Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 stycznia 2018

URLOPOWO



           To dopiero trzy dni a mam wrażenie, że minęła wieczność od powrotu z krótkiego wypadu do Polski. Sam wyjazd trwał tylko cztery dni ale jak zawsze to u nas bywa naładowany był spotkaniami. Tym razem szczególnie, ponieważ na nasz wyjazd wypadał dzień babci i dziadka, rocznica ślubu moich rodziców, urodziny taty oraz imieniny mamy. Dzięki czemu nie chodziliśmy głodni bo wszędzie czekało na nas pyszne jedzenie. Razem z nami przyjechały również wykonane przeze mnie prezenty, jeżeli jesteście ciekawi co to było zapraszam do galerii pod wpisem.

            Mimo, że to tylko cztery dni udało nam się wyskoczyć do baraboo na przepyszny makaron. Do teraz na samą myśl robię się głodna. Niejadek poszedł bardziej w mięso ale kto go będzie winił za brak miłości do makaronów. Sam lokal przy malcie mogę gorąco polecić. Zaraz po przestąpieniu progu zalewa nas taniec świateł, ceglanych ścian, nęcących zapachów po prostu magia połączona z dobrym smakiem podawanych dań. Mimo że na antresoli jest odrobinę za gorąco to klimatem nadrabia ona tysiąckrotnie. Cenowo lokal wypada świetnie, dostępnymi smakami tym bardziej. Moim nieskromnym zdaniem idealne miejsce na randkę lub wypad z dziewczynami. Jeżeli mi czas pozwoli to będzie to odwiedzane przez nas ponownie miejsce. 

          Jak wypad do domu to obowiązkowo musiał pojawić się burger z pastwiska. Mimo że ceny dostawy do domu poszybowały tak wysoko, że nie opłaca się już zamawiać z dostawą. To i tak znalazłam sposób jak zjeść tak wytęsknionego burgera. Zaciągnęłam Niejadka na spacer prozdrowotny w celu zakupienia porządnego kawałka mięsa, w świeżej bułce, okraszonego sałatą, ostrą papryką oraz smakowitymi sosami. Nie ma niczego na co mam taką ochotę odwiedzając Poznań jak ten burger, nic na to nie poradzę cóż zrobić, miłość do smaków to miłość. A zjeść dobrze trzeba by było za czym tęsknić po powrocie do domu. Przyznam się Wam swoją drogą pisząc ten fragment zrobiłam się tak głodna, że czas na przerwę, czas na jakieś dobre papu. Dlatego też uprzedzam jeżeli reszta wpisu będzie nie składna to wybaczcie ale idę coś zjeść i powrócę niebawem...

         Z pełnym brzuszkiem nie tylko mężczyzna jest szczęśliwszy, kobieta również. Także wracając do wpisu. Wyjazd do domu wiąże się zazwyczaj z zakupami. Tak też było tym razem. Podróż tą zaliczyć można pod znakiem książek i popularyzacji czytelnictwa. Już przed wyjazdem zamówiłam sześć książek i tylko dzięki Niejadkowi nasza rodzinka nie musiała dźwigać ich więcej bo początkowo zamówić chciałam ich dziewiętnaście do pobliskiego kiosku ale jednak trochę taką paczuszkę giganta trzeba by potachać. W związku z czym postanowiłam domówić resztę za kilka tygodni. Jednak koniec końców na tych dziewięciu książkach się nie skończyło. Los chciał byśmy z Niejadkiem odkryli iż księgarnia Matras upada i ma wyprzedaż na wszystko do 90%. Mimo, iż samej księgarni mi żal bo bardzo ją lubiłam, obsługa zawsze była pomocna i oczytana to obok takiej obniżki nie dało się przejść obojętnie. W związku z czym za oszałamiającą kwotę 18 złotych dokupiliśmy kolejne siedem książek. Poza książkami zakupiłam kilka ciuszków na wyprzedażach które wytrawnym okiem szpiega będziecie mieli okazję zobaczyć tu na blogu ale również na moim instagramie. 

         Wyjazd w rodzinne strony to także dla nas spacery z moim psem, odwiedzanie przyjaciół, niekończące się spotkania z ukochaną i szaloną rodzinką, zanoszenie rzeczy wszelkiej maści do piwnic oraz naprawianie wszystkiego co wymaga naprawy z czego ostatnie dwa akapity zazwyczaj czekają na nieustraszonego ciężkiej pracy Niejadka. Jak każdy wyjazd tak i ten w końcu dobiegł końca kolejny już nie długo a póki co powróciliśmy do życiowych realiów, praca, dom, praca oraz inne rzeczy. Poniżej zapraszam Was na krótką fotorelację życzę jednocześnie miłego wieczoru i do przeczytania.










poniedziałek, 11 grudnia 2017

PIEROGI Z KAPUSTĄ I GRZYBAMI



                     Dzisiaj zapraszam Was na kolejny przepis mojej mamy na pierogi z kapustą i grzybami, ich przygotowanie jest przyjemne i dość łatwe. Jedyne na co zalecam zwrócić uwagę to na dobre rozwałkowanie ciasta ponieważ istnieje ryzyko, że tak jak mi wyjdą Wam kopytka z farszem gdy ciasto będzie za grube. W składnikach na ciasto wkradły się jajka moja mama ich nie dodaje jak okazało się po wigilii ale ja postanowiłam je zachować w celu tworzenia własnych tradycji. 

SKŁADNIKI:
  • 3 szklanki mąki
  • jajko
  • szczypta soli
  • kapusta z grzybami
  • gorąca woda w szklance


PRZYGOTOWANIE:

                      Ubieramy trochę kapusty z grzybami z garnka (jeżeli ubierzecie mniej nic się nie stało, po prostu później weźmiecie jeszcze trochę) kroimy ją na drobno przyprawiając do smaku solą i pieprzem. Trzy szklanki mąki rozsypujemy ma blacie robiąc w środku dziurkę. Dodajemy do środka roztrzepane jako oraz szczyptę soli, ugniatamy. Ponownie robimy w środku dziurkę, powoli dodajemy gorącą wodę. Ugniatamy. Dodajemy wodę "na oko" zależy nam by ciasto nie było za suche ale również by nie było zbyt wodniste, powinno być pomiędzy jednym a drugim. Ugniatamy ciasto tak długo jak będzie jednolite, gdy uzyskamy taki efekt wkładamy je na około 5 minut do miski i przykrywamy je talerzem. Wyjmujemy ciasto z miski, posypujemy blat lekko mąką i rozwałkowujemy je na cienko. Wycinamy ciasto szklanką, na środek każdego kółka układamy trochę farszu, składamy na pół i zagniatamy widelcem , tak by brzegi ciasta się skleiły i wyszedł ładny wzór. Gotowe pierogi wkładamy do gotującej się, osolonej wody. Gotujemy pierogi po wypłynięciu około 3-4 minut. Później wykładamy je do pojemniczka obtaczamy je lekko olejem dzięki czemu się nie skleją. Chłodne pierogi chowamy do lodówki. W dniu wigilii dzięki temu, że pierogi były już ugotowane wystarczy je tylko podgrzać w gorącej wodzie. Do podania pierogów możecie dodać podsmażone pieczarki. 
Gotowe, życzę Wam smacznego i do przeczytania.

poniedziałek, 26 grudnia 2016

ŚWIĘTA ŚWIĘTA I PO ŚWIĘTACH



         Wybaczcie mi brak obecności przed Świętami ale okazało się, że samodzielne przygotowywanie Wigilii (tzn. gotowałam ja nie mama) jest dość pracochłonne. Co w połączeniu z pracą okazało się nie lada wyzwaniem. W piątek udało mi się zamienić z kolegą i skończyć o 18:30, szybko przejechałam rowerem do domu, wskoczyłam pod prysznic, wypiłam kawę i zaczęłam gotować. Wszystkie przepisy wysłała mi mama więc miałam czym się posiłkować. Na naszej Wigilii zagościły pierogi z kapustą i grzybami, kapusta z grzybami, zupa grzybowa, makiełki, kompot z suszu oraz indyk, którego przygotowywał Niejadek. Sama nie myślałam, że gotowanie zajmie mi aż tyle czasu, tego dnia gotowałam do 2:30 i skończyłam o tej godzinie tylko dlatego bo zaraz po pracy dzielnie pomagał mi Niejadek. Ucierając warzywa na zupę, oraz pomagając w zmywaniu. Przyznam się Wam, że przygotowywanie Wigilii było męczące ale we dwójkę było bardzo przyjemne. Dzięki czemu czas minął nam szybko a zmęczenie nie było tak dokuczliwe. 


                 Po kilku godzinach gotowania pozostało nam położyć się do łóżka, wyspać odrobinę i od rana szykować się dalej. Po śniadaniu zabraliśmy się za sprzątanie i dokończenie potraw dzięki czemu po wspólnej pracy, pozostało nam trochę czasu na spokojny prysznic i wyszykowanie się do kolacji. Do samej kolacji zasiedliśmy z 40 minutowym opóźnieniem bo jak się okazało z współlokatorką przeliczyłyśmy nasze umiejętności podgrzania wszystkiego na czas. Dzięki temu przygotowania minęły nam na zabawnej i radosnej atmosferze. Gdy jedzenie było gotowe połamaliśmy się opłatkiem życząc sobie tego co najlepsze, na szybko zrobiliśmy wspólne zdjęcie przy choince (teraz tylko trzeba je wywołać i będzie zdobić nasz salon) po czym zasiedliśmy do stołu by spałaszować naprawdę dobrą kolację. Jedyne co nie wyszło tak jak miało to pierogi, które wyszły bardziej jak kopytka z dodatkiem nadzienia w środku, dodam, że z tego faktu najbardziej był zadowolony Niejadek, który nie przepada za farszem, więc z przyjemnością zjadł pierogi z zbyt dużą ilością ciasta.



              Po kolacji wprowadziliśmy nietypową tradycję, mianowicie zamiast zabrać się za otwieranie prezentów, kawę i ciasta, postanowiliśmy pozmywać by mieć przyjemniejszy poranek. Później nastał czas na kawę oraz ciasto czekoladowe i makowiec. Idealne zestawienie. Po kolejnej dawce obrzarstwa nadszedł czas na utęsknione prezenty. Wraz z współlokatorami ustaliliśmy sobie budżet na małe podarki dzięki czemu mogliśmy się cieszyć dodatkowymi prezentami. I przyznam, że mimo ich nisko-budżetowości wszyscy się z nich cieszyli (mam przynajmniej taką nadzieję). W moim przypadku był to przeuroczy chodzący renifer, który śpiewa świąteczną piosenkę. Cieszyłam się jak małe dziecko, męcząc wszystkich słuchaniem jego śpiewania przez resztę wieczoru. Dodatkowo okazało się że z Niejadkiem kupiliśmy sobie prezent w tym samym sklepie, mianowicie obdarowaliśmy się lego! Wspólne budowanie naszych prezentów w pierwszy dzień Świąt tak nam się spodobało, że spróbujemy wprowadzić to jako coroczną tradycję. Pod choinką czekało na nas nadal kilka podarków, z których szczególnie jeden wprowadził mnie w niemałe zdumienie. Mianowicie nagle okazało się, że mam jeden prezent za dużo, a za tym prezentem krył się szczery uśmiech Niejadka. Nie czekając długo zabrałam się za jego otwieranie. Jak się szybko okazało zawierał on mikro-zemstę za nadmiernie zapakowany przeze mnie prezent mikołajkowy. W pierwszym pudełku kryły się jeszcze dwa mniejsze, przestrzeń między pudełkami skrywała wnętrze poduszki imitujące śnieg. Na każdym pudełku znajdywałam kolejny bilecik który zmierzał do pewnego pytania związanego z ostatnim pudełeczkiem Przyznam się Wam, że po przeczytaniu ostatniego bileciku jednocześnie zgłupiałam i byłam bardzo szczęśliwa (myślę, że w tej sekundzie byłam najszczęśliwszą osobą na świecie). Ostatni bilecik pismem Niejadkowym zapytał czy zostanę jego żoną. Oczywiście zgodziłam się i od teraz Święta, które należały do moich ulubionych dni w roku, stały się jeszcze ważniejsze i jeszcze bardziej wyczekiwane. 




                    Wieczór zakończyliśmy wspólną grą karcianą, zakrapianą winem, przepełnioną gromkim śmiechem w przyjacielskiej atmosferze, bez pośpiech czy zazwyczaj wszechobecych zgrzytów rodzinnych. Dla mnie te Święta były dość krótkie bo dzisiaj byłam już w pracy, na szczęście jestem już w domu dzięki czemu mogłam do Was napisać i podzielić się z Wami opowieścią Wigilijną Niejadków. Jeżeli mogę mieć dla Was jakieś rady po przygotowaniu pierwszej Wigilii to na pewno nie warto przygotowywać na siłę 12 potraw. Nam było łatwiej gotując w dwie pary uzbierało się tego trochę. Jednak myślę, że gdy będziemy gotować tylko dla siebie to ugotujemy tylko te ulubione. Ponieważ nie warto szykować zbyt wiele ponad siły, nie potrzebnie tracąc wspólny czas na odpoczynek i przeżywanie ducha Świąt. To samo tyczy się porządków, miło gdy uda nam się odkurzyć pomieszczenie w którym będzie Wigilia, uszykować obrus, zastawę ale sprzątanie w stresie na siłę nie ma sensu - uwierzcie mi na słowo. Myślę, że do kolejnych Świąt przy opiswaniu dla Was przepisów świątecznych dodam jeszcze kilka rad. Póki co wracam do Niejadka cieszyć się świętami. 
Życzę Wam miłego wieczoru i do przeczytania. 






piątek, 9 grudnia 2016

ZIELONO MI - CZYLI SZPINAK W ROLI GŁÓWNEJ


           Szpinak - dla jednych trauma z dzieciństwa, dla innych wspomnienie znanej kreskówki. Dla mnie to warzywo, które mogę jeść bez dodatków ale przyznam, że pasuje idealnie jako element jajecznicy, dodatek warzywny do mięs, tortilli itp. Wykonanie go jest bardzo proste chociaż bez wskazówek mamy nie byłam pewna jak wykonać go poprawne. I tak po krótkiej lekcji u mamy szpinak jest jednym z moich ulubionych warzyw, które zjadam sama bo dla Niejadka jest ono za miękkie i to nie ten smak. Mimo jego niechęci ja nadal uwielbiam zjadać szpinak w ilościach zbyt dużych. Mimo, że od kilku lat wiadomo, że nie jest on już tak zdrowy jak to się o nim mówiło dawniej, to nadal uważam, że dobrze raz na jakiś czas zjeść dawkę szpinaku.
Przechodząc do sedna zapraszam po przepis i życzę smacznego.

SKŁADNIKI:

  • 0,5 kg mrożonego szpinaku,
  • 3 - 4 łyżki masła
  • 2- 3 łyżki mąki 
  • szklanka ciepłej wody,
  • przyprawa typu kucharek,
  • czosnek
  • 2 łyżki śmietany
PRZYGOTOWANIE:


Szpinak rozmrażamy, rozgrzewamy patelnię lub woka, wrzucamy na nią masło. Czekając aż się roztopi szykujemy mąkę oraz coś do mieszania. Na roztopione masło wrzucamy mąkę, zaczynamy mieszać tak by nie powstały grudki. Masło powinno się zarumienić. Gdy będzie ono gotowe dodajemy szpinak oraz czosnek (jeżeli używacie świeżo to warto go pokroić, ja używam zamiennie świeżego i tego w proszku). Mieszamy szpinak z zarumienioną mąką i czosnkiem, dodajemy odrobinę wody tak by nie przypalić mąki. Doprawiamy przyprawą typu warzywko (i tu w zależności od waszego upodobania do soli dodajecie jej więcej lub mniej, ja za nią nie przepadam, więc wystarczą mi ok 2 łyżeczki tej przyprawy). Teraz pozostaje nam tylko mieszać co jakiś czas szpinak, sprawdzając czy którejś z przypraw nie jest za mało. Na sam koniec powoli dodajemy śmietanę, ciągle mieszając. Po dodaniu śmietany nasz szpinak jest gotowy, teraz tylko wystarczy wybrać z czym go podać. :) 
Życzę Wam smacznego i do przeczytania! 

sobota, 17 września 2016

PLASTRY WOŁOWINY W SOSIE SOJOWO-BBQ




                Zapraszam Was do wypróbowania bardzo prostego przepisu do którego dodatki (ryż/ziemniaki/frytki/sałatka/surówka itp) wybierzecie sami. Przepis jest prosty a mięso przepyszne, jedyne co potrzebujecie to trochę czasu i uwagi dla mięsa by go nie przypalić. Niejadkowi dziękuję za zrobienie zdjęcia - bez niego ten wpis byłby niepełny. 

SKŁADNIKI:

  • 4 plastry wołowiny
  • sos sojowy
  • sos BBQ
  • dodatki zostawiam Wam do wyboru

PRZYGOTOWANIE:

Plastry mięsa jeżeli są za grube lepiej troszkę rozbić. Mięso smarujemy mieszanką sosów (w zależności który z nich bardziej odpowiada Wam smakowo dodajcie go więcej). Posmarowane mięso wkładamy do pojemniczka i wkładamy do lodówki na ok 3 godziny. Jeżeli nie macie aż tyle czasu próbowałam je zrobić bez tego oczekiwania i też wyszły bardzo smaczne. 
Rozgrzewamy patelnię, wkładamy na nią plastry mięsa i dolewamy sosy z pojemniczka tak by w nich się smażyły. Smażymy mięso z każdej strony tak by było ciemne ale nie spalone. W momencie gdy uznacie, że mięso jest już usmażone, wlewamy wodę na patelnię ale tak by nie zakryć całkiem mięsa. I tutaj zaczyna się zabawa bo zaczynamy dusić mięso przez około 1,5 do 2 godzin pod przykryciem. Należy pamiętać by dolewać wody tak by nie spalić mięsa (Przyznam się że zdarzyło mi się to raz i moja rada jeżeli lekko przypaliłyście mięso, zdejmijcie je z patelni na talerz, sos powoli zlejcie z patelni do miseczki, bez naruszania przypalonego spodu. Patelnię myjemy, wlewamy na nią sos, dodajemy jeszcze raz trochę sosów, wkładamy mięso i uzupełniamy wodą.) W trakcie duszenia mięsa możecie zmieniać je stronami by równo się dusiło, ja również dodaję jeszcze trochę sosów do wody w między czasie. Co jakiś czas sprawdzam czy mięso jest miękkie i kruche. 
Gdy mięsko jest gotowe wyjmujemy je na talerz, sos przelewamy do garnka zaciągamy go delikatnie mąką. Danie gotowe. Teraz tylko należy wybrać z czym je podać ale tą przyjemność pozostawiam Wam do wyboru. Życzę Wam smacznego i oczywiście miłego dnia :)

wtorek, 22 września 2015

RISOTTO Z KURCZAKIEM I GRZYBAMI



Dzisiaj chciałabym zaproponować Wam przepyszne risotto, kilka dni temu przygotowałam je po raz pierwszy i od razu zakochałam się w tym smaku. Jest szybkie w przygotowaniu a do tego bardzo łatwe, dzięki czemu przygotuje je każdy. 

SKŁADNIKI:

  • oliwa z oliwek,
  • 1 cebula, drobno posiekana,
  • 500 g pokrojonych w kostkę piersi kurczaka,
  • 1 drobno pokrojona cukinia,
  • ok 200 g obranych i pokrojonych  w plasterki pieczarek,
  • 800 ml bulionu z kurczaka,
  • 300 g ryżu,
  • pieprz,
  • 200 ml śmietany 18%,
  • zmielony czosnek,
  • bazylia,
  • majeranek 
PRZYGOTOWANIE:
Dzień wcześniej zamarynuj pokrojonego kurczaka w oliwie i czosnku, odstaw do lodówki na noc.
Spryskaj głęboką patelnię/wok oliwą, podsmaż cebulę 2-3 minuty aż zmięknie. Dodaj kurczaka, cukinię oraz grzyby. Smaż od czasu do czasu mieszając drewnianą łyżką - ok 10 minut aż warzywa nabiorą koloru, a kurczak będzie gotowy. W tym samym czasie nalej bulionu do garnka i podgrzej go (Ja w ramach oszczędności czasu przygotowałam bulion z kostki rosołowej). Na patelnię wrzuć ryż podsmaż ok 2 minuty, potem dolej część bulionu, mieszając, poczekaj aż się wchłonie. W kolejnych krokach powoli dolewaj resztę bulionu aż do zredukowania płynu. W między czasie dopraw potrawę według uznania solą, pieprzem, majerankiem oraz bazylią. Na koniec gdy płyn jest już zredukowany a ryż nadal jest al dente (miękki na zewnątrz a twardawy w środku) dodaj śmietanę i delikatnie wymieszaj całe danie. Jeżeli po zredukowaniu płynu ryż jest dla Ciebie nadal za twardy możesz dolać gorącej wody i poczekać ponownie mieszając do zredukowania płynu.
Tak przygotowaną potrawę podaj od razu gdy jest nadal gorąca. Pamiętaj jemy również oczami dlatego też zadbaj aby miejsce w którym zjesz było miłe dla oka.
Smacznego! :)




niedziela, 13 września 2015

GASPACHO



Po podróży wakacyjnej pozostały wspomnienia. Jedną z takich inspiracji jest gaspacho - zupa z pomidorów i papryki z różnymi dodatkami, zupę tę podaje się na zimno, dlatego jest idealna na ciepłe dni.
Jako, że lato się kończy a dzisiaj w Poznaniu było na prawdę ciepło pomyślałam, że przygotuję dla nas tą chłodną zupkę. Znalazłam kilka przepisów w internecie, z których stworzyłam swój oryginalny przepis. Myślę, że moje gaspacho wyszło bardzo dobrze Poniżej znajdziecie przepis dla 1 osoby - łatwo przemnożyć składniki dla określonej liczby osób.


SKŁADNIKI:
  •  2 duże pomidory (obrane ze skórki  - w zdjęciu skórki pomoże wyparzenie ich),
  • 1 ząbek czosnku (obrany i pokrojony),
  • grzanki,
  • 1 łyżeczka oliwy z oliwek,
  • 125 ml wody z lodem,
  • sól i pieprz,
  • odrobina sosu z tabasco,
  • 1/4 czerwonej papryki (obrana ze skórki),
  • 1/4 zielonej papryki (obrana ze skórki),
  • 1 mała czerwona papryka (obrana i drobno pokrojona)

PRZEPIS:

Pokrojone pomidory, obraną paprykę, czosnek, oliwę, wodę z lodem, oraz tabasco wrzucić do garnka i zmiksować blenderem.Zupę wlać do miseczek, przyozdobić grzankami, pokrojoną w kosteczkę papryką oraz cebulą. Smacznego! :)


niedziela, 6 września 2015

PLACKI ZIEMNIACZANE Z CUKINIĄ




Pogoda za oknem diametralnie się zmienia, dzisiaj w Poznaniu cały dzień pada deszcz.
W takie dni gotowanie nie może zabierać zbyt dużo czasu, dlatego polecam Wam przepis na placuszki ziemniaczane z cukinią i marchewką. Placuszki przygotowuje się szybko a do tego są przepyszne.

SKŁADNIKI:

  • 3 duże ziemniaki
  • 1 mała cukinia
  • 1 marchew
  • 1 dużo jajko
  • 4 łyżki mąki
  • 1 łyżka oleju
  • zioła prowansalskie 
  • sól i pieprz + dla chętnych curry
  • 1 cienko pokrojona marchew do ozdoby

PRZYGOTOWANIE:
Obieramy marchew, ziemniaki oraz cukinię, ucieramy je na tarce na dużych oczkach, dodajemy mąkę, olej, przyprawy tak by Wam smakowały. Ja sama uwielbiam curry, więc jest ono prawie w każdym moim daniu. ;) Tak przygotowane składniki starannie ze sobą mieszamy. Następnie smażymy na rozgrzanej patelni.
Gotowe placuszki nakładamy na talerze, przyozdabiamy marchewką. Do placuszków możecie tak jak my dodać biały serek, ketchup, lub dowolnie przygotowany dip.
Smacznego :)

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

PASTA BOLOGNESE





Witam, dawno nic nie pisałam. Jak się okazało praca managera eventów w sezonie letnim pochłonęła mnie bez reszty. Dzisiaj ostatni dzień wakacji, więc postanawiam wrócić na dobre. 
Dziś mam dla Was przepis na pastę bolognese, poniżej przepis:

SKŁADNIKI:

  • cebula,
  • 500 g mięsa mielonego,
  • łyżka margaryny,
  • 3 łyżki mąki,
  • kostka bulionowo-wołowa,
  • koncentrat pomidorowy,
  • puszka pomidorów,
  • sól,
  • pieprz,
  • majeranek,
  • bazylia,
  • czosnek,
  • makaron.

PRZEPIS:

Pokrojoną cebulę zeszklić na patelni, dołożyć mięso mielone, podsmażyć je. 
W garnuszku rozpuścić margarynę, dołożyć 3 łyżki mąki, kostkę bulionowo-wołową. Powoli dodać pomidory (lub starte pomidory) oraz koncentrat pomidorowy. Po chwili dodać usmażone mięso, przyprawy do smaku - w zależności jak bardzo lubicie doprawione dania. Sos uzupełnić wodą ale tak by sos był gęsty. Ugotować makaron. Wyłożyć makaron na talerz, nałożyć sos. 
Dobrym pomysłem jest podanie wody lub soku do obiadu w kieliszku do wina, dzięki temu danie lepiej się prezentuje.
Smacznego.


piątek, 10 kwietnia 2015

TARTA KOKOSOWA



Muszę się Wam przyznać, że bardzo lubię piec tarty, zarówno na słodko jak
i na słono. W swojej szafie mam kilka blach do tart, każda w innym rozmiarze. Dzisiaj prezentuje Wam kolejną odsłonę tart - kokosową. 
Jest przepyszna i smakuje prawie jak bounty:) 

SKŁADNIKI:

na ciasto:

  • 250 g mąki
  • 2 jajka
  • 125 g masła - ja dałam margarynę
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 łyżki śmietany 18%
  • 2 łyżki kakao 
  • 1/2 szklanki cukru
  • szczypta soli
na krem:

  • 500 ml śmietany kremówki 30 %
  • 200 g wiórków kokosowych
  • 2 łyżki margaryny
  • 1/2 szklanki cukru

PRZYGOTOWANIE:

Z podanych składników zagnieść ciasto (możecie sobie pomóc robotem kuchennym), schłodzić je ok 1 godzinę w lodówce. Wystudzonym ciastem wyłożyć blachę do tarty, wysmarowaną bułką tartą i masłem. Nakłuć ciasto widelcem, obciążyć grochem ułożonym na papierze do pieczenia i piec ok 30 minut w 200 stopniach. 
Kremówkę zagotować, dodać do niej wiórki, mieszać aż wiórki wchłoną śmietanę. Ostudzić, utarte masło z cukrem dodać do wiórków. Taką masą wyłoży upieczone schłodzone ciasto. Tartę włożyć do lodówki i schłodzić. Zimne ciasto przed podaniem możecie polać roztopioną czekoladą - polecam tę gorzką ;)
Smacznego:)

środa, 1 kwietnia 2015

TARTA MAKOWA Z NUTĄ CYTRYNY


Mimo, że na dworze nadal chłodno to wiosna powoli gości się w naszych salonach. Ostatnio odgrzebywałam przepisy wiosenne, i natrafiłam na przepis na tą tartę. Mimo, że większości osób kojarzy się ten przepis jako zimowy, to ja piekę go zazwyczaj na wiosnę. Głównie ze względu na wspomnianą nutę cytrynową w tytule. Mam nadzieję, że tarta będzie Wam smakowała.

SKŁADNIKI:

kruchy spód:

  • 140 g mąki
  • 75 g zimnego pokrojonego w kawałki masła 
  • 60 g cukru
  • 1 żółtko
masa makowa:

  • 40 g maku
  • 2 łyżeczki gorącego mleka
  • 125 g masła
  • 80 g cukru pudru
  • 3 łyżeczki drobno startej skórki z cytryny
  • 1 jajko
  • 90 g mąki
  • pół łyżeczki proszku do pieczenia
  • sok z połowy cytryny

PRZYGOTOWANIE:

Mąkę utrzeć z masłem, dodać cukier, żółtko i 3 łyżki wody. Powstałe ciasto zagnieść, włożyć je na 15-20 min do lodówki, później je rozwałkować. Ciastem wyłożyć spód oraz boki blachy wysmarowanej masłem i posypanej bułką tartą. Nakłuwamy ciasto widelcem i pieczemy ok 12 minut w temp 180 stopni. Tak by ciasto miało żółty kolor. Poczekać do wystudzenia.
Mak zmieszać z gorącym mlekiem, odstawić do odsłonięcia. Utrzeć na puszystą masę masło z cukrem, oraz skórką cytrynową dodać jajko i ucierać jeszcze 5 minut.  Do masy dołożyć mak i proszek do pieczenia, powoli mieszając, połączyć składniki.
Ostudzoną tartę wyłożyć powstałą masą, piec przez 20 minut w 180 stopniach. Ostudzone ciasto wysmarować sokiem z cytryny tak by masa makowa nim nasiąknęła.

GOTOWE! Życzę Wam smacznego :)



niedziela, 29 marca 2015

SAŁATKA KUSKUS


Dzisiaj chciałabym zaproponować Wam bardzo prostą, szybką i przepyszną sałatkę z kuskus. Sałatka ta pojawia się na każdej imprezie rodzinnej w moim domu i bardzo szybko znika ze stołu! :)


SKŁADNIKI:

  • szklanka kuskus
  • popryka
  • pomidor
  • kilka oliwek zielonych lub czarnych
  • ogórek zielony
  • ogórek kiszony
  • czosnek
  • kiełki
  • łyżka lub dwie przyprawy typu vegeta
  • sok z całej cytryny
PRZYGOTOWANIE:

Kuskus przesypujemy do miski, zalewamy  wrzącą wodą w której rozpuszczona jest przyprawa vegeta. Zalewamy kaszę tak by zakrywał ją ok 1 cm płynu, całą miskę przykrywamy talerzem. Tak by kasza nasiąknęła płynem. Do nasączonej kaszy kuskus dokładamy pokrojone drobno wszystkie pozostałe składniki
z przepisu. Delikatnie mieszamy. Na koniec wyciskamy do sałatki sok z całej cytryny, ponownie mieszamy sałatkę. Gotowe, życzę Wam smacznego :D





wtorek, 17 marca 2015

SOS MAMY




Przepis ten powstał jak to zazwyczaj bywa przypadkiem :) Pewnego dnia mama zastanawiała się co zrobić na kolację, otworzyła lodówkę, zajrzała do szafek i tak powstał ten przepyszny sos. Dodam, iż przepis na niego ciągle ewoluuje ponieważ zdarza się, że dodajemy do niego inne składniki. Poniżej zamieszczam wersję z parówkami ale równie przepyszna jest wersja z kiełbasą.

SKŁADNIKI: 
  • duże opakowanie parówek (ok 10 sztuk)
  • puszka kukurydzy
  • puszka fasoli
  • papryka
  • przecier pomidorowy
  • puszka pomidorów
  • różnorodne zioła
  • sól, pieprz, chili do smaku
PRZYGOTOWANIE:
Parówkę lub kiełbasę kroimy na plasterki i podsmażamy na patelni. Kroimy paprykę na paski, dodajemy do parówki i podsmażamy. Po chwili odsączoną czerwoną fasolę oraz kukurydzę dorzucamy na patelnię i dalej podsmażamy. Jeżeli lubicie cebulę możecie również ją dodać. 
Podsmażone składniki przekładamy do dużego garnka dolewamy wodę. Dodajemy przecier pomidorowy oraz pomidory z puszki. Gotujemy nasz sos co jakiś czas mieszając, gdy nasz sos będzie już porządnie zagotowany dodajemy do niego ulubione zioła u mnie zawsze jest to oregano i bazylia.  Doprawiamy nasz sos pieprzem i solą, jeżeli lubicie ostre dania ze spokojem możecie dodać do sosu chili. Jak każdy sos jest on najlepszy drugiego dnia gdy już się wszystko "przegryzie". Z czym zjeść ten sos? Z bułką, chlebem, ryżem, ziemniakami, lub makaronem. W zależności czy to ma być obiad czy kolacja, wybór należy do Was! :) Smacznego :)


niedziela, 15 marca 2015

WIELKANOCNE ZAJĄCZKI Z MARCEPANEM



Powoli zbliża się Wielkanoc, za oknem coraz cieplej, świat się zieleni. Na samą myśl o Wielkanocy robi mi się radośniej. :) Poniżej zamieszczam bardzo prosty przepis na wielkanocne zajączki, które są bardzo słodkie, przepis jest na ok 10 zajączków, ja natomiast powieliłam ilość składników i zrobiłam swoich zajączków duużo więcej tak by móc rozdać je rodzinie podczas Wielkanocnych spotkań. Jeżeli macie dzieci proponuję zrobić dwie lub trzy wersje kolorystyczne dodając barwnik spożywczy. Na zdjęciu powyżej są białe zajączki ale u mnie gościły jeszcze zielone :)

SKŁADNIKI:
na ciasto:
  • 125 g mąki,
  • 85 g syropu barmańskiego amaretto (lub jakiegokolwiek orzechowego),
  • 25 g oleju arachidowego,
  • 1/2 łyżeczki wody
nadzienie:
  •  200 g masy marcepanowej

 PRZYGOTOWANIE:

Syrop wymieszać z wodą i olejem. Mąkę przesiać i dodać składniki mokre - wymieszać wszystko delikatnie. Wyrabiać ciasto około 2 minuty, aż będzie jednolite i lśniące. Uformować kulę, zawinąć w folię i zostawić w lodówce na kilka godzin. 
Schłodzone ciasto podzielić na 10 równych części i z każdej części oderwać kawałek na uszy i ogonki. Masę marcepanową również podzielić na 10 części i uformować z nich kulki. Każdy kawałek ciasta rozwałkować na placuszek, do środka włożyć kulkę masy marcepanowej i oblepić dokładnie ciastem. Z pozostałych kawałków ciasta uformować po dwa wałeczki na uszy i małą kulkę na ogonek - przykleić do kulki ciasta z marcepanem. Uszy ozdobić robiąc delikatnie wgłębienie w środku patyczkiem do szaszłyków. Grubszym końcem patyczka zrobić oczy. 
Zajączki ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni 10 minut, po czym wyjąć blachę i studzić przez 15 minut. Lekko ostudzone ciastka można posmarować roztrzepanym żółtkiem z odrobiną wody - wtedy będą błyszczące. Z powrotem włożyć blachę do piekarnika na kolejne 10 minut, aż zajączki się zarumienią.

wtorek, 24 lutego 2015

PARÓWKI W CIEŚCIE FRANCUSKIM





Zdarza się, że nagle odwiedzają nas znajomi, wpadają rodzice z odwiedzinami a my nie wiemy co podać do jedzenia. Warto zobaczyć co mamy w lodówce i nie panikować :) Ja zazwyczaj mam w lodówce parówki i ciasto francuskie tak gdybym chciała zrobić tartę lub zjeść coś na szybko. Każdy z nas ma też zazwyczaj w lodówce żółty ser. Proponuję Wam danie gotowe w ok 20 minut z przygotowaniem.

SKŁADNIKI:

parówki
ciasto francuskie
plastry żółtego sera

PRZYGOTOWANIE:

Nagrzewamy piekarnik do 160 stopni, kroimy ciasto francuskie na równie kawałki, kładziemy na nim plastry sera, układamy na serze parówki, zawijamy ciasto wokół parówki, układamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia wkładamy do rozgrzanego piekarnika na ok 15 minut. Parówki są gotowe gdy ciasto się upiecze. Warto jednak zaglądać do piekarnika, ponieważ w zależności od tego czy parówki są grube czy cienkie mogą być one szybciej gotowe, moje ciut za bardzo się przypiekły ale były baaardzo dobre a przede wszystkim sycące. Możecie pociąć boki ciasta w paseczki i pozawijać ozdobnie jak na moich zdjęciach wtedy będą wyglądały jeszcze smaczniej. Możecie również ozdobić ciasto tak by parówki przypominały mumie. Poniżej oprócz moich zdjęć propozycja parówkowej Mumii - idealna na imprezę tematyczną lub dla dzieci.




środa, 28 stycznia 2015

TORTILLA DOBRA NA KAŻDĄ OKAZJĘ! ;)




Wczoraj zastanawiałam się co zrobić na kolacje. Tak by danie było kolorowe ale i szybkie. Po chwili pomyślałam "tortilla" i od razy wybiegłam do sklepu po składniki. Wykonanie kolacji zajęło mi 20 minut - robiąc tortille na kolację od razu miałam gotowe drugie śniadanie do pracy :)

SKŁADNIKI:
  • Tortilla - możecie kupić zwykłe lub z dodatkiem szpinaku / papryki
  • usmażone kawałki kurczaka 
  • ser żółty
  • sałata
  • pomidor
  • ogórek zielony
  • papryka
  • pasta z suszonych pomidorów
  • majonez
PRZYGOTOWANIE:

Kurczaka możecie zamarynować dosłownie w czym macie ochotę, u mnie jest to zazwyczaj mieszanka do gyros, papryka, carry, cała masa ziół, które wpadną mi w ręce wymieszane z odrobiną oleju. Po usmażeniu odkładamy z patelni. Placki tortilli smarujemy majonezem i pastą z suszonych pomidorów (możecie posmarować je również musztardą lub innym sosem). Następnie nakładamy w dowolnej ilości i kolejności (ale jednak tak by dało się potem placki zawinąć;) ) pozostałe składniki. Po nałożeniu wszystkich składników zawijamy tortille i wkładamy je do rozgrzanego tostera by ser i placki tortilli ładnie się zapiekły. Gotową tortille zawijamy w sreberko. Układamy na talerzu i możemy już jeść. 
SMACZNEGO :)

Prawda, że bardzo prosty i łatwy pomysł na śniadanie, obiad lub kolację? Dodatkowo daje dużo możliwości co do zestawienia składników, każdy może dołożyć to co lubi, w większej lub mniejszej dawce.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

PIERNICZKI - EKSPRESOWO MIĘKKIE



W natłoku świątecznych przygotowań dopiero dzisiaj mogę zaprezentować Wam przepis na pierniczki, które nie wyrosną za bardzo a postawione na talerzyku na noc na parapecie będą mięciutkie jeszcze na święta :)

SKŁADNIKI: 
  • 500 g mąki tortowej (przesianej)
  • 300 g miodu
  • 100 g cukru pudru (ja zawsze używam zwykłego cukru)
  • 120 g masła
  • 1 jajko 
  • 2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 2 łyżki kakao
  • ok 50 g przyprawy piernikowej 
PRZYGOTOWANIE:

Rozpuszczone masło zmieszać z pozostałymi składnikami aż ciasto będzie jednolite. Ciasto rozwałkujemy na ok 2-3 mm. Wycinamy pierniczki, układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy ok 8 - 10 minut w temperaturze 180 stopni. Jeżeli wolicie bardziej czekoladowy smak to dodajcie więcej kakao. Poniżej prezentuje jak wyszły moje pierniczki, które później polukrowałam :)







czwartek, 6 listopada 2014

PIECZARKI FASZEROWANE



Mam dla Was bardzo prosty i szybki w przygotowaniu przepis. Na Halloween wybrałam się na kolacje do znanej Pizzerii gdzie na przystawkę wybrałam właśnie faszerowane pieczarki, były ogromne i przepyszne. Jedząc je doszłam do wniosku, że muszę zrobić je sama w domu, wczoraj spróbowałam i wyszły pyszne ;) Poniżej zamieszczam składniki i sposób przygotowania. 

SKŁADNIKI na 3-4 osoby:

  •  opakowanie duużych pieczarek (ja kupiłam te w biedronce ale jeśli macie targ bliżej to warto osobiście wybrać każdą pieczarkę tak by była duża)
  • bardzo cienkie plasterki boczku (tyle ile macie pieczarek)
  • plasterki sera (tak samo co w przypadku boczku)
  •  oregano lub zioła prowansalskie 

PRZYGOTOWANIE:

Obieramy pieczarki, wykrawamy nóżki pieczarek, w miejsce nóżki wkładamy boczek, na niego nakładamy plasterek sera (można też pokruszyć serem startym na tarce) na ser sypiemy przyprawy. Tak przygotowane pieczarki przekładamy do naczynia żaroodpornego i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni C. Po ok 10 minutach zmniejszamy temperaturę do 150 stopni C. Mniej więcej po kolejnych 5 minutach pieczarki powinny być gotowe. Jeżeli chcecie możecie potrzymać je łącznie ok 20 minut w piekarniku, wtedy boczek będzie bardziej wypieczony*. Gotowe pieczarki wyciągamy z piekarnika są pyszne, soczyste pełne "sosiku" wypływającego ze środka. *Można też przesmażyć boczek wcześniej na patelni by był jeszcze bardziej chrupiący. SMACZNEGO! :D