadomość, oczywiście, czy dotyka to mojego sumienia - nie. Bo osobiście mnie to nie dotyczy, w codziennym życiu zajmujemy się sobą i naszymi rodzinami i zdrowe jest nie wtykanie nosa w życie innych. W moim przekonaniu tak powinno pozostać. Bo danie wyboru nie oznacza przyzwolenia na cokolwiek, nie niesie to też za sobą konsekwencji, że każda kobieta dokona aborcji. Jestem przeciwnikiem decydowania za innych, bo człowiek to istota myśląca i umie decydować o sobie. Szanuję każdego kto w tej dyskusji zabiera głos, jestem przeciwna obrzucaniem się nawzajem błotem bo nie o to tutaj chodzi. To nie tak, że ktoś jest tu "BE" a ktoś jest tu "AJA". Dyskusja w której rozmówcy obrzucają się błotem do niczego nie prowadzi. Rozumiem poglądy przeciwników i zwolenników ale myślę, że czasem zapominamy o co się kłócimy bo nie kłócimy się o to kto ma rację a o pozostawienie na koniec końców jednostce wyboru z pełną gamą jej konsekwencji. Jeżeli po tym wpisie stracę część czytelników, ba wszystkich to zrozumiem to i przyjmę to na moją klatkę piersiową, Jeżeli ktoś będzie chciał mnie za niego zbesztać to to też zrozumiem. Dziś złamałam jedno ze swoich dawnych postanowień, zabrałam głos w dyskusji, najlepiej jak umiałam, z szacunkiem dla obu stron. Mam nadzieję, że moim wpisem zachęcę Was do przemyślenia tak ważnego tematu, nie mogłam dłużej siedzieć cicho czytając w internecie tą falę nienawiści. Bo napiszę po raz ostatni, nie chodzi tu o to kto ma rację, kto kogo jak zbeszta, chodzi o pozostawienie wyboru jednostce z pełną odpowiedzialnością i konsekwencjami idącymi za podjętą decyzją. Życzę Wszystkim dobrej nocy. Do napisania. 

Ps. grafika załączona do postu nie jest moja, znalazłam ją w internecie.